wtorek, 21 maja 2013

Level odchodzi!




Level odchodzi, powód - decyzja właściciela
Będziemy cię pamiętać i mamy nadzieje że powrócisz... :(

poniedziałek, 20 maja 2013

Od Jenny

Nudziło mi się, nudziło mi się, jak nigdy... Ostatnio nic, kompletnie nic się nie działo... Obudziłam się gdzieś koło południa. Pojadłam trochę trawy, a potem poszłam napić się trochę wody nad wodospad. Czas wlókł się przeraźliwie długo. Zdążyłam przejść się po wszystkich terenach, poznać wszystkich nowych członków i obejść wszystkie granice stada. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że minęła tylko godzina... Szłam tak znudzona po Wesołym Parku, aż nagle wpadłam na kogoś. 
-Przepraszam, powinnam bardziej uważać gdzie idę...
-Spoko, nic się nie stało.
Spojrzałam się na konia.
-Rudy? Myślałam, że odeszłeś od stada...
Uśmiechnęłlam się lekko. Rudy był moim przyjacielem, więc było mi trochę przykro, jak dowiedziałam się, że nie należy już do Stada Białej Róży... Ale jak widać plotki o jego powrocie były prawdą...
<Rudy nudzi mi się jak nie wiem, więc bardzo cię proszę dokończ>

Od Rudego

Ostatnio w stadzie coraz mniej się działo. I jeszcze pogoda! Ostatnio narzekaliśmy na zimno, teraz na upały! Jakby się pomieszały pory roku: jesień-zima-lato. Jeśli chodzi o mnie, to tęskniłem za tą cudowną porą roku- wiosną. Lato -oczywiście- też nie jest złe, ale wiadomo...a skoro ostatnio w stadzie mało się dzieje, a ja nie mam co robić, chciałem pomóc. Pytanie tylko, czy moja pomoc na coś się przyda? Na wszelki wypadek, poszedłem szukać Rose, może jednak jest coś, co mogę zrobić. Po krótkim spacerku, znalazłem ją w parku.
-Witaj Rose- uśmiechnąłem się
-Cześć- odpowiedziała klacz
-Zauważyłem, że ostatnio w stadzie mało się dzieje, i ogólnie słabo...-klacz patrzyła na mnie pytająco- więc...może jest coś, co mógłbym zrobić, albo w czymś pomóc?
<Rose>

Od Sandy

 Miałam tego dość! Stanełam dęba. Chłopak upadl, a ja pogalopowałam do ogrodzenia. Przeskoczyłam je. Pobiegłam dalej nie zważając na krzyki ludzi. Biegłam i biegłam nie wiem ile. Chyba pare godzin. W końcu upadłam ze zmęczenia. Leżałam tak dwa dni. W końcu wstałam i zaczęłam skubać trawe, poczym pobiegłam dalej. Zobaczyłam ślady stada. Tak na pewno to było stado! Szłam za śladami i po chwili zaprzyjaźniłam się z pewną klaczą która zaprowadziła mnie do alfy stada. Alfa zgodziła się żebym dołączyła. A ja odezwałam się do klaczy:
- Dziękuje
(Asuna dokończysz?)

Od Ki

Pewnego dnia zawędrowałam jeszcze dalej, aż zauważyłam las. Nie namyślając sie ani chwili weszłam do niego. Po chwili wyszłam z niego i zobaczyłam bezkresną łąkę, a na niej wiele pasących się koni... Przygalopowalam do najbliszego konia. Na moje oko był to czteroletni ogier.Gdy do niego dobiegłam powiedziałam:
- Cześć! Co to za miejsce?
- Cześć! To jest łąka Stada Białej Róży. Ja jestem Silver. A jak ty masz na imię?
- Jestem Ki. kto jest tu Alfą?
- Ja i moja partnerka Rose. Skąd pochodzisz? Bo nie wydaje mi się żebyś należała do Stada.
- Kiedyś należałam do stadniny w Janowie Podlaskim... Lecz od pierwszych tygodni byłam poddawana surowym treningom dyscyplinarnym oraz często zamykana w boksie, wiec uciekłam... Wiesz.... Bardzo mi się tu podoba. Czy mogę do was dołączyć?
- No jasne, że tak!- powiedział Silver.- Wiesz akurat Mefisto nic nie robi, więc może cie oprowadzić po naszych terenach. Idz do niego. To tamten galopujący ogier.
Nie odpowiedajóc odrazu pocwałowałam by go dogonić. Po paru minutach zrównaliśmy krok i wtedy powiedziałam:
- Czy masz na imię Mefisto?
- Tak.- odpowiedział mi ogier.
- Silver poiwiedział, że nie jesteś w tej chwili zajęty, wiec możesz mnie oprowadzić.
( Mefisto?)

niedziela, 19 maja 2013

Nowy członek! Ki























Imię: Ki
Płeć: klacz
Wiek: 1 rok
Cechy: miła, towarzyska, kocha skakać, galopować, a tym bardziej cwałować, nie znosi zamknięcia i niewoli, lubi poznawać inne konie, lecz czasem jest zamknięta w sobie (np: jak czymś się martwi)
Stanowisko: obrończyni
Żywioł: powietrze i woda
Moce: może skakać wyżej niż inne konie, przecisnąć się przez każdą szczelinę, może spełnić każde marzenie związane z wodą i powietrzem, potrafi wywoływać anomalie pogodowe związane z jej żywiołem
Partner: na zabój zakochana w Mefiście.... lecz nie wie jak mu to wyznać
Rodzina: jej matką jest pekna klacz arabska z Janowa Podlaskiego, a ojcem czystej krwi ogier specjalnie sprowadzany z Półwyspu Arabskiego
Historia: Gdy się urodziła wszyscy mówili, że będzie dobra do zawodów i trenowano od pierwszych tygodni zaczeto ją trenować, lecz ona jak miała pół roku wyłamała się i uciekła. Póżniej błąkała się w różnych miejscach, aż wreszcie znalazła to Stado i dołączyła do niego.
Właściciel: Skora

Od Wolf Dark i Rose


Było ciepło, gorąco, upalnie... Trudno było to opisać. To tak, jakbyśmy ominęli wiosnę i przeszliśmy od razu do lata - kwiecistego i pięknego. Członkowie z tego powodu leżeli w cieniu. Nie rozmawiali ze sobą, a powolnie skubali trawę. Trochę mnie to denerwowało.
- Może coś zrobicie? - zapytałam się wszystkich głośno. Tak, miałam wyrzuty, bo pracowałam tylko ja z Faith.
- A co tam u Wolf Dark? - zapytała nagle.
Wszyscy tęskniliśmy za jakąś akcją.
- Nie wiem. Jak na razie czuję tylko wrogie spojrzenia innych. Czuję to. Nie wiem gdzie, gdzieś w oddali... Myślą o nas negatywnie. Grupka niemała.
Popatrzyła na mnie z niepokojem.
- Może wojna! Będzie wojna....
- Nie wiem - szybko odpowiedziałam. - Miejmy nadzieję, że nie.
Klacz popatrzyła w ziemię.
- Wiesz.... Może Wolf Dark będzie coś wiedzieć.
Doskonale czułam, że to tylko wymówka, by ją zobaczyć, ale zgodziłam się.
- Pójdę sama - powiedziałam, rozczarowując ją. - Pilnuj stada.
*****
Zauważyłam wpadającą na polanę Rose. Przymknęłam oczy. Nie chciałam z nią rozmawiać...
***

Zatrzymałam się około 4 metry od niej.
- Wiem, że nie chcesz ze mną rozmawiać...
Przewróciła się na lewy bok.
- Coś jednak chcesz. Czuję to.
Potaknęłam.
- Wiesz wiele o tych terenach. Czy zauważyłaś tu... podejrzane zwierzęta?
Zaśmiała się wrogo
****

Podeszłam do niej i klapnępłam ją po ramieniu jak starą znajomą.
-Tu są kryptydy. - odparłam z pewną dozą lenistwa- nikt ich nigdy nie opisał. Ale są. Tu jest mnóstwo stworów różnej maści i rozmiarów. Dziwię się, że jeszcze tu żyjecie...
****

Popatrzyłam na nią z zainteresowaniem, ale po chwili pomyślałam, że nie jest na to godna. Odwróciłam wzrok. Kryptydy?
- Tak, bardzo dziwne... <sarkazm>
Wstała, ziewając.
- Chyba powinnaś mi podziękować - zaśmiała się tak, że już było wiadomo - nie o to jej chodzi.
- Ta... Może kiedyś - szybko rzuciłam i pogalopowałam. WD sapnęła. Jej czarne futro zabłyszczało w słońcu i weszła do jaskini, nie myśląc o mnie. Ja jednak ją przez chwilę jeszcze obserwowałam.





sobota, 18 maja 2013

Od Faith - CD historii Max'a

- Max, ja.. Ja nie mogę. Uważam cię za przyjaciela.. I proszę, niech tak już zostanie. Nie mam zamiaru być już z nikim w związku.. Nie wiem, może zmienię zdanie, ale to raczej mało prawdopodobne.. Przepraszam. Nie obraź się.. Na prawdę cię lubię.. - po chwili moich rozpaczliwych tłumaczeń zapadła niezręczna cisza. - Zapewniam cię, znajdziesz sobie kogoś lepszego ode mnie.. - dodałam.
Zmieszany i zawiedziony ogier wstał.
- Przypomniałem sobie, mam jeszcze kilka spraw do załatwienia.. Cześć..
- Pa..- odpowiedziałam i jeszcze przez chwilę wpatrywałam się w horyzont, za którym zniknął.


CDN

Od Max'a - CD historii Faith

Poczułem wielką ulgę gdy zobaczyłem wróble ratujące klacz. Byłem bardzo tym uradowany (nawet bardzo, bardzo). Jednak Faith otarła się trochę nowa gdy wyplątywała się podczas przybycia ratunku wróbli. Nadal coś do niej czuję, tylko jak jej to kurde powiedzieć?! Muszę zrobić to tu i teraz.
- Faith- zacząłem niepewnie.- Chodźmy może stąd. Biegnij za mną.
- Dobrze. dobrze. O co chodzi, że jesteś taki, jakby to powiedzieć ... taki, taki miły i troszczysz się o mnie. Chyba wiem o co chodzi.
- No dobrze masz mnie! Nie wiedziałem jak ci to powie ...
- Chcesz być moim najlepszym przyjacielem. Zgadłam co nie!
- Tak ... zgadłaś.
Dalszą drogę odbyliśmy w milczeniu. Pobiegliśmy nad jezioro. Nagle stanąłem przed klaczą i powiedziałem.
- Faith podobasz mi się. Ja się w tobie chyba zakochałem.
<Faith?>

Od Rudego

Galopowałem po łące, uciekałem przed wściekłą, głodną pumą, którą wyczaiłem w lesie. Kot warczał i gonił mnie ile sił. Widziałem, że miała ten chytry uśmiech, jakby z góry wiedziała, że mnie złapie. Z galopu, przeszedłem w cwał. Łąka była wielka, więc spokojnie mogłem biec. Wbiegłem na mały odcinek z błotem. Puma nie rezygnowała. Podczas cwału, błoto strzelało spod moich kopyt, i trafiało pumę. Raz unikała, raz dostawała, to większymi, to mniejszymi kawałami. Ale dalej biegła, po jak dostawała, to przeważnie albo w łopatki, albo w łapy. Na początku, nie wiedziałem, że to zrobię, ale już po dwóch pierwszych krokach, zacząłem mocniej wybijać kopytami, żeby błoto leciało. Puma warknęła, chyba dostała między oczy. Twarde błoto, jednak się czasem przydaje. Kot zatrzymał się, i łapą macał łeb. Ryknął jeszcze w moim kierunku z zamkniętymi dalej oczami. Przeszedłem do galopu, i odbiegłem dosyć daleko, żeby się zatrzymać. Łąka się skończyła, i byłem przed wejściem do lasu. Ta polana, odłączała od siebie dwie jego części. Ze dwa razy wziąłem głęboki oddech, i zacząłem normalnie oddychać- normalnie jak na kogoś, kto właśnie przebiegł maraton, w końcu duży las, duża łąka...Spojrzałem na kota. Ten, ze złością spojrzał na mnie. Rudego nie da się tak łatwo przechytrzyć! Puma warczała, i dalej stała w tym zaschniętym kawałku z błotem. W końcu, zrezygnowana uznała, że patrzenie na mnie nic nie da. Odwróciła się, i jak gdyby nigdy nić, po prostu wróciła do lasu. Było dziś straaasznie ciepło. Zasapany, podbiegłem kłusem do małego źródełka. Napiłem się, i zacząłem spokojnie podgryzać rosnące w cieniu mlecze, i koniczynę. Pomimo, iż stałem w cieniu, nie dawało to dużo więcej ochłody. Położyłem się, i wyglądałem jak zdechlak. Leżałem, a potem zacząłem się tarzać, w trawie z lekką rosą. Słońce naprawdę dziś grzało, a takie leżenie wydawało się najlepszym, co mogę dziś zrobić. Ale szybko uświadomiłem sobie, że jestem teraz idealnym celem dla drapieżników. Co prawda mam świetny słuch, ale jednak...Przypomniałem sobie o jeziorze niedaleko lasu. Postanowiłem popływać. Szybkim galopem dotarłem do jeziora, i skoczyłem do wody. Od razu się ochłodziłem. I do wieczora- albo przynajmniej do ochłodzenia-miałem zamiaru wychodzić z jeziora.,

Od Yuny - cz.2

Ale może zacznę od początku? Tak będzie najlepiej, nie sądzicie? Otóż... 
Wszytsko zaczęło się nad brzegiem morza, jasny księżyc oświetlał nam drogę. Już nie chodziłam tak blisko mamy, byłam bardziej samodzielna. Rodzice sami byli zadowoleni widząc moje preferencje na przyszłą klacz alfa. No cóż mogłam zrobić? Nic, od młodego wmawiali mi, że będę bardzo dobrą ksieżniczką. Już nawet wiedziałam kto będzie moim ogierem! Czy to nie przesada? 
W ciemne noce oddalałam się od stada, które zawsze lokowało się jakieś trzy kilometry od lini brzegowej, wtedy zawsze podchodziłam do wody, czułam jak wiatr pieści moją grzywę i ogon, a ja stałam tak wsłuchując się w noc. Nie było nocy, żebym niewpatrywała się w księżyc, to był taki mój rytuał. 

Po dziś dzień pamiętam tą noc, wtedy kiedy... wszystko się skończyło. Stałam tak jak zawsze, oczy skierowane miałam na źródło mojej mocy, nagle dziwny dreszcz przebiegł mi po kręgosłupie, a umsył krzyczał "Niebezpieczeństwo!"
Niewiele myśląc ruszyłam galopem w stronę stada, już z daleka słyszałam gniewne rżenie i ujadanie wilków. Od polany dzieliło mnie kilka metrów kiedy usłyszałam moją matkę. 
- Yuna, uciekaj! Już! - zarzymałam się wstrząśnięta. Moje stado liczące dziesięci osobników walczyło ostatkiem sił z wielką watachą wilków. Podbiegłam do malutkiego źrebaka otoczonego przez wrogów. Jednym uderzeniem w ziemię odżyciłam ich na kilka metrów. 
- Mamo! Gdzie jesteś?! Mamo?! - krzyczał źrebak za moim ciełem. Głową sturchnęłam go i zakryłam własnym ciałem widząc wielkiego samca biegnącego w naszą stronę. - Yuna! Uważaj! - krzyknął młody widząc zagrożenie także z boku. 

Robiłam wszystko co było w mojej mocy, żeby uratować siebie i źrebaka. Kątem oka widziałam jak reszta wilków powala ostatnie konie i wgryza się w ciało wyrywając mięso. Bolesne kwilenie rozniosło się po całej polanie. Nie wytrzymałam dłużej, mimo mojego młodego wieku rozpętałam wielką wichurę, a przednimi kopytami wbiłam się w ziemię przed samcem watachy. Trysnęła zimna woda z czeluści ziemi, połączyłąm te dwa żywioły i zaatakowałam wilki ostrymi igłami lodu. Tym razem to wilki wydały odgłosy podobne do łamanych kości i słyszałam bolesne skomlenie. W tym całym szale nie zauważyłam, że źrebak wyszedł za linię obrony i od razu został porwany przez jednego z napastników. 
Ostatkiem sił odepnęłam do tyłu wrogów. Szybko rozejrzałam się po łące. Ciała mojej rodziny, mojego stada leżały zakrwawione i dziwnie powykręcane przez szarpiące mięso wilki. Zawróciłam i puściłam się galopem, a potem cwałem w kierunku lini brzegowej. 

Od Yuny - cz.1

Od chwili urodzin wiedziałam jaka moc we mnie drzemie. Sami rodzice będąc parą alfa wiedzieli ile w przyszłości osiągnę. Niestety, stado wilków postanowiło dobać się do naszych ziem. W tamtech chwili straciłam wszystko dom, rodzinę, to co znałam i kochałam. 
Teraz czas na nowy etap w życiu, mam nadzieję, że Stado Białej Róży będzie dla mnie drugim domem. 
Już na samym początku wiedziałam, że w tym stadzie będę się czuła bardzo dobrze. Dzięki moim mocą mam nadzieję, że dostanę się na miejsce strażnika stada. 
 CD

Nowy członek! Yuna




















Imię: Yuna (z jap. Księżyc)
Płeć : Klacz
Wiek: 2.6 lat
Cechy: aktywna, cierpliwa, dumna, mądra, niezależna(samodzielna), stanowcza, szczera, uczciwa, wyrozumiała, przyjazna, nieufna,
Stanowisko: Obrońca
Żywioł: wiatr i woda
Moce: panowanie nad latrem i wodą. Zdolność telepatyczna dzięki sile księżyca.
Partner: nie ma
Rodzina: Matka Eurydyka, Ojciec Piorun, Ciocia Yuuki - wszyscy nieżyją. 
Historia: Pochodzę z Irlandi. Zawsze z stadem trzymaliśmy się blisko brzegu oceanu, pewnego razu napadło na nas stado wilków, które wybiły moją rodzinę. Uciekłam tylko dzięki sile i szybkości wiatru. Jej urodziny są 15 sierpnia, kiedy księżyc styka się z wodą.
Właściciel: Tysia1996

Od Justus

Obudziłem się i poszedłem pobiegać sobie na Wolnym Polu. Gdy tak sobie biegałem zobaczyłem jakąś klacz więc podszedłem do niej i się przywitałem :
- Hej jestem nowy i nazywam się Justus
- Hej ja to Lahja .
- Co tu robisz ??
- Biegam 
- Ja też może się po ścigamy ??

( Lahja ? )

Nowy ogier - Ryan














Imię: Ryan
Płeć: Ogier
Wiek: 4 lata
Cechy: miły , romantyczny , uroczy , przyjazny , koleżeński , odważny , nieśmiały..
Stanowisko : wojownik
Żywioł: woda
Moce: panuje nad wodą
Partner: zakochany na zabój w Sandy
Rodzina: nie zna
Historia: Był słynnym koniem wyścigowym. Znudził się jednak ludziom i uciekł. I teraz jest tu.
Właściciel: Larysa