Kora jest już prawie w pełni sił. Jest istotą, która wszystko widzi na różowo, bez wyjątków.
Jej skrzydła są nadal poranione, jednak nie tragiczne.
Dzisiaj za jej namowa poszlysmy nad jezioro. Woda była zimna, jednak to nie przeszkodziło Korze do wejścia do niej. Przy okazji odwiedzilysmy niedźwiedzie. Maluch rośnie jak na drożdżach. Jako że Korze nic już nie dolega, prócz nieszczęsnych skrzydeł, zamiast ohydnej mikstury posmarowałam jej skrzydła sporządzoną przeze mnie maścią. Klacz była tym faktem zachwycona.Wolała to niż wcześniej wspomniane zioła. Przy okazji spaceru nazbierałam trochę składników do następnych ziołowych leków.
-Faith?
-Tak?
- A może zostalybysmy na noc tutaj, w parku? Chciałabym zobaczyć nocne zwierzęta..
- Nie lepiej wrócić na łąkę?
- No proszę cię..
- Dobrze. Skoro tak bardzo chcesz..
- Dziękuję! - wykrzyknęła i z zadowoleniem poszła przed siebie.
CDN
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz