Przechadzałam się po stadzie.Nie znałam go jeszcze.Byłam strasznie smutna , bo niedawno zaginęła moja siostra - Kornelle.Położyłam się na łące i patrzyłam na wesoło bawiące się źrebaczki.Przypomniały mi się czasy jak i my beztrosko bawiłyśmy się z Kornelle.Ech...Nagle usłyszałam że ktoś się zbliża.Lecz ja nie zwracałam na to uwagi.
- Cześć.To ty jesteś ta nowa ? - usłyszałam ciepły głos młodej klaczy.
- Tak - wstałam - nazywam się Kim a ty ?
- Ja jestem Kornelle.
- Wiesz , miałam siostrę Kornelle.
- A ja miałam siostrę imieniem Kim !
Chwilę trwałyśmy w ciszy.Nagle obie spojrzałyśmy na siebie.Klacz powiedziała :
< Kornelle , CD ?? >
niedziela, 10 lutego 2013
Nowy członek! Kim
Imię: Kim
Płeć: Klacz
Wiek: 3 lata
Cechy : Miła , pomocna , odważna , przyjacielska , zwariowana , szalona , pełna gracji , utalentowana
Stanowisko: Wojowniczka
Żywioł: Woda i ogień
Moce: wszystkie związane z żywiołem , uzdrawia siebie i inne konie , tarcza ochronna z wody i ognia , niewidzialność , czytanie w myślach
Partner: szuka
Rodzina: Matka Gracja Ojciec Karino Siostra Kornelle
Historia: Rodzice zginęli w spotkaniu z wilkami.Lecz ona przeżyła i postanowiła odnaleść swoją siostrę - Kornelle.Znalazła w tym stadzie klacz o takim imieniu i jest prawie pewna że to jej siostra.
Właściciel: angloarab5
Od Shadow'a - wielka nowina
Wstałem wcześnie rano.Niby nic zwyczajnego, ale musiałem pujść odrazu na trening i poćwiczyć moce. Rozglądnąłem się nie spokojnie, a w powietrzu było czuć zapach świerzej krwi. Nie zbyt długo trwały moje ćwiczenia. Słyszałem jęki więc pobiegłem w ich stronę. Na trawie leżałam skręcająca się z bólu Sorraia. Pzestraszyłem się. Zawołałem Apolla. Obejżał ją dokładnie i powiedział:
-Sorraia jest w ciąży.
Sorraia wstała.
-Naprawde jestem w ciąży?!- niedowieżała
-Tak jesteś- Apollo mówił stanowczo
-Ale skoro w ciąży od paru tygodni lub nawet dni to dlaczego tak ją boli?- byłem równie sszokowany jak Sorraia
- Poniewasz jest w ciąży dłużej niż parę tygodni.- Apollo wytłumaczył wszystko dokładnie.
***
-Jak damy mu lub jej na imię?- Chciałem już teraz wiedzieć jak będzie sie nazywało moje poromstwo.
<<Sorraia, CD?>>
-Sorraia jest w ciąży.
Sorraia wstała.
-Naprawde jestem w ciąży?!- niedowieżała
-Tak jesteś- Apollo mówił stanowczo
-Ale skoro w ciąży od paru tygodni lub nawet dni to dlaczego tak ją boli?- byłem równie sszokowany jak Sorraia
- Poniewasz jest w ciąży dłużej niż parę tygodni.- Apollo wytłumaczył wszystko dokładnie.
***
-Jak damy mu lub jej na imię?- Chciałem już teraz wiedzieć jak będzie sie nazywało moje poromstwo.
<<Sorraia, CD?>>
Sorraia jest w ciąży!
Nie przeszkodziła im wojna, ani zima... Zakochali się i są w ciąży.
Oczywiście, to Sorraia i Shadow !
Gratulujemy!
Ciąża (bez eliksiru) będzie trwać pięć dni, szóstego na świat wyjdą maluchy :)
Oczywiście, to Sorraia i Shadow !
Gratulujemy!
Ciąża (bez eliksiru) będzie trwać pięć dni, szóstego na świat wyjdą maluchy :)
Nowy członek! Roger
Imię: Roger
Płeć: ogier
Wiek: 5 lat
Cechy: Troskliwy, opiekuńczy, czasem porywczy i nierozważny, cierpliwy, stanowczy
Stanowisko: Wojownik
Żywioł: Ogień, woda
Moce: oddychanie pod wodą, gdy jest zły jego sierść zapala się przez co może oparzyć, tarcza z wody i ognia.
Partner: szuka
Rodzina: siostra Wera
Historia: Po śmierci rodziców opiekował się swoją siostrą Werą. Ta jednak pewnej nocy zniknęła bez słowa. Po kilku dniach wyruszył aby jej poszukać. W taki sposób spotkał Stado Białej Róży w którym odnalazł swoją siostrę.
Właściciel: olga226
Od Snow - drugi dzień wojny
-Wstajemy!-Krzykneła Irina.
-Już , już....-Powiedziałem.
Wszyscy staneli. W tedy Irina zaczeła liczyć.Wszyscy są.to dobrze.
Jestem z przodu.Kieruje innymi.Ustawiliśmy się w klucz.
***
Chodzimy już dobre parę godzin.Jest sucho w gardle.W oddali zauważam trawe .Nareszcie!
-Za niedługo jest trawa.Magicy mogą ją przenieść.-Powiedziałem Irinie.
-Mały spacerek nie zaszkodzi.-Odpowiedziały mi na ucho przywódczyni.
-Uwaga!Cwał do trawy.Kto pierwszy , dostanie niespodziankę!-Oznajmiła Irina.
Pocwałowałem najszybciej , jak mogłem.Na mecie byłem pierwszy.Tak!Pomyślałem.Gdy próbowałem zjeść trawę , powąchałem ją.Czuć....Trucizną.
-Gratulacje , Snow!-Powiedziała piękna klacz.Irina.
Próbowała ugryźć Kępek trawy.Jej wargi , prawie się stykneły z otrutą trawą.Lecz w ostatniej chwili skoczyłem i ją odtrąciłem.
-Oszalałeś?!CO robisz?!-Krzyknęła Przywódczyni.
-Ta trawa jest zatruta.Powąchałem.Niech nikt jej nie je.-Oznajmiłem.
-Hm...Sprawdzę.-Powiedziała Irina.Przybrała postać glizdy.Gdy była mała , zobaczyła proszek. Truciznę."A więc jednak , Snow miał racje".Pomyślała.Szybko przybrała postać konia.
-Niech nikt nie je tej trawy.Jest zatruta.To rozkaz!-Powiedziała prawie zatruta klacz.
-Dziękuje.-Szepneła mi na ucho.
-Już , już....-Powiedziałem.
Wszyscy staneli. W tedy Irina zaczeła liczyć.Wszyscy są.to dobrze.
Jestem z przodu.Kieruje innymi.Ustawiliśmy się w klucz.
***
Chodzimy już dobre parę godzin.Jest sucho w gardle.W oddali zauważam trawe .Nareszcie!
-Za niedługo jest trawa.Magicy mogą ją przenieść.-Powiedziałem Irinie.
-Mały spacerek nie zaszkodzi.-Odpowiedziały mi na ucho przywódczyni.
-Uwaga!Cwał do trawy.Kto pierwszy , dostanie niespodziankę!-Oznajmiła Irina.
Pocwałowałem najszybciej , jak mogłem.Na mecie byłem pierwszy.Tak!Pomyślałem.Gdy próbowałem zjeść trawę , powąchałem ją.Czuć....Trucizną.
-Gratulacje , Snow!-Powiedziała piękna klacz.Irina.
Próbowała ugryźć Kępek trawy.Jej wargi , prawie się stykneły z otrutą trawą.Lecz w ostatniej chwili skoczyłem i ją odtrąciłem.
-Oszalałeś?!CO robisz?!-Krzyknęła Przywódczyni.
-Ta trawa jest zatruta.Powąchałem.Niech nikt jej nie je.-Oznajmiłem.
-Hm...Sprawdzę.-Powiedziała Irina.Przybrała postać glizdy.Gdy była mała , zobaczyła proszek. Truciznę."A więc jednak , Snow miał racje".Pomyślała.Szybko przybrała postać konia.
-Niech nikt nie je tej trawy.Jest zatruta.To rozkaz!-Powiedziała prawie zatruta klacz.
-Dziękuje.-Szepneła mi na ucho.
Od Balou
Gdy chciałem pójść na bok za linię strażników, zatrzymali mnie.
- Nie wolno wychodzić poza nas.
Spojrzałem na niego z ukosa. Po chwili cicho parsknąłem.
- Ja muszę.
- Dobrze, ale ja cię ostrzegałem.
Gdy byłem bliżej lasu, spostrzegłem ciemny cień przemykający za drzewami. Podszedłem od tyłu ogiera. I kopnąłem go z całej siły. Z cichym jękiem upadł na trawę. Używając mocy otoczyłem go kołem wodnym w środku i ogniowym an zewnątrz. Gdy się ocknął przeleciałem nad kołami i wylądowałem koło niego.
- Kim jesteś ? - spytałem złowrogo.
- Nazywam się Kracyt. - padła cicha odpowiedź
- Co tu robisz ? - mój ton nadal się nie zmieniał.
- Mój przywódca ... - zaczął ale nie dokończył.
Zerwał się i stanął dęba. Wytworzyłem wodny bicz i uderzyłem go w brzuch. Kracyt stęknął i upadł.
- Pójdziesz ze mną i będziesz grzeczny. - spojrzałem na niego i parsknąłem.
- Dobrze.
Ogier odpowiadał szeptem. Zabrałem go niedaleko naszego stada. Nagle przypomniał mi się mój sen. Oni robili tam linki za pomocą mocy i myśli. Wytworzyłem niezniszczalną linkę z wody. Spętałem go nią i zawołałem Irinę.
***
- Czyli jesteś synem waszego przywódcy i jedynym następcą waszego stada. Tak ? - Irina gdy to usłyszała była zachwycona.
- Tak. - cicho odpowiedział Kracyt.
- A co tu robiłeś ? - spytałem
- Mój ojciec wysłał mnie na przeszpiegi. Przy okazji miałem uprowadzić jakąś klacz do zabawy.
Uderzyłem kopytem o ziemię, a nasz więzień spojrzał na mnie ze strachem.
- Klacze nie służą do zabawy ! - podejście koni z tamtego stada doprowadzało mnie do szału.
Zostawiliśmy Kracyta pod strażą. Delikatnie trąciłem Irinę. Ona za to lekko pchnęła mnie w bok. Cicho się roześmiałem. Chyba po raz pierwszy od czasu uprowadzenia Rose. Po chwili udaliśmy się do Slivera.
***
Narada przeciągała się do później nocy. W końcu ustaliliśmy, że razem z Iriną zajmiemy się rozmowami z przywódcą. Sliver chciał koniecznie być przy tym, ale się nie zgodziliśmy.
- Tłumaczyliśmy ci to już. Kochasz Rose i tylko pogorszyłbyś sprawę. - Irina nie dawała za wygrana aż przekonała Slivera.
- Dobrze. Idźcie już spać. Musicie być wypoczęci - niechętnie odparł Sliver.
***
Poszliśmy z Iriną na obrzeża. Cieszyłem się, że jest tu. Zamknąłem oczy i zrozumiałem. Zakochałem się w Irinie. Sapnąłem. Myślałem czy nasz pomysł wypali. Od tego zależało życie Rose. Nagle usłyszałem cichy szept Iriny :
(<Irina>, dokończ)
- Nie wolno wychodzić poza nas.
Spojrzałem na niego z ukosa. Po chwili cicho parsknąłem.
- Ja muszę.
- Dobrze, ale ja cię ostrzegałem.
Gdy byłem bliżej lasu, spostrzegłem ciemny cień przemykający za drzewami. Podszedłem od tyłu ogiera. I kopnąłem go z całej siły. Z cichym jękiem upadł na trawę. Używając mocy otoczyłem go kołem wodnym w środku i ogniowym an zewnątrz. Gdy się ocknął przeleciałem nad kołami i wylądowałem koło niego.
- Kim jesteś ? - spytałem złowrogo.
- Nazywam się Kracyt. - padła cicha odpowiedź
- Co tu robisz ? - mój ton nadal się nie zmieniał.
- Mój przywódca ... - zaczął ale nie dokończył.
Zerwał się i stanął dęba. Wytworzyłem wodny bicz i uderzyłem go w brzuch. Kracyt stęknął i upadł.
- Pójdziesz ze mną i będziesz grzeczny. - spojrzałem na niego i parsknąłem.
- Dobrze.
Ogier odpowiadał szeptem. Zabrałem go niedaleko naszego stada. Nagle przypomniał mi się mój sen. Oni robili tam linki za pomocą mocy i myśli. Wytworzyłem niezniszczalną linkę z wody. Spętałem go nią i zawołałem Irinę.
***
- Czyli jesteś synem waszego przywódcy i jedynym następcą waszego stada. Tak ? - Irina gdy to usłyszała była zachwycona.
- Tak. - cicho odpowiedział Kracyt.
- A co tu robiłeś ? - spytałem
- Mój ojciec wysłał mnie na przeszpiegi. Przy okazji miałem uprowadzić jakąś klacz do zabawy.
Uderzyłem kopytem o ziemię, a nasz więzień spojrzał na mnie ze strachem.
- Klacze nie służą do zabawy ! - podejście koni z tamtego stada doprowadzało mnie do szału.
Zostawiliśmy Kracyta pod strażą. Delikatnie trąciłem Irinę. Ona za to lekko pchnęła mnie w bok. Cicho się roześmiałem. Chyba po raz pierwszy od czasu uprowadzenia Rose. Po chwili udaliśmy się do Slivera.
***
Narada przeciągała się do później nocy. W końcu ustaliliśmy, że razem z Iriną zajmiemy się rozmowami z przywódcą. Sliver chciał koniecznie być przy tym, ale się nie zgodziliśmy.
- Tłumaczyliśmy ci to już. Kochasz Rose i tylko pogorszyłbyś sprawę. - Irina nie dawała za wygrana aż przekonała Slivera.
- Dobrze. Idźcie już spać. Musicie być wypoczęci - niechętnie odparł Sliver.
***
Poszliśmy z Iriną na obrzeża. Cieszyłem się, że jest tu. Zamknąłem oczy i zrozumiałem. Zakochałem się w Irinie. Sapnąłem. Myślałem czy nasz pomysł wypali. Od tego zależało życie Rose. Nagle usłyszałem cichy szept Iriny :
(<Irina>, dokończ)
Nowy członek! Faith
Imię: Faith
Płeć: klacz
Wiek: 3 lata
Cechy: tajemnicza, pomocna, przyjacielska, niekiedy wredna i pesymistycznie nastawiona do świata, sprytna, wytrwała i stanowcza.
Stanowisko: Wojowniczka
Żywioł: umysł, natura
Moce: Może czytać w myślach, stać się niewidzialna, wytworzyć roślinna tarcze ochronną, przywolac rozne zwierzeta i panować nad cała naturą.
Partner: szuka, podoba jej się Dream.
Rodzina: Nie zna
Historia: Jako malutki źrebak została porzucona. Wychowały ją dzikie zwierzęta. Przysiegła sobie że kiedyś znajdzie swoich prawdziwych rodziców.
Właściciel: Oxi00
Eldorado Bingo Balast odchodzi
Eldorado Bingo Balast odchodzi, powód - śmierć podczas walki ze Stadem Średniego Kopyta.
Będziemy cię wspominać!
Od Cassidy
Leżałam przy drżącej Asunie. Moje bandaże przestawały działać, pewnie zaraz znowu zacznie krwawić. Zobaczyłam przemykającego Apolla. Podbiegłam do niego.
- Apollo! - wrzasnęłam - Pomóż nam!
Ogier odwrócił się i podszedł do Asuny.
- Co się stało? - zapytał
- Nie wiem, nie ważne - odpowiedziałam nerwowo - Pomóż jej!
- Nie mogę jej pomóc, trzeba przerwać walkę...
- TO JĄ PRZERWIJ! - wrzasnęłam z całej siły.
Apollo chwilę patrzył się na mnie, ale odwrócił łeb. Rytmiczne rżenie obwieszczało chwilowy odwrót wroga.
- Teraz - parsknęłam - Lecz ją.
Apollo uleczył Asunę i zaprowadził ją, by odpoczęła. Pomógł mi też w mojej ranie. Ponowne rżenie oznaczało powrót Średniego Kopyta. Westchnęłam i rzuciłam się w wir walki. Za dobre imię naszego stada.
- Apollo! - wrzasnęłam - Pomóż nam!
Ogier odwrócił się i podszedł do Asuny.
- Co się stało? - zapytał
- Nie wiem, nie ważne - odpowiedziałam nerwowo - Pomóż jej!
- Nie mogę jej pomóc, trzeba przerwać walkę...
- TO JĄ PRZERWIJ! - wrzasnęłam z całej siły.
Apollo chwilę patrzył się na mnie, ale odwrócił łeb. Rytmiczne rżenie obwieszczało chwilowy odwrót wroga.
- Teraz - parsknęłam - Lecz ją.
Apollo uleczył Asunę i zaprowadził ją, by odpoczęła. Pomógł mi też w mojej ranie. Ponowne rżenie oznaczało powrót Średniego Kopyta. Westchnęłam i rzuciłam się w wir walki. Za dobre imię naszego stada.
sobota, 9 lutego 2013
Od Black Moon'a i Caliente
- Mówiłem, że to zły pomysł !
Podszedłem do boksu, w którym stała Calinte. Kopnąłem z całej siły w dzwiczki, ale te nie otworzyły się. Postanowiłem zaryzykować i użyć magii. Wiedziałem, że w każdej chwili może przyjść tutaj jakiś człowiek. Zamroziłem zamek i kopnąłem jeszcze raz. Tym razem zamek rozpadł się na kawałki. Caliente wyszła z boksu. Razem szybko opuściliśmy stajnię i wybiegliśmy na łąkę. Po kilku kilometrach biegu zwolniliśmy.
- Przynajmniej dowiedziałaś się jakie będzie płci ? - spytałem patrząc na klacz.
- Tak... - odpowiedziała Caliente
- Więc jakiej będą ? - spytałem. Byłem bardzo ciekawy. Nie po to narażaliśmy się, by nic się nie dowiedzieć
Klacz przez chwilę milczała, aż w końcu powiedziała.
- Dwie klaczki i ogier
- Na prawdę ? Przecież to zdarza się raz na paredziesiąt !
( Caliente ? )
Podszedłem do boksu, w którym stała Calinte. Kopnąłem z całej siły w dzwiczki, ale te nie otworzyły się. Postanowiłem zaryzykować i użyć magii. Wiedziałem, że w każdej chwili może przyjść tutaj jakiś człowiek. Zamroziłem zamek i kopnąłem jeszcze raz. Tym razem zamek rozpadł się na kawałki. Caliente wyszła z boksu. Razem szybko opuściliśmy stajnię i wybiegliśmy na łąkę. Po kilku kilometrach biegu zwolniliśmy.
- Przynajmniej dowiedziałaś się jakie będzie płci ? - spytałem patrząc na klacz.
- Tak... - odpowiedziała Caliente
- Więc jakiej będą ? - spytałem. Byłem bardzo ciekawy. Nie po to narażaliśmy się, by nic się nie dowiedzieć
Klacz przez chwilę milczała, aż w końcu powiedziała.
- Dwie klaczki i ogier
- Na prawdę ? Przecież to zdarza się raz na paredziesiąt !
( Caliente ? )
Caliente w ciąży!
Gratulujemy! Caliente zaszła w ciążę wraz z Black Moon'em
Ciąża (bez eliksiru) będzie trwać pięć dni, szóstego na świat wyjdą maluchy :)
Ciąża (bez eliksiru) będzie trwać pięć dni, szóstego na świat wyjdą maluchy :)
Od Caliente - CD historii Black Moon'a
- A jak będzie i ogier i klacz ? - zaśmiałam się.Black też.Potem poszłam do Apolla.
- Jak mogę dowiedzieć się jaka będzie płeć ? - spytałam.
- Tylko u ludzi - odparł - to bardzo niebezpieczne.
- Dzięki - odparłam i pobiegłam do Black Moona.
- Słuchaj...Bardzo chciałabym poznać płeć naszych źrebaków...
- Ale przecież w stadzie to nie możliwe - odparł.
- Wiem...Dlatego chcę wybrać się do ludzi.Zbadają mnie a potem pomożesz mi uciec.Co ty na to ?
- No nie wiem czy to jest dobry pomysł... - odpowiedziała.
- Proooooooooooooooooooooooooooooooooooooszę !!
- Ech...No dobra ! - odpowiedział - ale wolę aby alfy o tym nie wiedziały.
- Jasne - odparłam.
Obmyśliliśmy plan.Opuściliśmy tereny stada - drugą stroną aby nie dopadła nas WD.Zobaczyliśmy zakład weterynaryjny.
- Słuchaj , czekaj na mnie gdzieś dalej.Schowaj się.W pewnym momencie wybiegnę a ty musisz kopnąć weterynarza.Wtedy uciekniemy , dobra ?
- Okej.
Podeszłam pod drzwi.Zarżałam.Nikt nie usłyszał.Delikatnie kopnęłam drzwi i położyłam się przed nimi udając że coś mi jest.Wyszła młoda lekarka.Potem przyszedł jakiś facet i zabrali mnie do środka.Na szczęście rozumiałam mowę ludzi.
- No to na początek USG i badanie krwi.
- Dobrze panie doktorze - odparła młoda pani doktor.
Potem mnie ukłuli - nie bolało aż tak bardzo.Potem było USG.
- Ta klacz jest w ciąży.Zaraz...Nie możliwe ! - krzyknęła - 3 źrebaki !! 2 klacze i ogier.Naprawdę niesamowite ! - mówiła.Ucieszyłam się.Potem stałam w boksie.Nikogo nie było.Kopnęłam drzwi boksu które natychmiast się otworzyły.Ale niestety miałam pecha - wtedy przechodziła tam lekarka z lekami - usypiającymi ! Gdy zobaczyła że uciekam strzeliła natychmiast. Zrobiło mi się ciemno przed oczami.Ocknęłam się jakąś godzinę później , w boksie.Przez okno zaglądał Black Moon.Wybił szybę i powiedział :
< Black Moon , CD >
- Jak mogę dowiedzieć się jaka będzie płeć ? - spytałam.
- Tylko u ludzi - odparł - to bardzo niebezpieczne.
- Dzięki - odparłam i pobiegłam do Black Moona.
- Słuchaj...Bardzo chciałabym poznać płeć naszych źrebaków...
- Ale przecież w stadzie to nie możliwe - odparł.
- Wiem...Dlatego chcę wybrać się do ludzi.Zbadają mnie a potem pomożesz mi uciec.Co ty na to ?
- No nie wiem czy to jest dobry pomysł... - odpowiedziała.
- Proooooooooooooooooooooooooooooooooooooszę !!
- Ech...No dobra ! - odpowiedział - ale wolę aby alfy o tym nie wiedziały.
- Jasne - odparłam.
Obmyśliliśmy plan.Opuściliśmy tereny stada - drugą stroną aby nie dopadła nas WD.Zobaczyliśmy zakład weterynaryjny.
- Słuchaj , czekaj na mnie gdzieś dalej.Schowaj się.W pewnym momencie wybiegnę a ty musisz kopnąć weterynarza.Wtedy uciekniemy , dobra ?
- Okej.
Podeszłam pod drzwi.Zarżałam.Nikt nie usłyszał.Delikatnie kopnęłam drzwi i położyłam się przed nimi udając że coś mi jest.Wyszła młoda lekarka.Potem przyszedł jakiś facet i zabrali mnie do środka.Na szczęście rozumiałam mowę ludzi.
- No to na początek USG i badanie krwi.
- Dobrze panie doktorze - odparła młoda pani doktor.
Potem mnie ukłuli - nie bolało aż tak bardzo.Potem było USG.
- Ta klacz jest w ciąży.Zaraz...Nie możliwe ! - krzyknęła - 3 źrebaki !! 2 klacze i ogier.Naprawdę niesamowite ! - mówiła.Ucieszyłam się.Potem stałam w boksie.Nikogo nie było.Kopnęłam drzwi boksu które natychmiast się otworzyły.Ale niestety miałam pecha - wtedy przechodziła tam lekarka z lekami - usypiającymi ! Gdy zobaczyła że uciekam strzeliła natychmiast. Zrobiło mi się ciemno przed oczami.Ocknęłam się jakąś godzinę później , w boksie.Przez okno zaglądał Black Moon.Wybił szybę i powiedział :
< Black Moon , CD >
Od Daredevila
Byłem bardzo szczęśliwy że Lady Death chciała być ze mną. Jako jedyna wpadła mi w oko. Aktualnie jest wojna więc , będę ją bronił nawet jeśli miałbym miał zdechnąć. Podeszłem pod tereny stada, nagle jakiś koń zaczął podchodzić. Za sobą miał inne konie. Grzywę miał całą we krwi, w ogółe cały był brzedki. Ciarki przszły mi po karku. Szybko zaalarmowałem Slivera. Doszedł do nas, każdy staną bojowo. Stanoł z szyderczym usmiechem. Ogier powiedział :
-Chcecie waszą alfe?-Zapytał ironicznie- Dajcie nam wszystkie inne klacze! A oddamy wam tą dziwną kalczunie
-To nie przedmioty-Zaprzeczył Sliver-Co ty sobie myślisz!
-Pożałujesz tego!-Odszedł i śmiał się
,,Co on sobie myślał że może wszystko?''
-Co zrobimy,-Zapytałem Slivera-nie oddamy wszystkich klaczy, byśmy stracili wszystko. A jak Rose zabiją!
-Mam inną strategie-Powiedział
-Jaką?-Zapytałem
(Sliver?)
-Chcecie waszą alfe?-Zapytał ironicznie- Dajcie nam wszystkie inne klacze! A oddamy wam tą dziwną kalczunie
-To nie przedmioty-Zaprzeczył Sliver-Co ty sobie myślisz!
-Pożałujesz tego!-Odszedł i śmiał się
,,Co on sobie myślał że może wszystko?''
-Co zrobimy,-Zapytałem Slivera-nie oddamy wszystkich klaczy, byśmy stracili wszystko. A jak Rose zabiją!
-Mam inną strategie-Powiedział
-Jaką?-Zapytałem
(Sliver?)
Od Black Moona - CD historii Caliente
- Tak się cieszę !
Byłem chyba wtedy najszczęśliwszym ogierem pod słońcem ! Moje pierwsze źrebaki ... Oby urodziły się silne i zdrowe ! Razem z Caliente poszliśmy na polanę by odpocząć.
- Jak nazwiemy źrebaka ? - spytała nagle Caliente leżąc w trawie
- Nie wiem... Może Nayra ?
- Ładne, a co jeśli to będzie ogierek ? - odpowiedziała
- Wtedy Gold - uśmiechnąłem się
( Caliente ? )
Byłem chyba wtedy najszczęśliwszym ogierem pod słońcem ! Moje pierwsze źrebaki ... Oby urodziły się silne i zdrowe ! Razem z Caliente poszliśmy na polanę by odpocząć.
- Jak nazwiemy źrebaka ? - spytała nagle Caliente leżąc w trawie
- Nie wiem... Może Nayra ?
- Ładne, a co jeśli to będzie ogierek ? - odpowiedziała
- Wtedy Gold - uśmiechnąłem się
( Caliente ? )
Subskrybuj:
Posty (Atom)



