Stałem sobie w boksie jak co dzień. Moja pani przyszła mnie wyczyścić. Jednak jej mama zawołała ją na śniedanie. Moja pani wyszła zostawiając przez nieuwagę otwarte drzwi boksu. Bez zastanowienia wybiegłem ze stajni. Galopowałm parzez jakieś 200 metrów. Dłużej nie mogłem, bo się zmęczyłem. Podkłusowałem jeszcze jakieś 200 metrów i zatrzymałem się na wypas. Po godzinie usłyszałem wołanie. To była moja pani. Ostatkami sił zerwałem się do galopu. Przegslopowałem kolejne 500 metrów. Stwierdziłem, że będę cały czas iść stępem. W końcu doszłem do jakiejD
ś dziwnej jaskini, z której powiewało grozą. Wszedłem tam. W środku stała piękna klacz. Zaczeła mi grozić, że jak nie wyjdę to mnie zje. Wydało mi się to trochę dziwne. Jak koń może zjeść konia? Jednak nie zeażałem na to. Byłem zakochany. Klacz miała rozścieczoną minę, więc się ewkułowałem. Szłem dalej. Po około 15 minutach zauważyłem stado koni. Spytałem się czy mogę dołączyć jakiejś siwej klaczy. Zgodziła się. Tak się tu znalazłem.
poniedziałek, 27 maja 2013
Od Rose - CD historii Rudego
Zaśmiałam się szorstko, gdyż brzydka pogoda przeszkadzała mi w cieszeniu się życiem.
- Skoro mało się dzieje, w czym możesz pomóc?
Zrobiłam krok w tył.
- Wiesz... - mówił, patrząc mi w oczy - Faith nadal nie jest oficjalnie betą.
Machnęłam pyskiem.
- Jest... Czy...
Rudy podszedł do mnie. Nie chciałam z nim rozmawiać. Wolałam zakopać się pod piach.
- No właśnie, Rose! Nie jest... Silver...
- A więc do niego - odpowiedziałam szybko i pogalopowałam w las wiedząc, że to wcale nie było dobre zachowanie.
Kręciło mi się w głowie. Przed oczami widziałam tykający zegar, odmierzający czas do nocy, bym tylko mogła zasnąć... Zrobiłam to jednak wcześniej, nie miałam już siły.
(Rudy?)
- Skoro mało się dzieje, w czym możesz pomóc?
Zrobiłam krok w tył.
- Wiesz... - mówił, patrząc mi w oczy - Faith nadal nie jest oficjalnie betą.
Machnęłam pyskiem.
- Jest... Czy...
Rudy podszedł do mnie. Nie chciałam z nim rozmawiać. Wolałam zakopać się pod piach.
- No właśnie, Rose! Nie jest... Silver...
- A więc do niego - odpowiedziałam szybko i pogalopowałam w las wiedząc, że to wcale nie było dobre zachowanie.
Kręciło mi się w głowie. Przed oczami widziałam tykający zegar, odmierzający czas do nocy, bym tylko mogła zasnąć... Zrobiłam to jednak wcześniej, nie miałam już siły.
(Rudy?)
niedziela, 26 maja 2013
Od Ardana - CD historii Sombry
- Sombra! Uważaj! To pantera!- krzyknąłem
Klacz obróciła się, a pantera skoczyła jej na plecy. Chciałem jej pomóc lecz drogę zagrodził mi drugi drapieżnik. Bez problemu obaliłem drugą panterę. Widziałem jak Sombra walczy z panterą. W końcu ją zwaliła z grzbietu, lecz ta nie dawała za wygraną. Walnęła łapą klacz tak że ta upadła i uderzyła się w głowę. Stanąłem dęba i kopnąłem panterę. Uciekła skamląc. Podbiegłem do Sombry, która leżała nieprzytomna. Znów z jej karku i głowy zlatywały kropelki. Nie deszczu tylko krwi. Zawołałem:
-Sombra! Sombra! Słyszysz czy już umarłaś!
-Nie idioto. Żyję. Chyba widać. Ał… moja głowa. Co się stało, bo chyba mam zanik pamięci- powiedziała oszołomiona.
Widziałem jak jej się kręciło w głowie. Mrużyła oczy i próbowała otworzyć je. Wiedziałem że coś jest nie tak.
-Chodź. Musimy iść do lekarza. Tosia jest wolna. Może coś poradzi.
-Ja- nie- idę –do- żadnego- lekarza!- krzyknęła
-Owszem. Idziesz. Ze mną
-Nie, nie idę
-Idziesz- powiedziałem, zaciągając klacz do jaskini Tosi.
Klacz obejrzała Sombrę i powiedziała:
-Jak na razie jest wszystko dobrze tylko ma złamaną nogę i może nie pamiętać co się stało w tamtej chwili, ale to drobnostka. Będzie musiała zostać w jaskini i nie wychodzić tak przez dwa tygodnie, dopóki noga nie zrośnie się.
-Dwa tygodnie! Przecież ona tu zwariuje.
-Będzie musiała wytrzymać. A… i…
-I co?
-Ktoś będzie musiał ją przypilnować. Jak znając życie pewnie chciała będzie wyjść.
-Ja ją mogę przypilnować. Zresztą i tak mam wolne.
-Naprawdę możesz. To fajnie. Tylko jej to powiedz jakoś… tak…. delikatnie.
-Yyy… ok. Spróbuje powiedzieć jej to w jej języku.
-To ja lecę. Pa
-Pa
-Co wy tam spiskujecie! Mam tu siedzieć całe wieki!
-Już idę- odpowiedziałem- Sombra… będziesz musiała… być na mnie skazana.
-Już jestem. A mam się bać?
-Będziesz musiała zostać w jaskini na… dwa tygodnie
-Co!? Dwa tygodnie!? Nie. Ja muszę… iść na tere…
-Ale nie pójdziesz- przerwałem jej
-A właśnie że pójdę
-Nie, idziesz do domu.
-Foch Forever.
-Na 5 minut?
-Nie!!!
-Oj…. Będzie mi przykro.
-No to będzie. Nie moja sprawa.
-Chodź. Oprzyj się o mnie.
-Ale ja nie chce
-Ale musisz
-No dobra, ale mam się tam zanudzić na śmierć?
-Nie, ja będę tam
-Czemu? Za co to? Przecież nic złego nie zrobiłam!- powiedziała klacz patrząc w niebo
-Przecież mnie lubisz?
-Ale jesteś czasami wkurzający.
-Dzięki za komplement
-Proszę bardzo
-Hahaha… śmieszne. A tera chodź.
Ułożyłem klacz na kamieniu obleczonym w mech.
-Wygodnie?
-Bardzo. Zostaniesz?
-Pewnie. Masz mnie całe dwa tygodnie.
-Wiem i to mnie bardzo nie pokoi- powiedziała, uśmiechając się. Odwzajemniłem uśmiech i poszedłem nazbierać trochę trawy.
(Sombra? Chciałabyś coś dodać?)
Klacz obróciła się, a pantera skoczyła jej na plecy. Chciałem jej pomóc lecz drogę zagrodził mi drugi drapieżnik. Bez problemu obaliłem drugą panterę. Widziałem jak Sombra walczy z panterą. W końcu ją zwaliła z grzbietu, lecz ta nie dawała za wygraną. Walnęła łapą klacz tak że ta upadła i uderzyła się w głowę. Stanąłem dęba i kopnąłem panterę. Uciekła skamląc. Podbiegłem do Sombry, która leżała nieprzytomna. Znów z jej karku i głowy zlatywały kropelki. Nie deszczu tylko krwi. Zawołałem:
-Sombra! Sombra! Słyszysz czy już umarłaś!
-Nie idioto. Żyję. Chyba widać. Ał… moja głowa. Co się stało, bo chyba mam zanik pamięci- powiedziała oszołomiona.
Widziałem jak jej się kręciło w głowie. Mrużyła oczy i próbowała otworzyć je. Wiedziałem że coś jest nie tak.
-Chodź. Musimy iść do lekarza. Tosia jest wolna. Może coś poradzi.
-Ja- nie- idę –do- żadnego- lekarza!- krzyknęła
-Owszem. Idziesz. Ze mną
-Nie, nie idę
-Idziesz- powiedziałem, zaciągając klacz do jaskini Tosi.
Klacz obejrzała Sombrę i powiedziała:
-Jak na razie jest wszystko dobrze tylko ma złamaną nogę i może nie pamiętać co się stało w tamtej chwili, ale to drobnostka. Będzie musiała zostać w jaskini i nie wychodzić tak przez dwa tygodnie, dopóki noga nie zrośnie się.
-Dwa tygodnie! Przecież ona tu zwariuje.
-Będzie musiała wytrzymać. A… i…
-I co?
-Ktoś będzie musiał ją przypilnować. Jak znając życie pewnie chciała będzie wyjść.
-Ja ją mogę przypilnować. Zresztą i tak mam wolne.
-Naprawdę możesz. To fajnie. Tylko jej to powiedz jakoś… tak…. delikatnie.
-Yyy… ok. Spróbuje powiedzieć jej to w jej języku.
-To ja lecę. Pa
-Pa
-Co wy tam spiskujecie! Mam tu siedzieć całe wieki!
-Już idę- odpowiedziałem- Sombra… będziesz musiała… być na mnie skazana.
-Już jestem. A mam się bać?
-Będziesz musiała zostać w jaskini na… dwa tygodnie
-Co!? Dwa tygodnie!? Nie. Ja muszę… iść na tere…
-Ale nie pójdziesz- przerwałem jej
-A właśnie że pójdę
-Nie, idziesz do domu.
-Foch Forever.
-Na 5 minut?
-Nie!!!
-Oj…. Będzie mi przykro.
-No to będzie. Nie moja sprawa.
-Chodź. Oprzyj się o mnie.
-Ale ja nie chce
-Ale musisz
-No dobra, ale mam się tam zanudzić na śmierć?
-Nie, ja będę tam
-Czemu? Za co to? Przecież nic złego nie zrobiłam!- powiedziała klacz patrząc w niebo
-Przecież mnie lubisz?
-Ale jesteś czasami wkurzający.
-Dzięki za komplement
-Proszę bardzo
-Hahaha… śmieszne. A tera chodź.
Ułożyłem klacz na kamieniu obleczonym w mech.
-Wygodnie?
-Bardzo. Zostaniesz?
-Pewnie. Masz mnie całe dwa tygodnie.
-Wiem i to mnie bardzo nie pokoi- powiedziała, uśmiechając się. Odwzajemniłem uśmiech i poszedłem nazbierać trochę trawy.
(Sombra? Chciałabyś coś dodać?)
Nowy członek! Ferdek
imię: Ferdek
płeć: ogier
wiek: 9 lat
cechy: miły, słodki, kochany, uroczy, jak się zakocha to na zabój
stanowisko: wypatrujący
żywioł: tęcza, kwiaty
moce: powodowanie tęczy, zmiana koloru kwiatu na różowy, jest taki inne konie nie mogą mu zrobić krzywdy, moze przyspieszyć rozwój kwiatów
partner: zakochany w Wolf Dark....
rodzina: Zapomniał już o niej.
historia: Urodził sie w stajni kucyków szertlandzkich. Potem został sprzedany do zamorznej rodziny. Pewnego razu jego pani przez nieuwage zostawiła mu otwarty boks. Uciekł i znalazł to stado.
właściciel: kary14
Od Sombry
Chodziłam. Tyle można powiedzieć. Chodziłam i się nudziłam. Dobra koniec
tej nudy. Przecież można znaleźć sobie tyle zajęć. Jak…(pauza, pauza,
pauza XD)… no dobra nie mam zajęcia, ale wiedziałam kto ma zawsze
zajęcie… Ardan. Ten natrętek. Tak, jest upierdliwy, ale umie pogadać.
Więc poszłam do niego. Stał na granicach. Znużona i znudzona p[odeszłam.
Nie zdążyłam wypowiedzieć słowa, a on już zaczął gadać:
-Hej Sombra. Widzę że jesteś znuuuuuudzona- powiedział
-Chyba widać- powiedziałam oschle
-Ej. Przecież ty masz zawsze taki dobry humorek- powiedział z ironią
-Hahaha… bardzo śmieszne… innego zajęcia nie masz- odpowiedziałam
-No tak właściwie to… nie- odpowiedział
-Aha. Fajnie. Czyli jestem na ciebie skazana. Tak?
-No tak- powiedział uśmiechając się.- Chodź.
-Dokąd niby?
-Tajemnica
-Nie lubię tajemnic
-A ja bardzo… w szczególności gdy ja o niej wiem.
-A ja nie. Masz coś do tego?
-Ja? Nie. Ale chodź. I tak jesteś już na mnie skazana.
-No dobra. W sumie… racja. No to chodź
Poszliśmy nad Jezioro Mgły. Było cicho i przyjemnie. Lubiłam takie miejsca. Co nie wątpi w to nikt. Dziś padało, padało i nie mogło się wypadać. Kropelki deszczu zlatywały leciutko po moim karku i głowie. Moje nogi były też zmoczone przez kałuże w które wchodziłam. Ardan szedł przede mną, a ja za nim. Lekko i czysto nie zważając na ulewny deszcz. Rozglądałam się dookoła, wpatrując się w mgłę i próbując zobaczyć chodź najmniejszy skrawek drugiego brzegu, lecz dzisiaj jezioro było nadzwyczajnie mgliste. Biało-szare odcienie migotały przed oczyma. Moje zamyślenie przerwał Ardan:
-Ładnie tu- powiedział- Zawsze przychodzę tu gdy jest mi samotno lub nad czymś się bardzo martwię.
-Tak, bardzo-odpowiedziałam
-Przychodzę tu czasem z moim przyjacielem.
-Yyy… Martel?
-Tak. Towarzyszył mi od samego początku- odpowiedział wpatrując się w mgłę
-Hm… to masz szczęście. Ja byłam sama, całkiem sama od początku. Matka zauważyła mnie dopiero gdy wiedziała że i tak zginie. Zresztą nie trzeba było mną gardzić. Byłam dobrym, słodkim konikiem, który cieszył się życiem, lecz… zresztą nie będę opowiadać ci mojej historii
-Nie, spoko. Jak chcesz to możesz mi opowiedzieć
-No to dobra. Jak tam sobie chcesz. No więc który się cieszył życiem i biegał szczęśliwy po polanach. Nie znał przykrości i zła oprócz… oprócz swojej matki. Ojciec był opiekuńczym tatą a moi dwaj bracia… najlepszymi kolegami, lecz to się zmieniło przez tą głupią wojnę. Tata zginął razem z bratem, a ja czekałam tak długo na ich powrót. W końcu matka mnie wygnała. Stałam się agresywna i jak to niektórzy mówią- już nigdy się nie uśmiechałam. Oszczędziłam tylko brata, który pewnie jest już dorosły i założył własne stado. Matka pewnie została zabita przez wygłodniałe wilki- opowiadałam, a gdy już skończyłam popatrzyłam na ogiera i spytałam się go:
-I co? Nie jestem okrutna, zła, bezwzględna? Każdy koń którego spotykam patrzy się na mnie jak na jakąś inną inaczej- patrzyłam na ogiera który jako pierwszy koń spojrzał się na mnie jak na normalną.- Oprócz ciebie i Rudego nikt nie zamienił ze mną słowa. Jako jedyni jesteście….
-Jesteśmy…?
-Jesteście… jesteście moimi najlepszymi kolegami którzy mnie w sumie rozumieją.
-A więc jednak jest tam w środku wrażliwość-powiedział do mnie Ardan
Spojrzałam na ogiera. WOW. O dziwo nie odpowiedziałam ironicznie. Nic nie odpowiedziałam
-Dziękuyję… ja… ja już muszę iść na tereny- powiedziałam do ogiera i pokłusowałam na tereny. Nie mogłam spać. Przypomniałam sobie tatę, braci i matkę. Tą… tą… okrutną klacz, która dopiero w obliczu śmierci zauważyła swoje dziecko. Przekręcałam się z boku na bok aż wreszcie zobaczyłam jakiś cień. To nie był cieć konia. Na pewno. To był cień…
(Ardan? Dokończysz?)
-Hej Sombra. Widzę że jesteś znuuuuuudzona- powiedział
-Chyba widać- powiedziałam oschle
-Ej. Przecież ty masz zawsze taki dobry humorek- powiedział z ironią
-Hahaha… bardzo śmieszne… innego zajęcia nie masz- odpowiedziałam
-No tak właściwie to… nie- odpowiedział
-Aha. Fajnie. Czyli jestem na ciebie skazana. Tak?
-No tak- powiedział uśmiechając się.- Chodź.
-Dokąd niby?
-Tajemnica
-Nie lubię tajemnic
-A ja bardzo… w szczególności gdy ja o niej wiem.
-A ja nie. Masz coś do tego?
-Ja? Nie. Ale chodź. I tak jesteś już na mnie skazana.
-No dobra. W sumie… racja. No to chodź
Poszliśmy nad Jezioro Mgły. Było cicho i przyjemnie. Lubiłam takie miejsca. Co nie wątpi w to nikt. Dziś padało, padało i nie mogło się wypadać. Kropelki deszczu zlatywały leciutko po moim karku i głowie. Moje nogi były też zmoczone przez kałuże w które wchodziłam. Ardan szedł przede mną, a ja za nim. Lekko i czysto nie zważając na ulewny deszcz. Rozglądałam się dookoła, wpatrując się w mgłę i próbując zobaczyć chodź najmniejszy skrawek drugiego brzegu, lecz dzisiaj jezioro było nadzwyczajnie mgliste. Biało-szare odcienie migotały przed oczyma. Moje zamyślenie przerwał Ardan:
-Ładnie tu- powiedział- Zawsze przychodzę tu gdy jest mi samotno lub nad czymś się bardzo martwię.
-Tak, bardzo-odpowiedziałam
-Przychodzę tu czasem z moim przyjacielem.
-Yyy… Martel?
-Tak. Towarzyszył mi od samego początku- odpowiedział wpatrując się w mgłę
-Hm… to masz szczęście. Ja byłam sama, całkiem sama od początku. Matka zauważyła mnie dopiero gdy wiedziała że i tak zginie. Zresztą nie trzeba było mną gardzić. Byłam dobrym, słodkim konikiem, który cieszył się życiem, lecz… zresztą nie będę opowiadać ci mojej historii
-Nie, spoko. Jak chcesz to możesz mi opowiedzieć
-No to dobra. Jak tam sobie chcesz. No więc który się cieszył życiem i biegał szczęśliwy po polanach. Nie znał przykrości i zła oprócz… oprócz swojej matki. Ojciec był opiekuńczym tatą a moi dwaj bracia… najlepszymi kolegami, lecz to się zmieniło przez tą głupią wojnę. Tata zginął razem z bratem, a ja czekałam tak długo na ich powrót. W końcu matka mnie wygnała. Stałam się agresywna i jak to niektórzy mówią- już nigdy się nie uśmiechałam. Oszczędziłam tylko brata, który pewnie jest już dorosły i założył własne stado. Matka pewnie została zabita przez wygłodniałe wilki- opowiadałam, a gdy już skończyłam popatrzyłam na ogiera i spytałam się go:
-I co? Nie jestem okrutna, zła, bezwzględna? Każdy koń którego spotykam patrzy się na mnie jak na jakąś inną inaczej- patrzyłam na ogiera który jako pierwszy koń spojrzał się na mnie jak na normalną.- Oprócz ciebie i Rudego nikt nie zamienił ze mną słowa. Jako jedyni jesteście….
-Jesteśmy…?
-Jesteście… jesteście moimi najlepszymi kolegami którzy mnie w sumie rozumieją.
-A więc jednak jest tam w środku wrażliwość-powiedział do mnie Ardan
Spojrzałam na ogiera. WOW. O dziwo nie odpowiedziałam ironicznie. Nic nie odpowiedziałam
-Dziękuyję… ja… ja już muszę iść na tereny- powiedziałam do ogiera i pokłusowałam na tereny. Nie mogłam spać. Przypomniałam sobie tatę, braci i matkę. Tą… tą… okrutną klacz, która dopiero w obliczu śmierci zauważyła swoje dziecko. Przekręcałam się z boku na bok aż wreszcie zobaczyłam jakiś cień. To nie był cieć konia. Na pewno. To był cień…
(Ardan? Dokończysz?)
sobota, 25 maja 2013
Od Delice i Big Reda- CD historii Big Reda
Szczerze? To mnie zamurowało, nie spodziewałam się takiego zwrotu akcji, nie wiedziałam co powiedzieć, jeszcze nigdy nie byłam w żadnym związku, nie spodziewałam się, że jakis ogier mi to wyzna, nie spodziewałam się, że w ogóle jakis mnie polubi... Ogier patrzył na mnie wyczekująco
*****************************
Sam nie wiem czy dobrze zrobiłem. Delice zamurowało. Cały czas patrzyła się w ziemię. Może ona nie odwzajemnia tego uczucia? A co jeśli tak tylko wstydzi się wyznać.
- No wiesz..... jak ty nie odwzajemniasz tego uczucia to..... - przerwałem niezręczną ciszę.
- Nie! Ja tylko..... - niedokończyła.
- Tylko co? - spytałem.
- Sama nie wiem. - odparła klaczka.
Wtopiłem wzrok w drzewa. Zakochałem się w klaczy od pierwszego wejrzenia. Nie mogłem dłurzej czekać. Pocałowałem ją.
***************************
Nie wiedziałam co powiedzieć. Ze szczęścia. Jeszcze nigdy żaden ogier mnie nie pocałował, potem Red zaproponował wyścig, byliśmy równo, chociaż wiedziałam, że daje mi fory. Potem byliśmy już zmęczeni (przynajmniej ja) i poszliśmy do ogrodu zakochanych, było bardzo przyjemnie i romantycznie, w końcu zasnęłam...
... Nagle poczułam nad sobą czyjś głos, chyba to był Red.
****************************
- Jak ja Cię kocham....- szeptałem do śpiącej Delice.
Nagle zoriętowałem się, że klacz już nie śpi.
- Od jakiego czasu nie śpisz? - spytałem się zawstydzony.
- No już jakiś czas... - odpowiedziała klacz lekko się śmiejąc.
- A duzo słyszałas? - spytałem ponownie.
- Nie tak dużo...... tylko to, że mnie kochasz.... - Delice przestała się śmiać.
- I co? - wciąż rzucałem pytaniami.
**************************
Jej! Tak naprawdę czekałam na to.
- wiesz Red...
- Tak? - zapytał trochę smutny
- ja też odwzajemniam to uczucie. - powiedziałam i pocałowałam lekko ogiera, zarumienił się trochę
********************************
-To będziesz moją klaczą - spytałem nie pownie.
-Taaak..... chyba tak. - odpowiedziała nieśmiało.
Uśmiechnęłem się do niej. Byłem w pełni szczęścia.
Następnego dnia poszłedłem do Rose, żeby powiedzieć, że ja i Delice jesteśmy parą.
Od Jenny - CD historii Rudego
Uśmiechnęłam się do ogiera.
-Chętnie.
-To co, może nad wodospad?
-Czemu by nie.
Ruszyliśmy kłusem odpowiednią ścieżką. Po blisko kwadransie byliśmy na miejscu. Od razu wskoczyliśmy do wody i zaczęliśmy się pluskać, jak źrebaki.
<Rudy?>
-Chętnie.
-To co, może nad wodospad?
-Czemu by nie.
Ruszyliśmy kłusem odpowiednią ścieżką. Po blisko kwadransie byliśmy na miejscu. Od razu wskoczyliśmy do wody i zaczęliśmy się pluskać, jak źrebaki.
<Rudy?>
Od Martela - CD historii Rudego
Długo mnie nie było. Tak wiem. Po prostu nie mogłem przychodzić na
stado. Powód? Musiałem pobyć sam. Poszedłem na moje ukochane miejsce-
granice stada. Piękne, niebezpieczne i tajemnicze granice. Czułem jaki
jestem szczęśliwy. Poznałem przyjaciół jak Rudy, Emily, Angelia czy
Rose. Oczywiście jest ich więcej, dużo więcej. Przez ten cały tydzień
siedziałem i słuchałem przyrody, ale ten czas się skończył. Teraz wracam
do mojego kochanego stada-Stada Białej Róży. Jest tu pięknie i nie wiem
czemu niektórzy na nie narzekają. Lecz to już ich sprawa i nie będę się
wtrącał. Szłem z powrotem do jaskini gdy spotkałem Rudego:
-O. Cześć Rudy. Fajnie znowuż cię zobaczyć. Yyy…. WRÓCIŁEŚ!!! Jak ja się cieszę- krzyknąłem- No tak znowuż dostałem nagłego napadu głupawki- pomyślałem.
-Yyy… no tak… wróciłem i widzę że ty też.- powiedział Rudy
-Nom… ja nie odszedłem tylko odizolowałem się na mały tydzień- odpowiedziałem.- Widzę że jak na razie nic się tu nie dzieje- powiedziałem, rozglądając się na boki.
-Raczej tak- odpowiedział
-Aha
-Właśnie skubałem trawę. Chcesz się dołączyć- zapytał
-Widzę że ci się nudzi
-Widać
-To chodź. Pokaże co coś-odpowiedziałem
-Ale gdzie?
-Zobaczysz. No chodź- powiedziałem szybko i ruszyłem wolnym kłusem.
(Rudy? Jeszcze się nudzisz?
)
-O. Cześć Rudy. Fajnie znowuż cię zobaczyć. Yyy…. WRÓCIŁEŚ!!! Jak ja się cieszę- krzyknąłem- No tak znowuż dostałem nagłego napadu głupawki- pomyślałem.
-Yyy… no tak… wróciłem i widzę że ty też.- powiedział Rudy
-Nom… ja nie odszedłem tylko odizolowałem się na mały tydzień- odpowiedziałem.- Widzę że jak na razie nic się tu nie dzieje- powiedziałem, rozglądając się na boki.
-Raczej tak- odpowiedział
-Aha
-Właśnie skubałem trawę. Chcesz się dołączyć- zapytał
-Widzę że ci się nudzi
-Widać
-To chodź. Pokaże co coś-odpowiedziałem
-Ale gdzie?
-Zobaczysz. No chodź- powiedziałem szybko i ruszyłem wolnym kłusem.
(Rudy? Jeszcze się nudzisz?
)
Od Delicate - CD historii Lucky'ego
Spojrzałam na konia.
- Połamana noga...-popatrzyłam na Lucky'ego - kiedy się obudzi nie będzie nic pamiętać
- Ale odzyska pamięć?
-Tak, za 4 godziny - odpowiedziałam
- Zamiast go ciągnąć ja mogę przesunąć ten kwiat dzięki żywiole ziemi...-powiedziałam po chwili - Było by lepiej
- Jak chcesz, dla mnie to bez różnicy..
- Okey, siadaj na ten kwiat - uśmiechnęłam się i usiadłam na kwiecie, Lucky też.
Zaczęliśmy jechać na wieeeelkim kwiecie.
(Lucky?)
- Połamana noga...-popatrzyłam na Lucky'ego - kiedy się obudzi nie będzie nic pamiętać
- Ale odzyska pamięć?
-Tak, za 4 godziny - odpowiedziałam
- Zamiast go ciągnąć ja mogę przesunąć ten kwiat dzięki żywiole ziemi...-powiedziałam po chwili - Było by lepiej
- Jak chcesz, dla mnie to bez różnicy..
- Okey, siadaj na ten kwiat - uśmiechnęłam się i usiadłam na kwiecie, Lucky też.
Zaczęliśmy jechać na wieeeelkim kwiecie.
(Lucky?)
Od Silvera
Siedziałem w mojej jaskini. Oczywiście sam... Rose ciągle wychodziła do Balou by z nim coś ustalić. A ja? Ja jestem tu tylko aby się nudzić i przyjmować wiadomości od członków, choć rzadko ktoś do mnie przychodzi...
- Silver? - nagle usłyszałem głos jakiegoś konia
- Słucham - wstałem i otrzepałem się z ziemi.
Po chwili koń wszedł do mojej jaskini.
- A, to ty Max - uśmiechnąłem się - Co chcesz mi powiedzieć?
- A nic... Tylko mi się nudzi - usiadł
- Mi też..
- Silver? - nagle usłyszałem głos jakiegoś konia
- Słucham - wstałem i otrzepałem się z ziemi.
Po chwili koń wszedł do mojej jaskini.
- A, to ty Max - uśmiechnąłem się - Co chcesz mi powiedzieć?
- A nic... Tylko mi się nudzi - usiadł
- Mi też..
Od Lucky'ego - CD historii Delicate
-Oczywiście że nie!- powiedziałem lekko zdenerwowany. Koń upadł. Ja odbiegłem nieco dalej. Przybiegłem z liśćmi brzozy, babki i mlecza. Jeśli chodzi o naturalne środki, świetnie znałem się na medycynie.
-Liści Babki do oczyszczenia ran, brzoza na otarcia....- mówiłem przykładając mu konkretne liście
-A mlecz?- zaciekawiła się klacz
Mlecz położyłem przed koniem. Dzięki żywiołowi natury, powierzyłem go. Delicate i ja, zaciągnęliśmy go na wielki mlecz. Na liściu zaciągnęliśmy go do stada.
-Jak myślisz, co mu się stało?- spytałem
<Delicate, sorry że tak długo siła wyższa>
-Liści Babki do oczyszczenia ran, brzoza na otarcia....- mówiłem przykładając mu konkretne liście
-A mlecz?- zaciekawiła się klacz
Mlecz położyłem przed koniem. Dzięki żywiołowi natury, powierzyłem go. Delicate i ja, zaciągnęliśmy go na wielki mlecz. Na liściu zaciągnęliśmy go do stada.
-Jak myślisz, co mu się stało?- spytałem
<Delicate, sorry że tak długo siła wyższa>
Od Rudego - CD historii Jenny
-Odszedłem to prawda....ale tam wszyscy mnie olewali, tu mam przyjaciół, więc wróciłem.
Miło było spotkać Jenny. Właściwie to był chyba pierwszy, koń, który chciał ze mną rozmawiać.
-A jak tam u ciebie? - zmieniłem temat
-Nawet całkiem dobrze, ostatnio w SBR....
-Wiem, wiem...jeszcze będzie lepiej. Też się nudzisz tak jak ja?
-Strasznie!
-Może mała przechadzka?
<Jenny>
Miło było spotkać Jenny. Właściwie to był chyba pierwszy, koń, który chciał ze mną rozmawiać.
-A jak tam u ciebie? - zmieniłem temat
-Nawet całkiem dobrze, ostatnio w SBR....
-Wiem, wiem...jeszcze będzie lepiej. Też się nudzisz tak jak ja?
-Strasznie!
-Może mała przechadzka?
<Jenny>
Od Silvera - CD historii Rudego
- One nas jeszcze zaatakują - powiedział Rudy
- Wiem, koty szybko się nie poddają. Walczą o jedzenie do upadłego...
- Teraz mają kocięta i muszą je nakarmić - ogier rozejrzał się
Popatrzyłem na drzewo i coś tam jeszcze było.
- Oj, coś jest na tym drzewie..-powiedziałem po chwili
Ogier popatrzył na drzewo.
- Ty tylko jakiś zgniły liść - powiedział kiedy liść spadł
Wtedy za sobą usłyszeliśmy warknięcie.
(Rudy?)
- Wiem, koty szybko się nie poddają. Walczą o jedzenie do upadłego...
- Teraz mają kocięta i muszą je nakarmić - ogier rozejrzał się
Popatrzyłem na drzewo i coś tam jeszcze było.
- Oj, coś jest na tym drzewie..-powiedziałem po chwili
Ogier popatrzył na drzewo.
- Ty tylko jakiś zgniły liść - powiedział kiedy liść spadł
Wtedy za sobą usłyszeliśmy warknięcie.
(Rudy?)
Od Rudego - CD historii Silvera
Przechadzałem się po terenach. Zobaczyłem uciekającego w popłochu jaguara. Kilka metrów dalej, Silvera. Widziałem, że patrzy z siebie. Podszedłem nie pewnie.
-Eeee Silver...- spojrzałem na drzewo
-Nie teraz! Szukam jaguara, przed chwilą tu był! Jak zarz skądś wyskoczy, może Ci coś zrobić- powiedział
- A puma może być?- przekrzywiłem łeb
Ogier natychmiast spojrzał tam gdzie ja. Z drzewa padł dwa koty. Skoczyły na nas, jak tylko stanęły po upadku. Silver chciał obronić mnie, ja jego. Kopnąłem z dwu rury w stronę zadu ogiera. Alfa zrobił to samo. Nasze tylne nogi, odwaliły koty na bok.
-Nieźle- powiedziałem gdy koty już leżały.
Po chwili otrząsnęły się, a widząc Silvera stojącego dęba uciekły
<Silver>
-Eeee Silver...- spojrzałem na drzewo
-Nie teraz! Szukam jaguara, przed chwilą tu był! Jak zarz skądś wyskoczy, może Ci coś zrobić- powiedział
- A puma może być?- przekrzywiłem łeb
Ogier natychmiast spojrzał tam gdzie ja. Z drzewa padł dwa koty. Skoczyły na nas, jak tylko stanęły po upadku. Silver chciał obronić mnie, ja jego. Kopnąłem z dwu rury w stronę zadu ogiera. Alfa zrobił to samo. Nasze tylne nogi, odwaliły koty na bok.
-Nieźle- powiedziałem gdy koty już leżały.
Po chwili otrząsnęły się, a widząc Silvera stojącego dęba uciekły
<Silver>
Od Silvera
Nuda, nuda i jeszcze raz nuda...W stadzie nie ma żadnych ataków, ja nie mogę pomóc Rose - Nuda...
- O, Silver! - nagle do jaskini weszła Shanti
- Cześć Shanti - popatrzyłem na nią
- Niedaleko znajduje się stado kotów - powiedziała klacz - Widziałam jak atakują WD.
- I co? WD wygrała?
- Taki remis... WD zamieniła się w kota i porozmawiała z tymi kotami i odpuściły - odpowiedziała
- Aha...
- I chyba powiedziała im aby zaatakowały te stado - Shanti położyła się
- Garstka kotów kontra ponad 100 koni? - zaśmiałem się - Te koty nie dadzą rady...
- Są silne. - klacz popatrzyła na mnie - Mogą wykasować komuś całą pamięć, kierować kimś...
- Okey, spróbuje jakoś porozmawiać z tymi kotami - uśmiechnąłem się i zacząłem iść
*****
Kiedy byłem już koło granicy stada i usłyszałem warknięcie i po tym...jaguar skoczył mi na kark! Przewróciłem się na plecy i przygniotłem kota.
Wstałem i obejrzałem się za siebie aby zobaczyć czy kot już nie żyje ale zniknął...
(Ktoś mógł by dokończyć? :) )
- O, Silver! - nagle do jaskini weszła Shanti
- Cześć Shanti - popatrzyłem na nią
- Niedaleko znajduje się stado kotów - powiedziała klacz - Widziałam jak atakują WD.
- I co? WD wygrała?
- Taki remis... WD zamieniła się w kota i porozmawiała z tymi kotami i odpuściły - odpowiedziała
- Aha...
- I chyba powiedziała im aby zaatakowały te stado - Shanti położyła się
- Garstka kotów kontra ponad 100 koni? - zaśmiałem się - Te koty nie dadzą rady...
- Są silne. - klacz popatrzyła na mnie - Mogą wykasować komuś całą pamięć, kierować kimś...
- Okey, spróbuje jakoś porozmawiać z tymi kotami - uśmiechnąłem się i zacząłem iść
*****
Kiedy byłem już koło granicy stada i usłyszałem warknięcie i po tym...jaguar skoczył mi na kark! Przewróciłem się na plecy i przygniotłem kota.
Wstałem i obejrzałem się za siebie aby zobaczyć czy kot już nie żyje ale zniknął...
(Ktoś mógł by dokończyć? :) )
Subskrybuj:
Posty (Atom)
