wtorek, 1 stycznia 2013
Nowy zaadoptowany koń!
Imię: Gale (ang. wicher)
Płeć: Ogier
Wiek: 4 lata
Cechy: Przyjazny, romantyczny, szybki, odważny, wyćwiczony
Stanowisko: wojownik
Żywioł: Powietrze
Moce: Spowodowanie zachodu i wschodu słońca, tarcza obronna, sterowanie chmurami
Partner: Zakochany w Crystal
Rodzina: Miał odważnych rodziców, którzy wychowywali go bez serca na najlepszego ogiera. Ich imiona były związane z wiatrem: matka Air (powietrze) i ojciec Wind (wiatr)
Historia: Jego całe dzieciństwo skupiało się na jednym - trenowaniu. Otoczony odpowiednią opieką, szybko nauczył się potrzebnych rzeczy. Nie był jednak szczęśliwy i uciekł.
Właściciel: Julcianow
Nowy zaadoptowany koń!
Mamy pierwszego gracza, który zdecydował się na adopcje. Niedługo napisze opowiadanie, w jaki sposób udało mu się sprowadzić klacz do Stada Białej Róży. Oto owa klacz:
Imię: Villa
Płeć: Klacz
Wiek: 3 lata
Stanowisko:
Cechy: Ruchliwa, zwinna, romantyczna, uwodząca, mądra
Żywioł: Piach
Moce: Przywołanie burzy piaskowej, superprędkość, zmiana koloru nieba
Partner: Szuka
Rodzina: Jej rodzice są do dziś alfami.Mają dużo spraw na głowie. Tak dużo, że nie zauważyli, jak ich córka została uprowadzona przez ludzi...
Historia: Gdy została zaprowadzona przez człowieka do jego osady, bardzo płakała. Musiała uczyć się kłusu, galopu czy skoków, musiała znosić grube kobiety na plecach i musiała czekać, kiedy przyjdą do niej dzieci... W końcu ktoś ją uwolnił, ale ślady po człowieku zostały w jej psychice, jak i na ciele.
Płeć: Klacz
Wiek: 3 lata
Stanowisko:
Cechy: Ruchliwa, zwinna, romantyczna, uwodząca, mądra
Żywioł: Piach
Moce: Przywołanie burzy piaskowej, superprędkość, zmiana koloru nieba
Partner: Szuka
Rodzina: Jej rodzice są do dziś alfami.Mają dużo spraw na głowie. Tak dużo, że nie zauważyli, jak ich córka została uprowadzona przez ludzi...
Historia: Gdy została zaprowadzona przez człowieka do jego osady, bardzo płakała. Musiała uczyć się kłusu, galopu czy skoków, musiała znosić grube kobiety na plecach i musiała czekać, kiedy przyjdą do niej dzieci... W końcu ktoś ją uwolnił, ale ślady po człowieku zostały w jej psychice, jak i na ciele.
Właściciel: Maja2081
ZAADOPTOWANY
ZAADOPTOWANY
Nowy członek! Crystal
Imię: Crystal (czyt. Kristal)
Płeć: klacz
Wiek: 4 lata
Cechy: tajemnicza , spokojna , odważna , szczera.Dla rodziny i bliskich : miła i wrażliwa , dla wroga : zła i bezlitosna.
Stanowisko: wojowniczka
Żywioł: ogień i natura
Moce: władanie ogniem , zmieniania się w nie i władanie fauną i florą , niewidzialność , bariera ochronna , najszybsza klacz na świecie
Partner: Szuka i jest gotowa na związek.
Rodzina: na razie nie ma
Historia: Urodziłam się w zamożnej rodzinie.Żyło mi się dobrze.Nie byłam może najsilniejsza ale było dobrze.Lecz pewnego dnia zaczęła się straszliwa wichura.Zdmuchnęło mnie i wywiało na jakąś pustynię.Wszyscy myśleli że nie przeżyłam , więc nawet mnie nie szukali.Ja jednak przeżyłam.Znalazł mnie feniks.Wtedy odkryłam że mam powołanie do ognia i natury.Wychowała mnie.Lecz po 2 latach poczułam że dalej nie mogę tak żyć.Ruszyłam w daleką podróż.W końcu dotarłam tutaj - do tego stada które stało się moim domem.
Właściciel: Julcianow
Od Rose - jak zaszła w ciąże
Śniegu nie było. Pozostał tylko chłód i pustka po tym, co było wcześniej, a teraz już tego nie będzie. Teraźniejszość wiła się niesłychanie długo, obijając się o zefirki nadchodzące ze wschodu. Rose czuła się w takiej sytuacji małą istotką. Była przecież alfą, miała własne stado, ale świat był taki wielki, a ona - taka mała. Było tak ciemno, że Rose niemal nie zasnęła. Stał obok niej Silver, czekając, aż przerwie się owa cisza.
- Kochanie... - wreszcie się odezwał. Zrobił to szeptem, ale wydawałoby się, że to był głośny krzyk. - Dobrze się czujesz?
Czułość w jego słowach spowodowała, że Rose z poczuciem bezpieczeństwa obróciła się do niego i pocałowała delikatnie.
- Już wiesz - uśmiechnęła się. - Kocham cię.
Ich czułości nie trwały długo. Ujrzała galopujące niezdarnie źrebaki, które biegły co sił w nogach. Gdy jeden z nich, Cień, dotarł do nóg Rose zawołał "Pierwszy!". Rose zaśmiała się, odganiając się od małych istotek, których było coraz więcej. Martuus zaczął podjadać jej futerko. Klacz lubiła dzieci. Zawsze chciała je dobrze wychować i spędzać z nimi czas, by zasłużyły na dobrą przyszłość i na godne ich dzieciństwo. Był jednak jeden problem: Silver nie był jeszcze zdecydowany na źrebaka.
- Chcesz źrebaka? Zastanów się jeszcze - mówił prawie codziennie. Dziś jednak o tym nie wspomniał. Widział, jak samica alfa otacza się małymi końmi i wiedział, że zaraz coś mu powie o tym.
Mijał dzień. Szybko zbliżył się zachód słońca, który opatulił swym blaskiem całą krainę.
Silver spędzał ten czas z Rose. Poszli do Ogrodu Zakochanych. Było tam cicho. Wiatr i deszcz nie zakłócał spokoju. Zachód słońca był wyjątkowo widoczny, nie ważyły się go zasłonić żadne chmury. Konie położyły się na trawie, obok małego, uroczego jeziorka.
- Piękny widok - westchnęła Rose.
- Owszem.
Chwila ciszy.
- Na pewno chciałabyś dzielić ten widok ze źrebakami. Zobacz, bo to taka śmieszna historia - zaśmiał się nieco nerwowo, ale i sympatycznie. - Prawie wszyscy mają już źrebaki. Niektóre z nich już dorosły. A my nadal nie mamy małego alfy. Chyba nie chcesz, by był najmłodszy ze wszystkich.
Rose popatrzyła mu szybko w oczy.
- Oh, Silwer! - zaczepiła go ze śmiechem.
Następne minuty upłynęły im na żartach, popychankach, a nawet wpadania do wody. Konie śmiały się i droczyły się nawzajem. Jednak główna część tej historii, objawiła się nad wodospadem. Tam, w jednej z największych szczelin, Silver zapłodnił Rose, która wyszła z groty zmęczona i uśmiechnięta. Popatrzyła na ogiera. Na jego pysku malowała się satysfakcja i podniecenie ostatnimi wydarzeniami.
*******
- Silver! Silver! Gdzie jest Silver, proszę, poszukajcie go! - wołała niezwykle szczęśliwa klacz.
- Czemu...
- Nie pytaj, Night! Po prostu mi go znajdź!
Rose tańczyła po stadzie tak, jakby dziś były święta, a ona dostała cudowne prezenty.
Wtem pojawił się on. Wyglądał wyjątkowo. Grzywa galopowała na jego pysku, ogon zdawał się merdać jak u psa, a oczy jego nabrały niezwykłego smaku i koloru. Oto Silver, biegł on z całych swoich sił, do swojej Rose.
- Czy coś się stało? Ktoś mnie wzywał - mówił zaniepokojony.
Klacz uśmiechnęła się tajemniczo.
- Tak, mój kochany... Zgadnij.
Popatrzyła na niego tak, że wszystko już było wiadomo.
- Jesteś w ciąży...
_______
Rose urodzi niedługo. Z eliksirem, który zastosowała, już jutro wieczorem (dziś ciąża, jutro poród). Łiii! :D
- Kochanie... - wreszcie się odezwał. Zrobił to szeptem, ale wydawałoby się, że to był głośny krzyk. - Dobrze się czujesz?
Czułość w jego słowach spowodowała, że Rose z poczuciem bezpieczeństwa obróciła się do niego i pocałowała delikatnie.
- Już wiesz - uśmiechnęła się. - Kocham cię.
Ich czułości nie trwały długo. Ujrzała galopujące niezdarnie źrebaki, które biegły co sił w nogach. Gdy jeden z nich, Cień, dotarł do nóg Rose zawołał "Pierwszy!". Rose zaśmiała się, odganiając się od małych istotek, których było coraz więcej. Martuus zaczął podjadać jej futerko. Klacz lubiła dzieci. Zawsze chciała je dobrze wychować i spędzać z nimi czas, by zasłużyły na dobrą przyszłość i na godne ich dzieciństwo. Był jednak jeden problem: Silver nie był jeszcze zdecydowany na źrebaka.
- Chcesz źrebaka? Zastanów się jeszcze - mówił prawie codziennie. Dziś jednak o tym nie wspomniał. Widział, jak samica alfa otacza się małymi końmi i wiedział, że zaraz coś mu powie o tym.
Mijał dzień. Szybko zbliżył się zachód słońca, który opatulił swym blaskiem całą krainę.
Silver spędzał ten czas z Rose. Poszli do Ogrodu Zakochanych. Było tam cicho. Wiatr i deszcz nie zakłócał spokoju. Zachód słońca był wyjątkowo widoczny, nie ważyły się go zasłonić żadne chmury. Konie położyły się na trawie, obok małego, uroczego jeziorka.
- Piękny widok - westchnęła Rose.
- Owszem.
Chwila ciszy.
- Na pewno chciałabyś dzielić ten widok ze źrebakami. Zobacz, bo to taka śmieszna historia - zaśmiał się nieco nerwowo, ale i sympatycznie. - Prawie wszyscy mają już źrebaki. Niektóre z nich już dorosły. A my nadal nie mamy małego alfy. Chyba nie chcesz, by był najmłodszy ze wszystkich.
Rose popatrzyła mu szybko w oczy.
- Oh, Silwer! - zaczepiła go ze śmiechem.
Następne minuty upłynęły im na żartach, popychankach, a nawet wpadania do wody. Konie śmiały się i droczyły się nawzajem. Jednak główna część tej historii, objawiła się nad wodospadem. Tam, w jednej z największych szczelin, Silver zapłodnił Rose, która wyszła z groty zmęczona i uśmiechnięta. Popatrzyła na ogiera. Na jego pysku malowała się satysfakcja i podniecenie ostatnimi wydarzeniami.
*******
- Silver! Silver! Gdzie jest Silver, proszę, poszukajcie go! - wołała niezwykle szczęśliwa klacz.
- Czemu...
- Nie pytaj, Night! Po prostu mi go znajdź!
Rose tańczyła po stadzie tak, jakby dziś były święta, a ona dostała cudowne prezenty.
Wtem pojawił się on. Wyglądał wyjątkowo. Grzywa galopowała na jego pysku, ogon zdawał się merdać jak u psa, a oczy jego nabrały niezwykłego smaku i koloru. Oto Silver, biegł on z całych swoich sił, do swojej Rose.
- Czy coś się stało? Ktoś mnie wzywał - mówił zaniepokojony.
Klacz uśmiechnęła się tajemniczo.
- Tak, mój kochany... Zgadnij.
Popatrzyła na niego tak, że wszystko już było wiadomo.
- Jesteś w ciąży...
_______
Rose urodzi niedługo. Z eliksirem, który zastosowała, już jutro wieczorem (dziś ciąża, jutro poród). Łiii! :D
Raport nr 4
Raport nr 4
----------
Przypominam, że niektóre ze źrebaków prawdopodobnie urosły! Jeśli uważasz, że twój źrebak jest już dorosły, skontaktuj się z alfami.
Po za tym na bloga weszła nowa zakładka - "adopcje". Możecie tam przyjąć do siebie jednego z koni. Więcej szczegółów w zakładce. Za chwilę pojawi się też zakładka o nazwie "raporty", gdzie będziecie mogli przejrzeć wszystkie dotychczasowe nowości. A teraz wiadomość do wszystkich osób z avatarmi naszego stada: w avatarze jest błąd w nazwie stada! Całkowicie zmienię avek. Przez ten czas możecie mieć inny, chyba, że nie chcecie.
Wszyscy dziś dostali dodatkowe zr, z powodu nowego miesiąca.
- Rose
----------
Przypominam, że niektóre ze źrebaków prawdopodobnie urosły! Jeśli uważasz, że twój źrebak jest już dorosły, skontaktuj się z alfami.
Po za tym na bloga weszła nowa zakładka - "adopcje". Możecie tam przyjąć do siebie jednego z koni. Więcej szczegółów w zakładce. Za chwilę pojawi się też zakładka o nazwie "raporty", gdzie będziecie mogli przejrzeć wszystkie dotychczasowe nowości. A teraz wiadomość do wszystkich osób z avatarmi naszego stada: w avatarze jest błąd w nazwie stada! Całkowicie zmienię avek. Przez ten czas możecie mieć inny, chyba, że nie chcecie.
Wszyscy dziś dostali dodatkowe zr, z powodu nowego miesiąca.
- Rose
Od Snow
Wędrowałam 5 dni , bez picia i bez wody.Naglę poczuła ogromny ból w głowie .Po chwili zemdlała.Nagle otworzyła oczy i zobaczyła białą postać.
-Czy jesteś aniołem?-zapytał Snow.
-Nie!Ale prawie....Jestem Alfą ze stada Białej Róży.
-Słyszałam o nim , podobno są tam najlepsze konie!
-Hmmm wiedzę w tobie ogromną moc...Chcesz do nas dołączyć?Najpierw musisz przejść test...
-O niczym innym nie marzyłem!-ucieszył się Snow.
(Silver, dokończ)
-Czy jesteś aniołem?-zapytał Snow.
-Nie!Ale prawie....Jestem Alfą ze stada Białej Róży.
-Słyszałam o nim , podobno są tam najlepsze konie!
-Hmmm wiedzę w tobie ogromną moc...Chcesz do nas dołączyć?Najpierw musisz przejść test...
-O niczym innym nie marzyłem!-ucieszył się Snow.
(Silver, dokończ)
Nowy członek! Snow
Imie: Snow
Płeć:Ogier
Wiek:2 lata
Cechy:silny , odważny ,rostrzepany , oddany innym koniom , sprytny , jak trzeba to agresywny , opanowany , romantyczny
Stanowisko:Wojownik
żywioł: śnieg i lód
Moce:niezniszczalny , panuje nad śniegiem i lodem , czyta w myślach , znika i pojawia się , zamraża , potrafi zatszymywać czas,
Partner:Po uszy zakochany w Geiszy
Rodzina:Całą zamordowano
Historia:Wygoniona ze stada , bo Alfa mógł stracić przez niego stanowisko.
Właściciel : Husky321
Od Melodii
Szłam sobie nad wodospad, aby troche odpocząć. Dzieci zostały w domu z resztą źrebaczków ze stada. Jak zwykle nad wodospadem napotkałam Irinę...Nie byłam zadowolona a ona tym bardziej. Więc się nie odzywałam. Gdy po dłuższej chwili ciszy zaczęłyśmy się śmiać. Już ta cisza zrobiła sie po prostu śmieszna.
<Irino, dokończyłabyś
>
<Irino, dokończyłabyś
>
Od Iriny - CD historii Shanti
-W sumie, to nie ma czego ukrywać – westchnęłam – Temat jak temat, polubiłam Rastana… no, ale Melodia okazała się lepsza.
-Widać, że Alcazar się w tobie podkochuje…
Zapanowała między nami niezręczna cisza.
-Mój dawny mąż, był wojownikiem, generałem, i czasami jemu trudno było nademną zapanować, więc jak ma sobie poradzić lekarz?
Shanti zamyśliła się.
-W sumie, możesz mieć rację.
Znowu cisza, nikomu w tym stadzie nie rozmawiało się ze mną na luzie. Uśmiechnęłam się:
-A w tobie Figo… zakochany po uszy – skwitowałam, po czym popatrzyłam na wyjście, ogier zaglądał tam ciekawsko. Sprawiłam, by jakaś błyskawica uderzyła obok niego. Shanti spojrzała na mnie pytająco, odpowiedziałam szybko, że nie ważne.
-Figo, jest trochę natrętny… - dokończyła.
-Też tak sądzę.
Usłyszałyśmy pomrukiwanie pum, znowu. Kłusem zbliżyłam się do nich i przepłoszyłam je piorunem. Przez głowę przelatywały mi myśli, Shanti była bardzo fajną klaczą…
<Jak chcesz, możesz dodać coś od siebie Shanti, ale nie naciskam :> >
Od Figa - Cd historii Shanti
Ja przygotowałem wszystko, później wszystko przyniosłem, zaplatałem się i przewróciłem. Shanti zobaczyła to i się roześmiała, ja też się śmiałem. Później gdy rozwieszaliśmy sznurki ja chciałem zawiesić, Shanti się przewróciła a że ja miałem to w pysku tez się przetoczyłem. Zaczęliśmy się śmiać. Podniosłem się pierwszy więc później pomogłem Shanti wstać. Po dobrych 3 godzinach dekorowania padliśmy.
-Figo zróbmy sobie przerwę.-Powiedziała
-OK, nie mam już siły.
Leżeliśmy i gadaliśmy. W końcu wstałem i powiedziałem że trzeba przynieść przekąski.
-Ja biorę wodę-Powiedziałem
-OK, a ja przekąski, tylko gdzie mogę zerwać jabłka? Pamiętasz te co jedliśmy? Gdzie je zarwałeś?
-W ogrodzie zakochanych!
-OK to idę!
Ja wziąłem się do roboty i zrobiłem wszystko. Shanti jeszcze nie wracała więc poszedłem do niej. Shanti zrywała jabłka (jeszcze)
-Może Ci pomogę?
Shanti się wystraszyła i potknęła o koszyk, więc złapałem ją.
-Nic ci nie jest?
-Nie raczej nic, dziękuje.
-Nie ma za co!
Po kolejnej dobrej godzinie było wszystko już dobrze zrobione. Przyszli goście i bawiliśmy się jak nigdy do tąd. Zauważyłem że Shanti chce podejść do mnie, więc zostałem na miejscu.
(Shanti?)
-Figo zróbmy sobie przerwę.-Powiedziała
-OK, nie mam już siły.
Leżeliśmy i gadaliśmy. W końcu wstałem i powiedziałem że trzeba przynieść przekąski.
-Ja biorę wodę-Powiedziałem
-OK, a ja przekąski, tylko gdzie mogę zerwać jabłka? Pamiętasz te co jedliśmy? Gdzie je zarwałeś?
-W ogrodzie zakochanych!
-OK to idę!
Ja wziąłem się do roboty i zrobiłem wszystko. Shanti jeszcze nie wracała więc poszedłem do niej. Shanti zrywała jabłka (jeszcze)
-Może Ci pomogę?
Shanti się wystraszyła i potknęła o koszyk, więc złapałem ją.
-Nic ci nie jest?
-Nie raczej nic, dziękuje.
-Nie ma za co!
Po kolejnej dobrej godzinie było wszystko już dobrze zrobione. Przyszli goście i bawiliśmy się jak nigdy do tąd. Zauważyłem że Shanti chce podejść do mnie, więc zostałem na miejscu.
(Shanti?)
Od Korry - Rzeka Duchów
Chodziłam po terenie stada zaciekawiona.Zwiedziłam już chyba wszystko...Nagle zauważyłam niebieskie pasmo wody.Pogalopowałam między końmi zaciekawiona.Uwielbiałam wodę,więc myslałam,ze to idealne miejsce dla mnie.Byłam tuż przy brzegu.Woda była bardzo rwąca jak na "rzeczkę".Mimo wszystko stałam i patrzyłam na nią.Odeszłam pare kroków i przygotowywałam się do skoku...
Ruszyłam.
Jednak...W połowie drogi wpadła na mnie jasnosiwa klacz.
-AAAŁ~!-krzyknęłyśmy się jednocześnie,odbijając się do siebie.Czułam okropny ból w szyi i klatce.Alfa ledwo stała-widocznie uderzyłam ja w nogi.
-Co...Co ty chciałas własnie zrobić?-powiedziałam wkurzona.
-Chciałam wskoczyć w rzekę...Przeciez nic mi się nie stanie,woda to mój żywioł.-rzekłam urażona.
-Alcazar na przykład też ma ten żywioł,ale nie wskakuje go Rzeki Duchów~!
-Jakiej rzeki?
-Rzeki Duchów...No tak,jesteś dopiero od wczoraj-przymilkła na chwilę-Chodź,przejdźmy się gdzie indziej,a opowiem ci o co chodzi.
-No dobra...-przytaknęłam trochę zdziwiona,przeciez to tylko rzeka.
Szłyśmy 5 minut w milczeniu,aż doszłyśmy do Wesołego Parku.
-Korro,zapamiętaj jedno.Nie wolno ci się zbliżać do tej rzeki.-powiedziała,a kiedy znowu miałąm się zapytac czemu rzekła-Niegdyś w czasie jednej z walk w ten rzece zginęło wiele koni.Żaden koń od tego czasu nie chce nawet myślec o niej.To dlatego,że fale układają się w sylwetki ciał zmarłych koni..Inni mówią,że to ich dusze.
-Nie wierze w jakieś legendy...-powiedziałąm urażona.
-Możesz i nie wierzyć,ale sama rzeka jest niebezpieczna:głebokość i siła fal mogłaby cię od razu zabić.Jesteś drugi dzień w tym stadzie,i mam nadzieje dłużej cie u nas zatrzymać-uśmiechnęła się.
-Mmm...No dobra.SPRÓBUJE sie nie zbliżać.
-Spróbujesz?
-Tak,spróbuję.Gwarancji ci nie daję.Moze jestem lunatykiem?-zaśmiałam się.-Heh...No nic,ja idę.Pamiętaj o tym co ci mówiłam.
-Jasne-i równiez zaczęłam odchodzić.Rzeka Duchów...Ciekawe miejsce.
Ruszyłam.
Jednak...W połowie drogi wpadła na mnie jasnosiwa klacz.
-AAAŁ~!-krzyknęłyśmy się jednocześnie,odbijając się do siebie.Czułam okropny ból w szyi i klatce.Alfa ledwo stała-widocznie uderzyłam ja w nogi.
-Co...Co ty chciałas własnie zrobić?-powiedziałam wkurzona.
-Chciałam wskoczyć w rzekę...Przeciez nic mi się nie stanie,woda to mój żywioł.-rzekłam urażona.
-Alcazar na przykład też ma ten żywioł,ale nie wskakuje go Rzeki Duchów~!
-Jakiej rzeki?
-Rzeki Duchów...No tak,jesteś dopiero od wczoraj-przymilkła na chwilę-Chodź,przejdźmy się gdzie indziej,a opowiem ci o co chodzi.
-No dobra...-przytaknęłam trochę zdziwiona,przeciez to tylko rzeka.
Szłyśmy 5 minut w milczeniu,aż doszłyśmy do Wesołego Parku.
-Korro,zapamiętaj jedno.Nie wolno ci się zbliżać do tej rzeki.-powiedziała,a kiedy znowu miałąm się zapytac czemu rzekła-Niegdyś w czasie jednej z walk w ten rzece zginęło wiele koni.Żaden koń od tego czasu nie chce nawet myślec o niej.To dlatego,że fale układają się w sylwetki ciał zmarłych koni..Inni mówią,że to ich dusze.
-Nie wierze w jakieś legendy...-powiedziałąm urażona.
-Możesz i nie wierzyć,ale sama rzeka jest niebezpieczna:głebokość i siła fal mogłaby cię od razu zabić.Jesteś drugi dzień w tym stadzie,i mam nadzieje dłużej cie u nas zatrzymać-uśmiechnęła się.
-Mmm...No dobra.SPRÓBUJE sie nie zbliżać.
-Spróbujesz?
-Tak,spróbuję.Gwarancji ci nie daję.Moze jestem lunatykiem?-zaśmiałam się.-Heh...No nic,ja idę.Pamiętaj o tym co ci mówiłam.
-Jasne-i równiez zaczęłam odchodzić.Rzeka Duchów...Ciekawe miejsce.
Od Shanti - CD historii Iriny
- Może po prostu to robot, a ukrywa się pod warstwą sztucznej sierści... - uśmiechnęłam się. - Oczywiście to żart tylko. - szybko dodałam.
Ponownie się zaśmialiśmy. Miło było rozmawiać z Iriną. Nastąpiła chwila ciszy. Żeby przerwać milczenie zagadałam:
- Miło było by mieć partnera... Ale tak trudno go zdobyć....
Klaczy zrzedł wyraz twarzy. Zauważyłam, że podjęłam niewłaściwy temat.
- Uhm. - mruknęła. - Prawda.
- Jeżeli nie chesz o tym rozmawiać, to możemy pogadać na inny temat - zasugerowałam zmieszana.
Irina przewróciła oczami. Wyglądała na przygaszoną.
<Irina?>
Ponownie się zaśmialiśmy. Miło było rozmawiać z Iriną. Nastąpiła chwila ciszy. Żeby przerwać milczenie zagadałam:
- Miło było by mieć partnera... Ale tak trudno go zdobyć....
Klaczy zrzedł wyraz twarzy. Zauważyłam, że podjęłam niewłaściwy temat.
- Uhm. - mruknęła. - Prawda.
- Jeżeli nie chesz o tym rozmawiać, to możemy pogadać na inny temat - zasugerowałam zmieszana.
Irina przewróciła oczami. Wyglądała na przygaszoną.
<Irina?>
Od Night - CD historii Blanc'a
-Nie musisz mnie już zdobywać...- wyszeptałam i przytuliłam się do niego- już masz to za sobą.
Siedzieliśmy tak dobrą godzinę, a gdy się ściemniło wróciliśmy na opuszczone pastwisko. Po drodze rozmawialiśmy o naszej przyszłości i marzeniach. Ach było tak romantycznie! Gdy szykowaliśmy się do snu Blanc położył się pod drzewem w rogu opuszczonego pastwiska. Usiadłam koło niego. W krótce zasnęliśmy stuleci w siebie.
Blanc CD ? :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




