Spokojnym kłusem przemierzałam tereny, rozglądając się za jakimiś owocami. Wbiegłam w las i przeszłam do szybkiego galopu, wymijając instynktownie drzewa. W końcu wpadłam na dziką jabłoń. Zerwałam owoc i stępem ruszyłam przed siebie. Po paru minutach drogi, wyszłam na polanę. O dziwo, było na niej kilka koni, stanęłam w miejscu patrząc na nie z oddali. W końcu jakaś siwa, widząc mnie podeszła bliżej. Bez cienia strachu wyszłam pewnym krokiem naprzeciw.
-Kim jesteś? – zapytała
-Irina – odpowiedziałam krótko.
-Jestem Rose, a to moje stado.
-Rozumiem, więc nie będę wpychać się w paradę. – odwróciłam się, i zrobiłam parę kroków.
-Czekaj, nie chciałabyś może dołączyć?
Popatrzyłam na nią ze zdziwieniem, nikt nie dał mi nigdy takiej propozycji.
-Zgoda. – odpowiedziałam i wyszłam na polankę.
Konie serdecznie mnie przywitały, poczułam, że jest mi przyjemnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz