- Jesteś z...naszego stada?- upewniłem się
-Jak to z waszego?-spytał
-No ze Stada Białej Róży- uzupełnia Delicate
-Nie...a to nie jest ...?- tu podał jakąś dziwną nazwę
-Nie- powiedziała Delicate- to stado jest kilkadziesiąt kilometrów stąd.
-Dzięki i przepraszam za kłopot.
Koń odbiegł. Siedzieliśmy razem. Wyjątkowo szybko nadszedł wieczór. Co prawda nie było chmur. Ale gwiazdy też były super. Pokazałem klaczy kilka gwiazdo zbiorów.
-Ryby, strzelec...- patrzyłem na niebo
-Ale koziorożec trochę nie podobny- uśmiechnęła się klacz.
Zobaczyliśmy jakiś cień.
-Szafir...-westchnęła Delicate
-Kto?- spytałem
<Delicate>
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
Od Małej Czarnej - CD historii Rafaello
- Raf?- zapytałam nieśmiale. Leżeliśmy przy brzegu jeziora. Woda spokojnie szumiała i falowała, co dawało romantyczny nastrój. Po chwili wokół nas pojawiła się lekka mgła, która nas otoczyła. Słońce dawno zaszło za choryzontem, było coraz ciemniej.
- Taaak?
- Kocham cię!- odpowiedziałam i pocałowałam go. Po chwili ogier zapytał:
- Czyli będziemy razem?
Wtedy całe moje życie przemknęło mi przed oczami. Przypomniałam sobie te beztroskie chwile na łące, gdy jeszcze nic nie przeczuwałam, potem poznanie mojej okropnej historii. Zrozumiałam, że nagle pech się ode mnie odwrócił. Musiałam mieć wielkie szczęście. Otrzepałam z głowy wszystkie myśli,gdy zobaczyłam, że Raf dalej wyczekuje odpowiedzi. Uśmiechnęłam się szeroko i odpowiedziałam:
- Tak.
Raf?? ^^
- Taaak?
- Kocham cię!- odpowiedziałam i pocałowałam go. Po chwili ogier zapytał:
- Czyli będziemy razem?
Wtedy całe moje życie przemknęło mi przed oczami. Przypomniałam sobie te beztroskie chwile na łące, gdy jeszcze nic nie przeczuwałam, potem poznanie mojej okropnej historii. Zrozumiałam, że nagle pech się ode mnie odwrócił. Musiałam mieć wielkie szczęście. Otrzepałam z głowy wszystkie myśli,gdy zobaczyłam, że Raf dalej wyczekuje odpowiedzi. Uśmiechnęłam się szeroko i odpowiedziałam:
- Tak.
Raf?? ^^
Ogłoszenie
Silver i Rose już są! Możecie znów przysyłać do nich opowiadania!
Wasza para Alfa
~Silver i Rose
Wasza para Alfa
~Silver i Rose
Od Angeli
Po tym, jak oddali mnie do rzeźni, uciekłam nie zważając na nic. Moje pragnienie było tylko jedno- przeżyć. Na szczęście udało mi się. Po kilku miesiącach wędrówki odnalazłam jakieś ogromne stado. Z pewnością było tu przynajmniej 100 członków. Konie kare, siwe, kasztanowate, małe i duże. Musiała tam panować cudowna atmosfera. Widać było, że każdy tam siebie szanuje i akceptuje. Przez chwilę obserwowałam jak gromadka koni pasła się na pięknej, zielonej łące. Po jakimś czasie postanowiłam zrobić pierwszy krok. Jednak, gdy tylko postawiłam kopyto w pobliżu koni nagle przygalopował do mnie siwy ogier. Najwyraźniej był jakimś strażnikiem...
- Czego tu szukasz?- zapytał z grozą w oczach.
- Ja... ja zauważyłam, że tu jest jakieś stado...
- Ciekawa historyjka...- gdy to powiedział przyjrzał mi się uważnie.
- Kto tu cię przysłał ?- dodał po chwili
- Mnie? Ja jestem samotna... Nikt mnie tu nie przysłał- odpowiedziałam zdziwiona. Jak mógł mu przyjść do głowy taki pomysł?
- Jak to? Nie jesteś szpiegiem z innego stada?- powiedział zdziwiony.
Na te słowa głośno się rozśmiałam. Ogier też zaczął z trudem tłumić śmiech, ale w końcu wypalił.
- Sorry, myślałem, że jesteś ze stada wroga- odpowiedział jak nieco się uspokoiliśmy.
- Ja? Nie, no coś ty. Jeszcze nigdy nie byłam w żadnym stadzie- odpowiedziałam.
- A to bardzo przepraszam. Jak ci na imię ?
- Jestem Angelia, a ty?
- Ja jestem Martel.
- Miło cię poznać.
Nagle podeszła do nas siwa klacz.
- Martel, kto to?- zapytała.
- To Angelia. Jest samotna- odpowiedział.
- Yyy... dzień dobry- przywitałam się.
Nie wiedziałam jak zachowywać się w takiej sytuacji, a więc chciałam przynajmniej wyjść na wychowaną.
- Witaj. Jestem Rose- klacz Alfa Stada Białej Róży- powiedziała Rose.
Bardzo się zdziwiłam. Dobrze, że powiedziałam "Dzień dobry", a nie "Cześć". W końcu to była Alfa...
- Może byś chciała się do nas przyłączyć?- zapytała po długiej chwili milczenia.
- Ja? Naprawdę? A mogłabym?
- Oczywiście, że tak.
- Bardzo chętnie, dziękuję!
Martel popatrzył się na mnie i powiedział:
Martel, dokończysz ?
- Czego tu szukasz?- zapytał z grozą w oczach.
- Ja... ja zauważyłam, że tu jest jakieś stado...
- Ciekawa historyjka...- gdy to powiedział przyjrzał mi się uważnie.
- Kto tu cię przysłał ?- dodał po chwili
- Mnie? Ja jestem samotna... Nikt mnie tu nie przysłał- odpowiedziałam zdziwiona. Jak mógł mu przyjść do głowy taki pomysł?
- Jak to? Nie jesteś szpiegiem z innego stada?- powiedział zdziwiony.
Na te słowa głośno się rozśmiałam. Ogier też zaczął z trudem tłumić śmiech, ale w końcu wypalił.
- Sorry, myślałem, że jesteś ze stada wroga- odpowiedział jak nieco się uspokoiliśmy.
- Ja? Nie, no coś ty. Jeszcze nigdy nie byłam w żadnym stadzie- odpowiedziałam.
- A to bardzo przepraszam. Jak ci na imię ?
- Jestem Angelia, a ty?
- Ja jestem Martel.
- Miło cię poznać.
Nagle podeszła do nas siwa klacz.
- Martel, kto to?- zapytała.
- To Angelia. Jest samotna- odpowiedział.
- Yyy... dzień dobry- przywitałam się.
Nie wiedziałam jak zachowywać się w takiej sytuacji, a więc chciałam przynajmniej wyjść na wychowaną.
- Witaj. Jestem Rose- klacz Alfa Stada Białej Róży- powiedziała Rose.
Bardzo się zdziwiłam. Dobrze, że powiedziałam "Dzień dobry", a nie "Cześć". W końcu to była Alfa...
- Może byś chciała się do nas przyłączyć?- zapytała po długiej chwili milczenia.
- Ja? Naprawdę? A mogłabym?
- Oczywiście, że tak.
- Bardzo chętnie, dziękuję!
Martel popatrzył się na mnie i powiedział:
Martel, dokończysz ?
niedziela, 28 kwietnia 2013
Od Nera - CD historii Weny
-Ty mnie za konia wyścigowego masz? - spytałem kpiąco dokładnie przyglądając się klaczy
Ale zrobiła minę! Zdziwiła się chyba moją odpowiedzią. Hah i dobrze. Nie mam czasu słyszeć jej wspaniałych wiadomości.
-Ale czekaj! - odpowiedziała Wena gdy odzyskała mowę
-Po co? - odparłem obojętnie
Przyznam szczerze to nie było miłe. Niestety nie miałem dziś ochoty na żadne bieganiny za jakąś tam lalunią.
- Nie pali się! Pobiegamy? - spytała znowu
-Może się nie pali , ale mnie pali z głodu. Muszę napełnić brzuch świeżą trawką . - odpowiedziałem i zawróciłem w kierunku Naszej Łąki
Jednak Wena była bardzo uparta i denerwująca. Pobiegła za mną i zawołała:
<Wena?>
Ale zrobiła minę! Zdziwiła się chyba moją odpowiedzią. Hah i dobrze. Nie mam czasu słyszeć jej wspaniałych wiadomości.
-Ale czekaj! - odpowiedziała Wena gdy odzyskała mowę
-Po co? - odparłem obojętnie
Przyznam szczerze to nie było miłe. Niestety nie miałem dziś ochoty na żadne bieganiny za jakąś tam lalunią.
- Nie pali się! Pobiegamy? - spytała znowu
-Może się nie pali , ale mnie pali z głodu. Muszę napełnić brzuch świeżą trawką . - odpowiedziałem i zawróciłem w kierunku Naszej Łąki
Jednak Wena była bardzo uparta i denerwująca. Pobiegła za mną i zawołała:
<Wena?>
Od Weny
Hasałam po łące szczęśliwa. Czułam w sercu jednak nie szczęście a
złość. Przypomniałam sobie jak bez emocji Nero mówił o śmierci Shake.
Jak on tak mógł. Poczułam chęć zemsty. Na razie nic mu nie zrobię...
Zaczęłam go szukać. Ucieszyłam się gdy go ujrzałam. Postanowiłam się z
nim przywitać , od tak po prostu pogadać. Był całkiem fajny. I miły.
Jednak nie w moim typie. Do tego - ten szyderczy uśmiech kiedy mówił o
śmierci brata... Nie ja mu tego nie wybaczę!
-Cześć! - zawołałam
-Eee? Hej? - zdziwił się
-Pobiegamy tam i siam? - spytałam
Od Faith i Jenny
Po zdarzeniu, które miało miejsce przed chwilą biegłam ile sił w poszukiwaniu kogoś ze stada. W końcu natknęłam się na Jenny.
- Jenny... - zaczęłam zdyszana - nie widziałaś przypadkiem żadnego z
lekarzy? W lesie z nieba spadł jakiś tajemniczy obiekt, nie roztrzaskał
się doszczętnie, jednak odłamki poraniły konie, jest mnóstwo rannych..
***
-Co!? Nie, nie widziałam, wszyscy poszli na jakąś wyprawę, żeby znaleźć
jakiś kwiat, czy coś. Zostali tylko opiekunowie, ja i kilka innych
koni...
Spojrzałam się na Faith.
-Odpocznij chwilę i opowiedz mi wszystko po kolei...
***
- Nie mogę.. - od przebiegnięcia wielkiego dystansu bez odpoczynku
zaczęło mi się robić ciemno przed oczami - trzeba zebrać wszystkich z
mocą uzdrawiania.. Nie ma czasu, ktoś może się wykrwawić.. Sindre już
wie, jest na miejscu, uzdrawia rannych, jednak jeden koń to za mało..
Chodź, pogalopujmy tam, przy okazji odwiedzimy łąkę, tam powinno być
kilka koni z taką mocą..
***
-Faith spokojnie... Odpocznij sobie chwilę, a ja sprawdzę, czy ktoś może nam się przydać...
Klacz usiadła, a ja czym prędzej pobiegłam na łąkę. Nie było jednak nikogo kto mógłby się przydać...
-I jak?
Faith zapytała mi się od razu jak się pojawiłam.
-Niestety, ale jest inne rozwiązanie, powiedz mi tylko jaki masz żywioł...
***
- Panuję nad umysłem i naturą.
***
-To świetnie. Dzięki mocy natury możesz wytworzyć kwiatowy pąk, który
przeniesie ciebie i konie w pobliżu w dane miejsce. Miejscem tym jest
jezioro żywiołu daleko stąd. Koń, który zostanie w nim zanurzony
wyzdrowieje... Ja mocą wody mogę postarać się o uleczenie niektórych
ran, mama mnie tego nauczyła... A teraz prowadź. Musimy się pośpieszyć.
***
- Masz rację..
Galopowałyśmy w dal, nie zwracając uwagi na otaczające nas zimno.
***
Na miejscu było wiele koni. Niektórzy nie z naszego stada. Były tam też
mniejsze zwierzątka. Ujrzałam też Sindre. Podbiegłam do niego.
-Sindre zajmij się tymi końmi, które najbardziej potrzebują pomocy, dobrze?
-Tak...
Faith zbierała niektóre konie i tworzyła kwiat. Ja podbiegałam do
reszty i używałam mocy wody. Konie, którym pomogłam odchodziły na bok
czekając na Sindre, które zaprowadzi je do stada.
***
Kiedy wszyscy byli już w pełni sił podeszłam do nieznanego obiektu.
Zauważyłam drzwi. Ostrożnie je otworzyłam i po chwili wahania weszłam do
środka. Zobaczyłam mnóstwo kolorowych guzików, światełek i dźwigni.
Zawołałam Jenny. Z ciekawością zaczęła przyglądać się temu wszystkiemu.
Nacisnęłam przypadkowy guzik. Wszystko wokół zawirowało. Trwało to
chwilę, następnie machina uderzyła o coś twardego. Otworzyłam drzwi.
Wyszłam na zewnątrz.
Wszystko wydawało się takie nieznane, wręcz dziwne. Ze zdziwieniem stwierdziłam, że po ziemi chodzi mnóstwo dziwnych istot.
- Jenny, odwróć się! - krzyknęłam. Klacz odskoczyła jak oparzona.
Brakowało kilku centymetrów, aby zgniótł ją wielki dinozaur stąpający po
terenie stada.
***
-Co to jest!? Czy ja śnię, czy walłam się mocno w głowę?
Faith kopnęła mnie.
-Aaau... Oszalałaś!?
-Nie śnisz...
Zaczęłyśmy uciekać. Znalazłyśmy jaskinię. Schowałyśmy się do niej.
-No chyba jesteśmy bezpieczne...
-Jeeny odwróć się...
Wielkie ptaki...
-Aaaa!!!
Zaczęłyśmy uciekać...
***
- Może lepiej wróćmy..?
- Tak, to dobry pomysł..
Przestraszone i zdziwione zaistniałą sytuacją zaczęłyśmy szukać machiny. W końcu ją znalazłyśmy.
- Który przycisk nacisnąć..?
- Nie wiem.. Naciśnijmy wszystkie!
C.D.N.
Nowy ogier - Harry
Płeć: Ogier
Wiek: 3.5 lat
Cechy: Harry
czasami może denerwować, ale za to jest wierny wszystkim koniom. Jak
chodzi o obronę własną lub czyjąś jest bezlitosny i bardzo agresywny.
Dla koni jest zawsze pomocny i dobry, dla swojej rodziny zawsze
troskliwy i opiekuńczy. Kocha wyścigi i pływanie. Jeśli chodzi o jego
sprawność fizyczną jest silny, szybki, zwinny oraz wytrzymały.
Stanowisko: Wojownik
Żywioł: Woda i umysł
Moce: Włada
wszystkimi wodami- jest królem wody, czyli może robić z nią co chce,
włada umysłem- jest królem umysłu, może robić z nim co chce.
Partner: Czuje sympatię do Live
Rodzina: Z dzieciństwa pamięta mamę i tatę. Teraz całe stado.
Historia: Miał
piękne dzieciństwo. Rodzice go kochali i rozpieszczali. Gdy jednak
osiągnął odpowiedni wiek odszedł w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca
zamieszkania. Po drodze miał wiele przygód. Poznał dużo nowych
przyjaciół. Pewnego zimowego dnia szukał jedzenia. Kopał w śniegu, ale
to nic nie pomogło. Czuł się wtedy jakby ktoś go obserwował. To nie było
tylko przeczucie. Obserwowała go pewna piękna klacz. Gdy się już
poznali klacz zaprowadziła go do alf stada do którego należała. Oni z
radością przyjęli nowego członka.
Nowa klacz - Live
Imię: Live
Płeć: Klacz
Wiek: 3 lata
Cechy: Miła, czasem zadziorna, przyjazna, łagodna, odpowiedzialna, szczera, spokojna, skromna
Żywioł: Zima i Woda
Moce: Związane z żywiołami m.i.n: Zamrażanie wody wzrokiem bądź oddechem, tworzenie bariery śnieżnej wokół ciała, tworzenie różnych rzeczy z wody itp.
Stanowisko: Wojowniczka
Partner: Szuka tego jedynego ♥
Rodzina: Mama Lavina, Tata Dranen, Brat Dieno, Siostra Laurey
Historia: Urodziła się w miejscu zwanym Dark Forest. Wszystkie konie były tam czarne jak smoła. Moja matka była klaczą Gamma. Zawsze szanowano ją. Kiedy zaszła w ciążę z Dieno, urodził się kary, Laurey tak samo. Live również miała być kara, ale urodziła się z odmianą na głowie. Całe stado chciało ją zabić. Lecz niestety kilka godzin po porodzie Laviny, klacz zdechła. Dranen po niej. Laurey zabiła się z myślą że zobaczy rodziców. Został jedynie Dieno i Live. Kilka dni potem jej starszy brat zaczął się nią opiekować. Znalazł sobie partnerkę z którą wychowywał Live. Stąd jej imię-żyć. W oczach dorastała z kochającą rodziną. Jej macocha umarła mając 5 lat. Klacz się przestraszyła. Myślała że to koniec, że to jakaś klątwa. Uciekła nie zostawiając po sobie nic. Kilka dni potem odnalazł ją jej brat Dieno, ale już znalazła się w tym stadzie. Dziś konie widują się w ogrodzie zakochanych gdzie co sobotę się spotykają by porozmawiać.
Właściciel: Dark Forest
sobota, 27 kwietnia 2013
Od Sombry
Chodziłam po trenach. Wszystkie konie co spotykałam patrzyły się na mnie jak na jakieś dziwactwo, jakbym była z innej planety.
-Jeju, jakby nigdy w życiu konia nie widzieli-pomyślałam.
Sama oprowadzałam się po stadzie, bo przecież łaski żadnej nikt nie robi. Zresztą jaki to problem. Wiem gdzie są granice stada więc wiem gdzie nie można chodzić. Byłam już na łące, Wolnym Polu i nad Wodospadem Wschodu. Teraz wybierałam się nad Rzekę Duchów. Ktoś mówił że leży gdzieś na północy i że tam tworzą się z wody sylwetki zmarłych koni. Chciałam zobaczyć to. Poszłam i naprawdę widziałam ich. One zaatakowały mnie.
-Żadna zjawa nie będzie mnie atakować gdy oglądam tereny.- krzyknęłam i zadałam cios w wodę.
Duch rozpłynęły się w wodzie.
-No i tak ma być-pomyślałam głośno.
Szłam sobie nie zwracając uwagi na nic. Wiatr lekko powiewał i czesał moją grzywę i ogon. Poszłam na granice stada.
-Jutro zwiedzę resztę -powiedziałam po cichu do siebie.
Stanęłam przy płocie i patrzyłam na zwierzęta biegające w lesie. Inni zamiast pilnować terenów świetnie się bawili. Śmiali się i gadali o czymś śmiesznym. W pewnym sęsie im zazdrościłam, ponieważ ja nie zaśmiałam się od jakiegoś półtora roku. Odwróciłam się i popatrzyłam w drugą stronę. Zobaczyłam tylko kilka koni pilnujących tereny.
-Przynajmniej oni coś tu pilnują. -pomyślałam i podeszłam do grupy koni.
-Może byście się łaskawie zajęli swoją robotą-powiedziałam oschle.
-Nie jesteś tu alfą więc nie możesz nam rozkazywać-powiedziała siwa klacz.
-Nie tym tonem moja droga, bo miło w życiu może nie być – odpowiedziałam.
-HA…. Grozisz mi.
-Nie, tylko mówię żebyście poszli do pracy bo tereny same pilnować się nie mogą-odpowiedziałam groźnie.
-Jak już mówiłam nie jesteś ani alfą ani betą ani dowódcą więc nie rządź się tak.
-Ja się nie rządze więc już może zakończ tą bezsensowną gadkę-odpowiedziałam już trochę wkurzona
-Nie… nie zakończę, ale mogę rozpocząć coś.
Klacz przywołała do siebie wielkiego tygrysa i kazała mnie zaatakować, lecz coś jej się nie udało. Odskoczyłam gwałtownie i wyczarowałam panterę z cienia. Tygrys rzucił się na cień lecz cienia nie da się pokonać. Gdy pantera znikła, Deresta kazała mu ponowić próbę. Lecz ja byłam szybsza i kopnęłam tygsia w nogę. Pobiegł do lasu, po cichu warcząc.
-I co, panience nie udało się pokonać Sombry, Hmm… -powiedziałam z ironią w głosie
-Nie żartuj ze mnie-odpowiedziała złowrogo Deresta
-Bo co, znowusz zaatakujesz mnie jakimś groźnym zwierzęciem, wilkiem, pumą a może lwem… no powiedz.
Wtem rzuciła we mnie ogromnym piorunem. Natomiast ja miałam przy sobie odpowiednie kamienie, podniosłam je, i rzuciłam w jej stronę. Odskoczyła natychmiast.
-Wiesz możemy tak walczyć do woli i ile nam się chce, więc może już pójdziesz pilnować tej granicy?
-NIE!!! –krzyknęła- nie będziesz mi rozkazywać!!!
-Ale ja ci nie rozkazuje tylko mówię- zaśmiałam się
-Deresta, chodź. Ona ma racje będziecie walczyć do woli. Nie warto z nią robić konfliktu-powiedział jakiś łaciaty ogier.
-Ej… nie wcinaj się. Jeśli chce walczyć to niech walczy, tylko niech wie że może se ze mną walczyć i walczyć- odpowiedziałam, patrząc na niego złowrogo.
-Spoko, tylko że będziesz wtedy miała Rose na głowie, albo kogo innego. Bo tu raczej nie walczy się.
-Zamknij się. Ok.? Nie pytałam cię o sprawę więc nie gadasz, rozumiemy się? -odpowiedziałam – A jeśli będę miała Rose lub kogo innego na głowie to już moja sprawa. A więc bądźcie tak mili i może zajmijcie się sprawami dotyczące stada, co?
-Już mówiłam że… - nie dokończyła Deresta bo łaciaty ogier zaczął coś do niej gadać.
-Nareszcie może zajmą się sprawami-pomyślałam i poszłam na swoje poprzednie miejsce. Nie lubię się kłócić z innymi, ale to był przypadek…(brak mi słowa). Po prostu myślę że strażnik powinien pilnować granicy a nie gadać z innymi. Choć wróciłam do tego uśmiechu. Zazdrościłam im. Oni mogli się śmiać, a ja nie uśmiechnęłam się ani razu do nikogo w stadzie. Nawet do samej Rose. Ale nic, świat się nie wali, albo może wali. Nie wiem. Próbowałam uśmiechnąć się ale coś mi nie wychodziło. Lecz na pewno w środku jakaś cząstka mnie zawsze jest uśmiechnięta.
-Jeju, jakby nigdy w życiu konia nie widzieli-pomyślałam.
Sama oprowadzałam się po stadzie, bo przecież łaski żadnej nikt nie robi. Zresztą jaki to problem. Wiem gdzie są granice stada więc wiem gdzie nie można chodzić. Byłam już na łące, Wolnym Polu i nad Wodospadem Wschodu. Teraz wybierałam się nad Rzekę Duchów. Ktoś mówił że leży gdzieś na północy i że tam tworzą się z wody sylwetki zmarłych koni. Chciałam zobaczyć to. Poszłam i naprawdę widziałam ich. One zaatakowały mnie.
-Żadna zjawa nie będzie mnie atakować gdy oglądam tereny.- krzyknęłam i zadałam cios w wodę.
Duch rozpłynęły się w wodzie.
-No i tak ma być-pomyślałam głośno.
Szłam sobie nie zwracając uwagi na nic. Wiatr lekko powiewał i czesał moją grzywę i ogon. Poszłam na granice stada.
-Jutro zwiedzę resztę -powiedziałam po cichu do siebie.
Stanęłam przy płocie i patrzyłam na zwierzęta biegające w lesie. Inni zamiast pilnować terenów świetnie się bawili. Śmiali się i gadali o czymś śmiesznym. W pewnym sęsie im zazdrościłam, ponieważ ja nie zaśmiałam się od jakiegoś półtora roku. Odwróciłam się i popatrzyłam w drugą stronę. Zobaczyłam tylko kilka koni pilnujących tereny.
-Przynajmniej oni coś tu pilnują. -pomyślałam i podeszłam do grupy koni.
-Może byście się łaskawie zajęli swoją robotą-powiedziałam oschle.
-Nie jesteś tu alfą więc nie możesz nam rozkazywać-powiedziała siwa klacz.
-Nie tym tonem moja droga, bo miło w życiu może nie być – odpowiedziałam.
-HA…. Grozisz mi.
-Nie, tylko mówię żebyście poszli do pracy bo tereny same pilnować się nie mogą-odpowiedziałam groźnie.
-Jak już mówiłam nie jesteś ani alfą ani betą ani dowódcą więc nie rządź się tak.
-Ja się nie rządze więc już może zakończ tą bezsensowną gadkę-odpowiedziałam już trochę wkurzona
-Nie… nie zakończę, ale mogę rozpocząć coś.
Klacz przywołała do siebie wielkiego tygrysa i kazała mnie zaatakować, lecz coś jej się nie udało. Odskoczyłam gwałtownie i wyczarowałam panterę z cienia. Tygrys rzucił się na cień lecz cienia nie da się pokonać. Gdy pantera znikła, Deresta kazała mu ponowić próbę. Lecz ja byłam szybsza i kopnęłam tygsia w nogę. Pobiegł do lasu, po cichu warcząc.
-I co, panience nie udało się pokonać Sombry, Hmm… -powiedziałam z ironią w głosie
-Nie żartuj ze mnie-odpowiedziała złowrogo Deresta
-Bo co, znowusz zaatakujesz mnie jakimś groźnym zwierzęciem, wilkiem, pumą a może lwem… no powiedz.
Wtem rzuciła we mnie ogromnym piorunem. Natomiast ja miałam przy sobie odpowiednie kamienie, podniosłam je, i rzuciłam w jej stronę. Odskoczyła natychmiast.
-Wiesz możemy tak walczyć do woli i ile nam się chce, więc może już pójdziesz pilnować tej granicy?
-NIE!!! –krzyknęła- nie będziesz mi rozkazywać!!!
-Ale ja ci nie rozkazuje tylko mówię- zaśmiałam się
-Deresta, chodź. Ona ma racje będziecie walczyć do woli. Nie warto z nią robić konfliktu-powiedział jakiś łaciaty ogier.
-Ej… nie wcinaj się. Jeśli chce walczyć to niech walczy, tylko niech wie że może se ze mną walczyć i walczyć- odpowiedziałam, patrząc na niego złowrogo.
-Spoko, tylko że będziesz wtedy miała Rose na głowie, albo kogo innego. Bo tu raczej nie walczy się.
-Zamknij się. Ok.? Nie pytałam cię o sprawę więc nie gadasz, rozumiemy się? -odpowiedziałam – A jeśli będę miała Rose lub kogo innego na głowie to już moja sprawa. A więc bądźcie tak mili i może zajmijcie się sprawami dotyczące stada, co?
-Już mówiłam że… - nie dokończyła Deresta bo łaciaty ogier zaczął coś do niej gadać.
-Nareszcie może zajmą się sprawami-pomyślałam i poszłam na swoje poprzednie miejsce. Nie lubię się kłócić z innymi, ale to był przypadek…(brak mi słowa). Po prostu myślę że strażnik powinien pilnować granicy a nie gadać z innymi. Choć wróciłam do tego uśmiechu. Zazdrościłam im. Oni mogli się śmiać, a ja nie uśmiechnęłam się ani razu do nikogo w stadzie. Nawet do samej Rose. Ale nic, świat się nie wali, albo może wali. Nie wiem. Próbowałam uśmiechnąć się ale coś mi nie wychodziło. Lecz na pewno w środku jakaś cząstka mnie zawsze jest uśmiechnięta.
Od Mefista i Shadow Drago
Wracałam
właśnie z poza terenów stada. Miałam dobry humor. Wcześniej udało mi
się pobić z jednym strażnikiem ale to inna historia. Wyszłam rano
wracałam wieczorem.
***** Zobaczyłem w oddali ciemny kształt. Rozpoznałem w nim Shadow Drago, nową zwolenniczkę ciemności. Westchnąłem. ***** Wracałam na noc na tereny stada. W sumie mogła bym zostać tam, pewnie kiedyś to zrobię. Zobaczyłam jakiegoś ogiera. Jak mu tam? Mefisto... ****** Kiedy się zorientowałem klacz była już przy mnie. Prychnąłem na nią ostrzegawczo. ****** -Czego kichasz?- zaśmiałam się szyderczo Ogier jeszcze raz prychnął. Nie wiedziałam o co mu chodzi ******** - Czego ode mnie chcesz? - zapytałem chłodno. - Gdzie się pałętasz? Klacz ziewnęła. ********* -To raczej nie twój problem nie interesuj się- powiedziałam -Czego chcesz?- powtórzył chłodno -Nudzę się szukam zaczepki ******** - To sobie szukaj, ale nie u mnie. - odpowiedziałem. - Spadaj. Klacz uśmiechnęła się tylko ironicznie. - Nie mówi się tak do panienek, wiesz..? - zapytała słodko. **** -Panienek- prychnął -Tak panienek- stanęłam przed nim- ale ja przynajmniej nie jestem tchórzem... **** Kopnąłem ją z całej siły w bok. Zapiszczała przeraźliwie i przewróciła się skulona na ziemię. **** Zaczęłam się turlać...ze śmiechu -Wow- śmiałam się do łez- ale kopniak...nie no mistrzu! Ogier nie zwracał uwagi. Kiedy już się otrząsnęłam kopnęłam go. Padł na ziemie. Łapał oddech. -Tak się kopie top modelko! **** Zacząłem udawać, że mnie coś boli, jednak tak na prawdę nic mi to nie zrobiło. Krztusiłem w sobie śmiech. Klacz przypatrywała się mi przestraszona. - Nic ci nie jest..? - zapytała cicho. - Przepraszam.. Parsknąłem śmiechem i odskoczyłem na bok. ***** -Nieźle gram nie?- machnęłam mu ogonem tak że dostał z liścia- ten kopniak był tak lekki że nic by Ci nie zrobił chciałam się tylko pośmiać. Ogier spojrzał na mnie typ swoim tępym pyskiem. ****** - Nie ukrywaj swojej słabości. - powiedziałem obojętnie. - Nigdy nie będziesz jak Wolf Dark. Jesteś młodą, głupią klaczą, która próbuje być zła. Nie udaje ci się to. Klacz wyglądała tak, jakby chciała sie rozpłakać, jednak tego nie zrobiła. Odwróciła się i pogalopowała w drugą stronę. ****** -Nie chce być jak Wolf Dark- krzyknęłam do niego- i nie próbuje być zła. Nie muszę ale wiesz- zatrzymałam się przed granicą- ja przynajmniej nie latam i nie słucham się każdego kto mi powie. I nie boje się łamać regulaminu. Wyszłam po za granice. Zostanę sobie na noc. THE END |
|
Od Wei i Tyriona - CD
Popatrzyłam na zakłopotanego Tyriona. Mefista już nie było.. Tak, to typowe dla niego. Podeszłam do źrebaka.
***
-Wea.. Ja tu nie pasuję...- przypominałem małego bezradnego źrebaka, który i tak jest samolubny i nieznośny...
****
- Czemu tak myślisz? - zapytałam cicho.
***
-Ehhh ja ciąglę wpadam w jakieś kłopoty, tarapaty. Nie chcę aby to stało się waszym udziałem. Abyście cierpieli z mojego powodu... - wyrzucałem z siebie
*****
Popatrzyłam na niego zdziwiona.
- Każdy wpada w tarapaty. - powiedziałam.
***
-Ale ja nie potrafię z nich wypadać...
****
Westchnęłam.
- Źle się oceniasz. - rzuciłam. - Nie jest z tobą źle.. Na prawdę. Zrozum.
***
Bezradnie opadłem na bok na ziemie.
*****
- Co zamierzasz teraz zrobić? - popatrzyłam na niego w oczekiwaniu.
***
-Nie mam pojęcia..
****
Chrząknęłam znacząco. Ogier powoli wstał.
***
-Wiesz Wea ja chyba wrócę do swoich. To stado jest jakieś dziwne. I nie macie tu wolności. Tam przynajmniej jestem dziki.... Może się jeszcze spotkamy. I dziękuję bardzo za ratunek!
***
Pokiwałam wyrozumiale głową i odwróciłam się.
***
-Ale pamiętaj o mnie Wea! I podziękuj Mefistowi... - krzyknąłem za nią i pognałem w kierunku granic
****
Dosłyszałam jeszcze krzyk Tyriona z daleka. Pogalopowałam na łąkę.
***
-Wea.. Ja tu nie pasuję...- przypominałem małego bezradnego źrebaka, który i tak jest samolubny i nieznośny...
****
- Czemu tak myślisz? - zapytałam cicho.
***
-Ehhh ja ciąglę wpadam w jakieś kłopoty, tarapaty. Nie chcę aby to stało się waszym udziałem. Abyście cierpieli z mojego powodu... - wyrzucałem z siebie
*****
Popatrzyłam na niego zdziwiona.
- Każdy wpada w tarapaty. - powiedziałam.
***
-Ale ja nie potrafię z nich wypadać...
****
Westchnęłam.
- Źle się oceniasz. - rzuciłam. - Nie jest z tobą źle.. Na prawdę. Zrozum.
***
Bezradnie opadłem na bok na ziemie.
*****
- Co zamierzasz teraz zrobić? - popatrzyłam na niego w oczekiwaniu.
***
-Nie mam pojęcia..
****
Chrząknęłam znacząco. Ogier powoli wstał.
***
-Wiesz Wea ja chyba wrócę do swoich. To stado jest jakieś dziwne. I nie macie tu wolności. Tam przynajmniej jestem dziki.... Może się jeszcze spotkamy. I dziękuję bardzo za ratunek!
***
Pokiwałam wyrozumiale głową i odwróciłam się.
***
-Ale pamiętaj o mnie Wea! I podziękuj Mefistowi... - krzyknąłem za nią i pognałem w kierunku granic
****
Dosłyszałam jeszcze krzyk Tyriona z daleka. Pogalopowałam na łąkę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




