środa, 1 maja 2013
Od Rafaello - CD historii Małej Czarnej
- A więc jesteśmy parą! - uwaliłem się na nią. Nie byłem przecież taki ciężki, bo w przeciwieństwie do Silvera, wiele się ruszałem (xd). Zaczęliśmy turlać się po trawie. Nasze szczęście nie miało końca... Gdy nagle coś mnie sparaliżowało. Jęknąłem z bólu. Przestraszona klacz szybko wstała i nachyliła się nade mną. Kopytami w stronę nieba, cichutko zawyłem z bólu. To wszystko.
***
-Co ci jest? Raf!!! - wołała, niemal płacząc Mała Czarna. - Zawołać pomoc?!
Ja jednak nie odezwałem się, nawet nie popatrzyłem w jej stronę. Przymrużyłem oczy. Spróbowałem wstać, ale znów jęknąłem.
- Pomogę ci - powiedziała szybko.
Niestety, kiedy próbowała mnie lekko popchnąć, bardzo czułem straszny i tak ból.
- Musimy to zrobić. Szybko! Nie wiem, co ci jest, ale chodźmy szybko do Rose.
Jednym, silnym ruchem, moja partnerka przeturlała mnie gdzieś o pół metra i wtedy zobaczyła krew... Krew na niewielkim, a jednak bardzo ostrym kamieniu.
Jak to musiało boleć, pomyślała.
- Moje plecy... - syknąłem wreszcie. - Pierwszy... Pierwszy raz zdarzyło mi się coś takiego.
Potaknęła.
- Tragedie są wszędzie. Miał je każdy członek naszego stada. Pamiętam, jak nieraz Rose wracała cała w krwi, ale rany się goją. Twoja też. Zawołam lekarza.
Jej słowa były dla mnie najlepszym lekiem i ukojeniem. Gdy była blisko, lekko ją polizałem. Uśmiechnęła się i pobiegła.
Zostałem sam. Ranka prawdopodobnie nie była tragiczna, jednak brudny kamień, który zdołał przebić moje futro... Na samą myśl każdemu zrobiłoby się niedobrze. Musiałem czekać, aż La Petite wróci, zostanę opatrzony i wtedy dopiero ogłoszę stadu.... że jesteśmy parą!
***
-Co ci jest? Raf!!! - wołała, niemal płacząc Mała Czarna. - Zawołać pomoc?!
Ja jednak nie odezwałem się, nawet nie popatrzyłem w jej stronę. Przymrużyłem oczy. Spróbowałem wstać, ale znów jęknąłem.
- Pomogę ci - powiedziała szybko.
Niestety, kiedy próbowała mnie lekko popchnąć, bardzo czułem straszny i tak ból.
- Musimy to zrobić. Szybko! Nie wiem, co ci jest, ale chodźmy szybko do Rose.
Jednym, silnym ruchem, moja partnerka przeturlała mnie gdzieś o pół metra i wtedy zobaczyła krew... Krew na niewielkim, a jednak bardzo ostrym kamieniu.
Jak to musiało boleć, pomyślała.
- Moje plecy... - syknąłem wreszcie. - Pierwszy... Pierwszy raz zdarzyło mi się coś takiego.
Potaknęła.
- Tragedie są wszędzie. Miał je każdy członek naszego stada. Pamiętam, jak nieraz Rose wracała cała w krwi, ale rany się goją. Twoja też. Zawołam lekarza.
Jej słowa były dla mnie najlepszym lekiem i ukojeniem. Gdy była blisko, lekko ją polizałem. Uśmiechnęła się i pobiegła.
Zostałem sam. Ranka prawdopodobnie nie była tragiczna, jednak brudny kamień, który zdołał przebić moje futro... Na samą myśl każdemu zrobiłoby się niedobrze. Musiałem czekać, aż La Petite wróci, zostanę opatrzony i wtedy dopiero ogłoszę stadu.... że jesteśmy parą!
Od Rose - CD historii Jenny i Shanti
Pasłam się, gdy nagle podbiegła do mnie z niepewną miną Jenny. Trzymała w pysku coś dość małego, kształtnego, na złoto i czarno pomalowanymi elementami.
- Co masz? - zapytałam pierwsza.
Klacz, by odpowiedzieć, upuściła pod moje nogi małą figurkę. Moja właścicielka już kiedyś nam je pokazywała. Były to figurki ludzi i różnych zwierząt. A ta... konia!
- Znalazłam to z Shanti. Leżała w trawie. Już trochę starta, ale zobacz... To były nasze tereny. Jaki człowiek mógłby ją zgubić?
Zamyśliłam się.
- Gdzie dokładnie?
- A gdzieś... - powiedziała szybko Jenny.
Nie dręczyłam już jej dłużej pytaniami, lecz uważnie przewróciłam pyskiem figurkę. Cała w ziemi, wydawała się być jednak urocza.
- Może ktoś jej szuka? - nagle odezwała się.
Spojrzałam na nią.
- Nie wiem. Prawdopodobnie zgubił ją jeden z naszych właścicieli. Nie wiadomo, kto. Ale raczej nie będziemy teraz robić zamieszania z takiego powodu. Zanieśmy ją do Ogrodu Zakochanych, gdzie często chodzą ludzie. Połóżmy ją na ławce. Ktoś ją sobie znajdzie.
Powiedziałam to prosto i szybko, ale wydawało mi się, że Jenny czuje coś innego...
<Jenny?>
- Co masz? - zapytałam pierwsza.
Klacz, by odpowiedzieć, upuściła pod moje nogi małą figurkę. Moja właścicielka już kiedyś nam je pokazywała. Były to figurki ludzi i różnych zwierząt. A ta... konia!
- Znalazłam to z Shanti. Leżała w trawie. Już trochę starta, ale zobacz... To były nasze tereny. Jaki człowiek mógłby ją zgubić?
Zamyśliłam się.
- Gdzie dokładnie?
- A gdzieś... - powiedziała szybko Jenny.
Nie dręczyłam już jej dłużej pytaniami, lecz uważnie przewróciłam pyskiem figurkę. Cała w ziemi, wydawała się być jednak urocza.
- Może ktoś jej szuka? - nagle odezwała się.
Spojrzałam na nią.
- Nie wiem. Prawdopodobnie zgubił ją jeden z naszych właścicieli. Nie wiadomo, kto. Ale raczej nie będziemy teraz robić zamieszania z takiego powodu. Zanieśmy ją do Ogrodu Zakochanych, gdzie często chodzą ludzie. Połóżmy ją na ławce. Ktoś ją sobie znajdzie.
Powiedziałam to prosto i szybko, ale wydawało mi się, że Jenny czuje coś innego...
<Jenny?>
Od Silvera - CD historii Shanti
- ja może już pójdę...-powiedziała nagle klacz
- No dobrze - popatrzyłem na nią
- To do zobaczenia!
- Do zobaczenia...
Klacz pobiegła a ja nadal szukałem, szukałem i szukałem.
Nawet zapomniałem co szukam!
Po 20 minutach, Shanti znów przyszła.
- Silver! - krzyknęła - Mefisto znikł! Szukałam wszędzie ale go nie ma... Nie wiem co robić...
(Shanti?)
- No dobrze - popatrzyłem na nią
- To do zobaczenia!
- Do zobaczenia...
Klacz pobiegła a ja nadal szukałem, szukałem i szukałem.
Nawet zapomniałem co szukam!
Po 20 minutach, Shanti znów przyszła.
- Silver! - krzyknęła - Mefisto znikł! Szukałam wszędzie ale go nie ma... Nie wiem co robić...
(Shanti?)
Od Delicate - CD historii Lucky'ego
- No dobrze - uśmiechnęłam się
- No to do jutra! - odwdzięczył uśmiech
- Do jutra - pogalopowałam do swojej jaskini.
Położyłam się i zasnęłam.
***
Następnego dnia, pobiegłam na łąkę gdzie był Lucky.
- Hej - przywitałam się
(Lucky? ^^)
- No to do jutra! - odwdzięczył uśmiech
- Do jutra - pogalopowałam do swojej jaskini.
Położyłam się i zasnęłam.
***
Następnego dnia, pobiegłam na łąkę gdzie był Lucky.
- Hej - przywitałam się
(Lucky? ^^)
Od Lucky'ego - CD historii Delicate
-A...nad niczym- powiedziałem cicho. Przecież nie mogę jej powiedzieć. Wiem, że nie mam szans ale chyba się zakochałem. Zobaczyłem jakiś kształt. Kilka konie biegło za płotem. Staliśmy tak przez chwilę. Ściemniło się. Już nawet nie do końca widać było gwiazdy. Nie wiedziałem nawet która godzina. Spędziliśmy razem....właściwe cały dzień. Teraz już wiedziałem na pewni: zakochałem się. Ale wiedziałem że nie mam szans. Ona jest dla mnie zbyt dobra...
-Muszę iść- powiedziała Delicate
-Może pójdziemy jutro do...właściwie nie wiem jak się to miejsce nazywa ale jest piękne- spytałem
<Delicate ^.^>
Od Shanti - CD historii Silvera
- Martwisz się czymś. - pokręciłam głową. - Nie bój się mi powiedzieć. Ja też ostatnio mam zmartwienia i wiem, jak jest z tym ciężko. Próbujesz zachować je tylko dla siebie, gnębisz się nimi przez dnie i się obwiniasz. Mam dokładnie to samo. Nie bój się wyrzucić je z siebie.
Silver nadal wpatrywał się w dal. Myślał intensywnie, ale się nie odzywał. Jego twarz przybrała poważny wyraz.
- Nie musisz zamartwiać się mną, Shanti. - powiedział smutnym głosem. - Jak już mówiłaś, masz swoje zmartwienia, więc po co ci następne? I tak jesteś pierwszą osobą, która się mną zainteresowała i cenię to. Ale nie musisz. Nie musisz...
Westchnęłam przeciągle. Silver'a coś na pewno nękało, ale co? Chyba nigdy tego nie odgadnę. Nie było sensu dalszego wypytywania i zmuszania go. Stałam więc czekając na jego dalszą reakcję.
(Silver?)
Silver nadal wpatrywał się w dal. Myślał intensywnie, ale się nie odzywał. Jego twarz przybrała poważny wyraz.
- Nie musisz zamartwiać się mną, Shanti. - powiedział smutnym głosem. - Jak już mówiłaś, masz swoje zmartwienia, więc po co ci następne? I tak jesteś pierwszą osobą, która się mną zainteresowała i cenię to. Ale nie musisz. Nie musisz...
Westchnęłam przeciągle. Silver'a coś na pewno nękało, ale co? Chyba nigdy tego nie odgadnę. Nie było sensu dalszego wypytywania i zmuszania go. Stałam więc czekając na jego dalszą reakcję.
(Silver?)
Od Silvera - CD historii Shanti
Klacz popatrzyła na mnie, a ja w ciąż rozglądałem się po jaskini.
- Silver, co się stało? - spytała
- Na prawdę nic...-znów odpowiedziałem i odwróciłem się.
- Jeśli czegoś szukasz, mogę ci pomóc - uśmiechnęła się i podeszła do mnie
- Na prawdę nic się nie stało - popatrzyłem na nią
Rozejrzałem się jeszcze raz i westchnąłem.
Popatrzyłem na Shanti a potem na łąkę.
(Shanti?)
- Silver, co się stało? - spytała
- Na prawdę nic...-znów odpowiedziałem i odwróciłem się.
- Jeśli czegoś szukasz, mogę ci pomóc - uśmiechnęła się i podeszła do mnie
- Na prawdę nic się nie stało - popatrzyłem na nią
Rozejrzałem się jeszcze raz i westchnąłem.
Popatrzyłem na Shanti a potem na łąkę.
(Shanti?)
Od Ciastka - Kilka chwil z jego życia
-Ciastek, do licha, gdzieś ty !?- Oj, chyba zdenerwowałem Rose...
Na całe swoje szczęście, a na jej nie szczęście stałem się niewidzialny.
Ale to przecierz Wesoły Park ! Więc Rosie powinna być zadowolona !
Tak wiem... Mój dziwny tok myślenia! Ale to jest takie oczywiste, że Rosie, skoro jest samicą alfa, powinna być wesoła, a jednak ja, Ciastek, poczciwy, choć leniuchowaty wojownik ją zdenerwowałem. Aż na jej białej sierści pojawiły się brązowe plamy, bo biegała za mną w tą i z powrotem, choć mnie nie widziała.
-Rose, koniu, umiesz przecież latać !- krzyknąłem, gdyż wytworzyłem tęczę i wspiąłem się dzięki niej na wysokie drzewo.
-Nie mogę !-krzykneła- Złaź!!!
-A czemu Rosie, samica alfa, nie może wzbić się w powietrze- droczyłem się
-Boli mnie głowa- załkała- Ciastek... Proszę ...
Zlitowałem się, stałem się widzialny i zeszłem na ziemię.
-Teraz to dostaniesz !- zmieniła ton głosu i zaczeła za mną pogoń, w tym stresie zapomniałem że mogę być niewidzialny. I mnie dopadła. I mnie skopała. I przyszła Elline.
-Co wy wyprawiacie !?- krzykneła- Rosie, ty nie możesz się tak zachowywać !
-Nikt!- krzykneła- Ale to nikt ! Nie będzie mi rozkazywał !
I tak zaczeła sie histeria Rose.
Od Rose: Ja myślałam, że to źrebak xD Przeprawiłam ci informacje, że latasz, bo nie możesz. A co do eliksiru, to nie da się go zapomnieć. Zaraz po wypiciu, do końca życia latasz, a więc to też usuwam.
Tak wiem... Mój dziwny tok myślenia! Ale to jest takie oczywiste, że Rosie, skoro jest samicą alfa, powinna być wesoła, a jednak ja, Ciastek, poczciwy, choć leniuchowaty wojownik ją zdenerwowałem. Aż na jej białej sierści pojawiły się brązowe plamy, bo biegała za mną w tą i z powrotem, choć mnie nie widziała.
-Rose, koniu, umiesz przecież latać !- krzyknąłem, gdyż wytworzyłem tęczę i wspiąłem się dzięki niej na wysokie drzewo.
-Nie mogę !-krzykneła- Złaź!!!
-A czemu Rosie, samica alfa, nie może wzbić się w powietrze- droczyłem się
-Boli mnie głowa- załkała- Ciastek... Proszę ...
Zlitowałem się, stałem się widzialny i zeszłem na ziemię.
-Teraz to dostaniesz !- zmieniła ton głosu i zaczeła za mną pogoń, w tym stresie zapomniałem że mogę być niewidzialny. I mnie dopadła. I mnie skopała. I przyszła Elline.
-Co wy wyprawiacie !?- krzykneła- Rosie, ty nie możesz się tak zachowywać !
-Nikt!- krzykneła- Ale to nikt ! Nie będzie mi rozkazywał !
I tak zaczeła sie histeria Rose.
Od Rose: Ja myślałam, że to źrebak xD Przeprawiłam ci informacje, że latasz, bo nie możesz. A co do eliksiru, to nie da się go zapomnieć. Zaraz po wypiciu, do końca życia latasz, a więc to też usuwam.
Nowy ogier - Ciastek
Imię: Ciastek
Płeć: Ogier
Wiek: 2 lata
Cechy: Wesoły, Energiczny
Stanowisko: Wojownik
Żywioł: Powietrze
Moce: Wytwarzanie tęczy, stawanie się niewidzialnym, poruszanie się bezszelestnie, wytwarzanie magicznej tarczy
Parter: Szuka
Rodzina: Nie ma, to znaleziona sierota
Historia: Nie wiadomo kto jest jego rodziną. Pewnej nocy został znaleziony przez stado w lesie... Uratowali mu życie i jest im wdzięczny.
Właściciel: Amzi66
wtorek, 30 kwietnia 2013
Od Silvera - CD historii Wei i Tyriona
Zobaczyłem Weę i Tyriona oraz podchodzącą do nich Rose.
Od razu pobiegłem do niej, odsunęłem i stanąłem na jej miejscu.
- Witaj Tyrion i Wea - przywitałem się - Co was tu sprowadza?
- Eee..No...-zaczęła Wea
- No po prostu...- Tyrion chciał dokończyć
- Chciał bym dołączyć do SBR...-Wea dokończyła i popatrzyła na mnie z odrobiną nadziei.
- No Tyrion - popatrzyłem na niego - Nie napsocisz nam tu?
- Postaram się nic nie robić - uśmiechnął się
- Okey... Pozwole ci tu zostać na 2 dni. Jeśli nikomu nic nie zrobisz itp, możesz zostać, ale nadal będę cie na oku.
(Wea i Tyrion? Dokończycie razem?^^)
Od razu pobiegłem do niej, odsunęłem i stanąłem na jej miejscu.
- Witaj Tyrion i Wea - przywitałem się - Co was tu sprowadza?
- Eee..No...-zaczęła Wea
- No po prostu...- Tyrion chciał dokończyć
- Chciał bym dołączyć do SBR...-Wea dokończyła i popatrzyła na mnie z odrobiną nadziei.
- No Tyrion - popatrzyłem na niego - Nie napsocisz nam tu?
- Postaram się nic nie robić - uśmiechnął się
- Okey... Pozwole ci tu zostać na 2 dni. Jeśli nikomu nic nie zrobisz itp, możesz zostać, ale nadal będę cie na oku.
(Wea i Tyrion? Dokończycie razem?^^)
Skyfall River dorosła
Skyfall River jest już dorosła!
Imię: Skyfall River (Sky, Riv albo Niespalona)
Płeć: Klacz
Wiek: 1 rok
Cechy: Okrutna i nieprzewidywalna przy czym niezwykle sprytna i inteligentna. Manipulantka. Potrafi zmanipulować nawet matkę tylko po to by dostać co chce. Nieprawdopodobnie silna psychicznie jak i fizycznie. Istota z sercem twardym jak krzemień i chłodnym jak stal. Nie kocha nikogo. Oprócz swojego brata. Tylko Tyriona darzy miłością i bezgranicznym zaufaniem.
Stanowisko: Wyrzutek
Żywioł: Ból, przemoc
Moce: Zmiana w dowolne zwierzę. Przyzwanie demona - Parnassusa. Potrafi zatrzymać krążenie krwi u dowolnego stworzenia tym samym zabijając je. Potrafi stać się niewidzialna. Jedna z mocy nieodkryta.
Partner: Brak.
Rodzina: Matka - Wolf Dark, ojciec - Neron, ukochany brat - Tyrion
Historia: Skyfall urodziła się jako dziecko wyrzutków. Uczyła się nieprawdopodobnie szybko. Już w wieku paru miesięcy sama przechadzała się po terenach wrogiego stada. Pewnego dnia znalazł ją samiec beta - Balou. Chciał przygarnąć ją do stada, Skyfall prawie dała się przekonać lecz próba resocjalizacji nie udała się. Sky darzy szczerą nienawiścią alfę stada za zabicie nowo narodzonego dziecka Wolf Dark. Kiedyś była zbyt młoda na zemstę. Teraz weźmie to co do niej należy. Za pomocą bólu i przelanej krwi.
Właściciel: looney111
Imię: Skyfall River (Sky, Riv albo Niespalona)
Płeć: Klacz
Wiek: 1 rok
Cechy: Okrutna i nieprzewidywalna przy czym niezwykle sprytna i inteligentna. Manipulantka. Potrafi zmanipulować nawet matkę tylko po to by dostać co chce. Nieprawdopodobnie silna psychicznie jak i fizycznie. Istota z sercem twardym jak krzemień i chłodnym jak stal. Nie kocha nikogo. Oprócz swojego brata. Tylko Tyriona darzy miłością i bezgranicznym zaufaniem.
Stanowisko: Wyrzutek
Żywioł: Ból, przemoc
Moce: Zmiana w dowolne zwierzę. Przyzwanie demona - Parnassusa. Potrafi zatrzymać krążenie krwi u dowolnego stworzenia tym samym zabijając je. Potrafi stać się niewidzialna. Jedna z mocy nieodkryta.
Partner: Brak.
Rodzina: Matka - Wolf Dark, ojciec - Neron, ukochany brat - Tyrion
Historia: Skyfall urodziła się jako dziecko wyrzutków. Uczyła się nieprawdopodobnie szybko. Już w wieku paru miesięcy sama przechadzała się po terenach wrogiego stada. Pewnego dnia znalazł ją samiec beta - Balou. Chciał przygarnąć ją do stada, Skyfall prawie dała się przekonać lecz próba resocjalizacji nie udała się. Sky darzy szczerą nienawiścią alfę stada za zabicie nowo narodzonego dziecka Wolf Dark. Kiedyś była zbyt młoda na zemstę. Teraz weźmie to co do niej należy. Za pomocą bólu i przelanej krwi.
Właściciel: looney111
Od Shanti - Cd historii Silvera
-Coś w końcu musi poskutkować. - usmiechnęłam się.
Ogier pokiwał głową. Rozejrzał się dookoła, jakby czegoś szukał. Miał taką zagubioną minę..
- Coś się stało? - zapytałam.
Silver ocknął się z zamyślenia i popatrzył na mnie. Nie wiedział co powiedzieć.
- Nie. - odpowiedział szybko. - Tak tylko...
Byłam ciekawa, o co chodzi ogierowi. Nigdy wcześniej go takiego nie widziałam.
(Silver?)
Od Delicate - CD historii Lucky'ego
- Jasne - uśmiechnęłam się lekko
Lucky wplątał mi go we włosy.
- Pasuje do ciebie - uśmiechnął się
- Dziękuje - popatrzyłam na niego
Ogier się zamyślił.
- Nad czym tak myślisz? - spytałam
- Co?
- Nad czym tak myślisz? - powiedziałam z uśmiechem
(Lucas?)
Lucky wplątał mi go we włosy.
- Pasuje do ciebie - uśmiechnął się
- Dziękuje - popatrzyłam na niego
Ogier się zamyślił.
- Nad czym tak myślisz? - spytałam
- Co?
- Nad czym tak myślisz? - powiedziałam z uśmiechem
(Lucas?)
Od Silvera - CD historii Shanti
- No dobrze...-popatrzyłem na nią - Ale na prawdę już nie musi...Jakoś damy sobie radę.
Klacz uśmiechnęła się i pokłusowała.
Po chwili znów przyszła.
- i jak? - znów spytałem. Byłem pewny że odpowie że nie chcę...
- Zgodził się - uśmiechnęła się - Ale zrobi to jutro.
- Jutro? Nie zrobi tego...
- Zrobi, powiedziałam mu że jeśli tak nie zrobi, będzie musiał siedzieć w jaskini przez tydzień.
- Hehe - zaśmiałem się
(Shanti?)
Klacz uśmiechnęła się i pokłusowała.
Po chwili znów przyszła.
- i jak? - znów spytałem. Byłem pewny że odpowie że nie chcę...
- Zgodził się - uśmiechnęła się - Ale zrobi to jutro.
- Jutro? Nie zrobi tego...
- Zrobi, powiedziałam mu że jeśli tak nie zrobi, będzie musiał siedzieć w jaskini przez tydzień.
- Hehe - zaśmiałem się
(Shanti?)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



