środa, 9 stycznia 2013

Od Iriny

Wyruszyłam wraz z kilkoma ogierami, na początku jak gdyby nigdy nic kłusowaliśmy. Ogiery rozglądały się badawczo, usłyszeliśmy warczenie, to ona. Zmieniła się w konia, ale nie wychodziła z ukrycia.
-Wolf Dark – przywołałam ją, szmer wydobył się zza rośliny, wyszła pod czarną okrywą.
-Oto jestem, Irino. – odpowiedziała jakoś znajomo. – Przyszliście się pozabijać, jak oferowałam? – zapytała złośliwie.
-Niekoniecznie – wyrwał się Drago. Uciszyłam go wzrokiem. 
-Wiesz, mam jednak większą wiedzę niż ty, morderczyni, dziko wychowana, zapewne bez matki czy ojca. Otóż, nie znasz do końca swojej mocy, akurat ja wiem lepiej. Szczerz, się szczerz, te swoje obleśne kły. Otóż, łagodna także nie jestem. – tutaj zmieniłam ton, na taki zabijający. Zagrzmiało, wspaniale!
Nie odpowiedziała nic, zerknęła tylko na mnie.
-Przejrzałam, cię, złotko. Coś, może wielka krzywda, ze strony innego konia, bądź ważna strata, zostawiły trwały uraz, na twojej psychice. Temu stałaś się zła, opryskliwa, i wyładowywujesz swoją złość mordując. Tak, jak ja to robię bijąc piorunami.
Szeroko otworzyła oczy, trafiłam w sedno sprawy. Mruknęła niechętnie.
-A to, że nie zabijałam, nie znaczy że jestem jakimś słabeuszem. Ty w przeciwieństwie do mnie, z pasją pokazywałaś jaka jesteś „fajna” mordując, wszystko i wszystkich, odrzucano cię, więc ze złości chciałaś się popisać, pokazać im, że jesteś lepsza! Powiedz, nie jest tak?
Ogiery były czujne i bacznie przysłuchiwały się rozmowie.
-Może… - bąknęła nie patrząc na mnie. – Tak czy siak, przyszłaś tu walczyć, sta… - przerwałam jej
-Kto powiedział że walczyć?! To ty rozwiązujesz problemy walką, zabijając – zabijasz = pozbywasz się problemu. – tu prawie krzyknęłam.
Zmieniła się w czarnego wilka i wyszczerzyła kły, ja także to zrobiłam. Stałyśmy się wielkie, niczym niedźwiedzie. Byłam bardziej masywna, co dodawało mi punkty.
-Mówiłam, że to sprawa nieużywania mocy? – zaśmiałam się wrednie obnażając kły. Na razie odbyło się bez walki. Stanęłyśmy obie naprzeciw siebie, po czym zaczęłyśmy krążyć, zawężając coraz ciaśniejsze koło. Odwróciłam wzrok na moich towarzyszy, z szerokimi oczyma, nie ruszali się bacznie nas obserwując. 
-A propos, dobrze ci radzę, nie popadaj w samozachwyt, bo naprawdę, te twoje samochwałki typu: „Jestem silniejsza i wszyscy mają się mnie bać” są do miejsca pod ogonem – powiedziałam, patrząc na nią z wyrzutem. Rzuciła się na mnie, jednak odsunęłam się szybko i wryła się zębami w ziemie. Patrzyłam na nią z zażenowaniem. Podniosła się i skoczyła, przecięłam jej drogę błyskawicą, odsunęła się na parę metrów. Przeszłam z obrony do natarcia, jednocześnie skoczyłyśmy i wbiłyśmy się zębami w futra, żadna nie trafiła w szyję. Szybko cofnęłyśmy się warcząc i szczerząc kły, z futra kapała krew. Przez chwilę kotłowałyśmy się razem. W końcu dosięgła mojej łapy, zacisnęła ją w stalowym uścisku zębów. Zawyłam z bólu i uderzyłam ją błyskawicą, ogłuszyłam ją na chwilę, i zwinęłam się, dotykając bezwładnego odnóża. Ona wtenczas obudziła się, zerwałyśmy się równocześnie. Przycisnęłam ją do ziemi tak żeby nie mogła się ruszać bo była „otępiała” po uderzeniu. 
-Kto był niegrzeczną „dziewczynką” przez całe życie? – zaśmiałam się ironicznie. Zawarczała głucho, przecięła mi zębami pierś. – Trzymaj się z daleka od stada. - zastanowiłam się. 
Wyrwała się z mojego uścisku, warczałyśmy głucho. Rzuciła się czym prędzej, drąc mi skórę na szyi. Mocno pochwyciłam ją zębami, gdy odwróciła wzrok, rzuciłam nią o drzewo, łamiąc jej żebro, zaskomliła cicho.
-Walka skończona, Wolf Dark. Jedynym plusem dla ciebie było to, że miałaś przeciw sobie równego przeciwnika. A nie, łagodną, milutką klacz. 
-Nic nie wiesz… - jęknęła podnosząc się.
-Przeciwnie, wiem za dużo – uśmiechnęłam się, i położyłam zmęczona na ziemię, wilczyca oddaliła się. 
Ogiery podeszły do mnie, Gale spytał:
-Nie zamienisz się teraz w konia? 
-Nie mogę, po pierwsze – nie mam siły, jestem wykończona, po drugie to niebezpieczne.
-Jacob! – wykrzyknęłam na widok znajomego białaska. 
-Wilczyca, do mnie mówi? – zapytał wzrokiem konie.
-To Irina - odrzekł Drago.
Oczy zamgliły mi się, majaczyły się konie. Obudziłam się na drugi dzień u Rose.

<Rose, dokończysz? ;D>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz