Siedziałem nad wodospadem i wpatrywałem się w swoje oblicze, kiedy
usłyszałem szelest w krzakach. Odwróciłem się gwałtownie i zobaczyłem
jakąś klaczkę, chyba tę, z którą bawiła się Wea.
***
- Jesteś Mefisto, tak? - spytałam cicho
- Tak, a ty koleżanką Wei? - odpowiedział
- Tak, jestem Delicate - powiedziałam trochę głośniej
- Miło cię spotkać - popatrzył na mnie i podszedł bliżej - Jeszcze nie
spotkałem się z młodą samicą Alfa, więc to zaszczyt cię tutaj spotkać
***
Delicate uśmiechnęła się nieśmiało i rozejrzała się wokoło.
- Jesteś tutaj sam? - zapytała.
Pokiwałem głową twierdząco.
***
- A nie wolisz przebywać czasu z innymi końmi? - zapytałam
- Lubię, ale czasem mam ich dość, i wolę posiedzieć gdzieś sam...
Uśmiechnęłam się i usiadłam.
****
- Ja też. - powiedziała Delicate po chwili ciszy. - W ogóle nie lubię tłoku i hałasu... To nie dla mnie.
Pokiwałem głową.
*****
- Może się przejdziemy? - zaproponowałam
- Jasne!
*****
Delicate wstała i zaczęła iść na południe. Kłusowałem za nią spokojnie. Po chwili odezwałem się.
- Gdzie tak w ogóle idziemy?
***
- Na opuszczone pastwisko - odpowiedziałam - To moje ulubione miejsce
***
- Ok... - odpowiedziałem zamyślony. - Nigdy tak nie byłem.
- To nie wiesz, jak jest tam fajnie. - mrugnęła do mnie. - Zaraz się o tym przekonasz.
Klacz skręciła za drzewa i moim oczom okazało się jakieś opuszczone, szare miejsce.
***
- Trochę tu ponuro...-powiedział do mnie
- Ale zaraz nie będzie! - pobiegłam do w stronę sosny.
Nie było tam już ponuro i szaro...
Rosły tam przepiękne kwiatki!
*****'
Poszedłem niepewnie w ślady Delicate. Ta zniknęła za drzewem i nie było jej widać, więc pospiesznie pokłusowałem za nią.
Kiedy odsunąłem gałęzie sosny ujrzałem przepiękną łąkę pełną kwiatów.
- I jak? - zaśmiała się klacz. - Ponuro?
Pokręciłem głową rozszerzając gałki oczne (xd).
***
- Te miejsce jest cudne! - powiedział i zaczął brykać po łące
Położyłam się na mięciutkiej trawie i zaczęłam oglądać kwiaty.
*****
Po chwili zatrzymałem się i popatrzyłem ze zdziwieniem na leżącą spokojnie klaczkę.
- No co? - zapytała wąchając rosnącą przy niej stokrotkę.
- Nie bawisz się? - zapytałem zdezorientowany.
***
- Nie wiem w co...-odpowiedziałam
Mefisto popatrzył na mnie dziwnym wzrokiem.
- Możesz się bawić co tylko chcesz! - powiedział i podszedł do mnie
*****
- Ale nie mam pomysłów. - odpowiedziała powoli.
Usiadłem koło niej.
- Możesz chociażby poskakać przez kłody. - powiedziałem entuzjastycznie.
Delicate pokręciła głową.
- Boję się. - szepnęła. - A jak złamie sobie nogę zahaczając o pieniek?
***
- Nic się nie stanie - odpowiedział spokojnie - Na początku zrobimy ćwiczenia. Na pewno ci się uda!
Popatrzyłam na Mefista.
*****
- Na pewno? - zapytała ostrożnie.
Pokiwałem głową i uśmiechnąłem się. Klacz powoli wstała. Pokłusowałem
do pobliskiego pieńka i dałem znak Delicate, żeby podeszła.
***
Już chciałam przeskoczyć pień, ale się zatrzymałam...
- Delicate, nie bój się! Nic ci się nie stanie! - Mefisto podszedł do mnie
*****
- Skąd taka pewność? - powiedziała spięta. - Zawsze coś może się stać....
Westchnąłem przeciągle i wykonałem pewny skok. Delicate przypatrywała się temu z powątpieniem.
***
- Delicate...Nic ci się nie stanie...- popatrzył na mnie - Poszukam jakiegoś mniejszego pienia, ok?
- No dobrze...
***
Rozejrzałem się pospiesznie dookoła,
aż dojrzałem niski pieniek. Skierowałem się do niego i zawołałem
Delicate. Ta, po długim wahaniu się, z zamkniętymi oczami wykonała
chwiejny skok. Przeskoczyła czysto, jak mówią ludzie - "bez zrzutki".
- Widzisz? - zaśmiałem się. - To nie takie straszne, nie?
****
- Ale to mały pień...Na większym pewnie..-Mefisto przerwał mi- Na większym pewnie byś złamała nogę czy coś takiego...- dokończył za mnie - Wiele razy to słyszałem. Dałaś radę na tym pieniu, to dasz i na tamtym!
****
- Nie dałabym! - krzyknęła klacz.
Popatrzyłem na nią zdezorientowany jej zachowaniem.
- Jak chcesz... - powiedziałem cicho.
***
Usiadłam na trawie i popatrzyłam na niego.
- To ja już idę...pa
- Nie! - krzyknęłam
***
Odwróciłem się gwałtownie.
- To co w końcu chcesz!? - zdenerwowałem się.
****
- Chyba jednak skocze...
***
Popatrzyłem na nią zdziwiony, ale nie
odpowiedziałem. Patrzyłem, jak Delicate podchodzi do pieńka i po
wahaniu się skacze czysto przez "przeszkodę".
***Spojrzałam się za siebie, a potem na kopyta. - Brawo - popatrzył na mnie *** |
||||||
|
środa, 3 kwietnia 2013
Od Rose i Wolf Dark - Narodziny, śmierć i śmierć...
Na łące panował chaos.
"WD dziś rodzi, Wolf Dark urodzi, ONA dzisiaj wyda na świat potomstwo! Z Neronem, była w ciąży!" - tylko to się słyszało.
A ja nie byłam zadowolona. Razem z Balou (gdyż Silver właśnie tarzał się w stopniałym śniegu i w ogóle nawet zapomniał, kto to Neron ), martwiłam się, na kogo wyrosną maluchy. Mogą się przecież wcielić w rodziców.
- Nie mogę tego tak zostawić - powiedziałam. - Ostatnio miała trudne chwile. Mogło to zaszkodzić jej dzieciom...
Beta spojrzał na mnie wnikliwie.
- A ja zaszkodzę im jeszcze bardziej!
Po chwili już galopowałam w stronę granicy. Szybko przeskoczyłam płot, sama nie spodziewając się takich umiejętności, i rozejrzałam się. Zaczynał się ciemny las, do którego pełny wstęp miał tylko nasz wyrzutek.
- Ciekawe, czy sam się po dobroci pojawi, czy będę musiała go szukać. Pewnie to drugie. Teraz nasza WóDka jest osłabiona. Nie może robić nic gwałtownie. Leży i kwiczy, może zaraz nawet urodzi. Ruszyć się nie ruszy. Grunt, że mam przewagę
***
Ból był okropny. Neron gdzieś polazł jak zwykle, a Friko ganiał za Nirvaną. Zostałam sama na polanie. Niepokoiła mnie tylko obecność Rose. Wyczułam jej obecność w lesie.
***
Czułam, że ona mnie wyczuła i wyczuła mnie wyczuwającą ją
Jednak na moim karku nie pojawiła się żadna ciarka. Nastawiłam uszy. Usłyszałam cichy jęk, gdzieś po prawej. Już wiedziałam, co robić. Wyskoczyłam zza krzaków i krzyknęłam, że to koniec.
Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że to przestraszony jelonek z wiewiórką dobierającą mu się do ogona.
Postanowiłam to powtórzyć. Po krótkiej chwili znów usłyszałam jęk, tym razem po lewej. Pokłusowałam tam najciszej jak potrafiłam, by wyskoczyć i zobaczyć JĄ... Z wielkim brzuchem, pod postacią wilka.
***
Nie zdziwiłam się, ze przyszła Rose. Z trudem wstałam i powiedziałam:
-Ohhh! Rosee przyszła mnie odwiedzić... Jak to miło. Nie masz prezentu? A to szkoda... -jęknęłam cicho, teraz z bólu od rany zadanej przez Shanti. Ciemnoczerwona smuga biegła od karku po dół brzucha. Jednak postanowiłam zmierzyć się z klaczą.
***
- Przykro mi, ale dziś musisz leżeć spokojnie. No bo chyba nie chcesz, żeby... - i to nie dokończyłam.
Wbrew moim słowom, zaczęłam ją prowokować. Świetnie, pomyślałam.
- No ale choć, stocz ze mną walkę, jeśli chcesz! - uśmiechnęłam się wrogo. - No, dawaj! Nie leż tak!
I tylko czekałam, aż to zrobi. Biedne dzieci... powiedzmy.
A ona powoli wstawała i szczerzyła kły.
Próbowała mnie zadrapać. Bez większego problemu, ominęłam każdy jej ruch łapą. Nie mogła się wybić w powietrze, by na mnie porządnie skoczyć. A ja dalej prowokowałam, nawet delikatnie zniżyłam się do jej poziomu, gdyż była wyższa. Stałam zaraz przed nią udając, że jestem łatwą ofiarą, a ona widocznie w to wierzyła.
***
-Koniec tej zabawy Rosee- westchnełam udając smutek- teraz poniesiesz karę za łamanie własnych zasad....
Na miejsce głębokiej szramy pojawiły się metaliczne łuski. Delikatnie skrojone tworzące zwarty pancerz. Jasnoniebieski oczy pałjące wściekłością.
-Myślałaś że można ze mną tak pogrywać! Hmmm?
-Ale ty....- wyjąkała drżącym głosem
-Tak teraz ty nie masz szans - wyszeptałam i machnęłam lekko kolczastym ogonem powalając klacz na ziemię. Powtórne uderzenie trzasnęło klaczą o pobliski drzewo.
-Ty ty, jesteś zła! - krzyknęła przez łzy
-Nie osądzaj innych zanim ni poznasz ich historii- wyszeptałam do jej ucha melodyjnym szeptem.
***
- Skąd ty jesteś, że potrafisz zamienić się w... smoka?!
Burknęła.
- Może istnieją?
Wściekłam się.
- Nie, nie istnieją!
Rzuciłam się na nią. Była może większa ode mnie o głowę. Zaczęłam wierzgać. Część jej pancerza rozbiła się.
Zbyt lekko. Już miała coś ze mną zrobić, gdy nagle zmieniła się w wilka i upadła. Była za słaba na przemiany.
- Ro...
Burknęła.
- Może istnieją?
Wściekłam się.
- Nie, nie istnieją!
Rzuciłam się na nią. Była może większa ode mnie o głowę. Zaczęłam wierzgać. Część jej pancerza rozbiła się.
Zbyt lekko. Już miała coś ze mną zrobić, gdy nagle zmieniła się w wilka i upadła. Była za słaba na przemiany.
- Ro...
Na początku nie wiedziałam, o co jej chodzi. Triumfowałam, pewnie wygrałam. Tak, z wielką panią WD.
- Ros... - powtórzyła i przymknęła oczy.
No przecież.
Kiwałam z niedowiedzeniem głową.
- Wolf Dark, ty rodzisz! Rodzisz!
Sapnęła.
I już wiedziałam. Tak, teraz mogłam ją zabić. Słaba mamusia nie miała teraz czasu, pomyślałam, udając bezlitosną.
- Wolf Dark, ty rodzisz! Rodzisz!
Sapnęła.
I już wiedziałam. Tak, teraz mogłam ją zabić. Słaba mamusia nie miała teraz czasu, pomyślałam, udając bezlitosną.
Już podniosłam kopyta, ale wylądowały koło jej nóg. Nie, nie mogłam tego zrobić. Próbowałam, ale patrzyła na mnie ciężko i błagalnie. A Nerona nigdzie nie było. Tylko ja mogłam jej pomóc. Nie, też nie mogłam. Spojrzałam na małą istotkę, która pokazała jedynie tylko swój nosek.
Była chwila napięcia. Czy coś zrobić?
Może i zastanawiałyśmy się my, ale nie wilczątko. Wystawiło już całą główkę.
I wtedy ja, głupia, lekko stanęłam dęba i walnęłam ją kopytem, jak dorosłą osobę. Prosto w pyszczek.
Zdałyśmy sobie sprawę, co uczyniłam. Nie wiedziałam, czy się cieszyć, czy płakać.
Wolf Dark spojrzała na mnie smutnie. Smutek jednak po chwili przemienił się w nieopanowaną furię.
- Krew!!! ZABIŁAŚ GO, idiotko!!! ZABIŁAŚ!!!
Oddaliłam się. Nie wierzyłam, że to zrobiłam.
- ZABIŁAŚ GO!!! - ciągle słyszałam, gdy odchodziłam. - ZEMSZCZĘ SIĘ!!
Tak, ona to zrobi.
Sumienie dręczyło mnie ciągle i w nim odbiegłam. Prosto na Wolne Pole, gdzie teraz rozmawiali sobie inni.
Wolf Dark spojrzała na mnie smutnie. Smutek jednak po chwili przemienił się w nieopanowaną furię.
- Krew!!! ZABIŁAŚ GO, idiotko!!! ZABIŁAŚ!!!
Oddaliłam się. Nie wierzyłam, że to zrobiłam.
- ZABIŁAŚ GO!!! - ciągle słyszałam, gdy odchodziłam. - ZEMSZCZĘ SIĘ!!
Tak, ona to zrobi.
Sumienie dręczyło mnie ciągle i w nim odbiegłam. Prosto na Wolne Pole, gdzie teraz rozmawiali sobie inni.
Nic nie mogłam robić, płakałam. Gdy podszedł do mnie Rafaello, by spytać się, czy z nim pogram, przytuliłam go i wyobraziłam sobie, że nie żyje. Popadłam w okropny stan. Trudno było mnie pocieszyć.
- Rose, a może wyrósł by na złego? - próbował Balou.
- To nie jego wina... - szepnęłam i padłam na trawę.
Przejdzie, myślałam sobie, przejdzie.
I godzinę później już nie płakałam. Byłam nawet trochę zadowolona. Wyrzuciłam z umysłu jej spojrzenie, jej słowa. Ale gdy z uśmiechem zasnęłam, słyszałam: ZABIJĘ CIĘ!!! ZABIJĘ!!!
- Rose, a może wyrósł by na złego? - próbował Balou.
- To nie jego wina... - szepnęłam i padłam na trawę.
Przejdzie, myślałam sobie, przejdzie.
I godzinę później już nie płakałam. Byłam nawet trochę zadowolona. Wyrzuciłam z umysłu jej spojrzenie, jej słowa. Ale gdy z uśmiechem zasnęłam, słyszałam: ZABIJĘ CIĘ!!! ZABIJĘ!!!
Znowu.
***
Miałam dwoje dzieci. Jedną klaczkę i jednego ogierka.
-Nigdy nie wybaczę tego Rose. - przemknęło mi przez myśl - i ona też sobie tego nie wybaczy...
Postanowiłam się do niej wybrać. Byłam już w pełni sił... Prawie. To wystarczyło.
***
Próbowałam zasnąć. Robił się już wieczór, choć słońce nadal przedzierało się przez gałązki liści.
- Pewnie już urodziła - każdy mówił.
Tylko nie rozmawiał o tym Balou, który jako jedyny wiedział o moim czynie. Pokiwał do mnie porozumiewawczo głową i oddalił się od grupki.
- Pewnie już urodziła - każdy mówił.
Tylko nie rozmawiał o tym Balou, który jako jedyny wiedział o moim czynie. Pokiwał do mnie porozumiewawczo głową i oddalił się od grupki.
Zciemniło się. Księżyc oświetlał nasze pyski. Nie kładliśmy się jeszcze, lecz opowiadaliśmy straszne historie.
- I wtedy wyłoniła się ciemna postać, owinięta białą powłoką, która... - ciągnęła Shanti. Lecz to nie ona dokończyła...
- Która postanowiła się zemścić...
Było można usłyszeć głosy przerażenia. Duża wilczyca opuściła na trawę coś małego w porównaniu do niej. Białe coś, śmierdzące. Wiatr przeczesał jej sierść i ja już wiedziałam, o co chodzi.
Chciałam uciekać, ale coś mnie sparaliżowało. Czułam, jakby każdy duch po kolei zaglądał mi w oczy.
- No, no, Rose nasza... Kogo mam zabić?
- I wtedy wyłoniła się ciemna postać, owinięta białą powłoką, która... - ciągnęła Shanti. Lecz to nie ona dokończyła...
- Która postanowiła się zemścić...
Było można usłyszeć głosy przerażenia. Duża wilczyca opuściła na trawę coś małego w porównaniu do niej. Białe coś, śmierdzące. Wiatr przeczesał jej sierść i ja już wiedziałam, o co chodzi.
Chciałam uciekać, ale coś mnie sparaliżowało. Czułam, jakby każdy duch po kolei zaglądał mi w oczy.
- No, no, Rose nasza... Kogo mam zabić?
Nikt nie odpowiedział.
Wyglądała, jakby miała wściekliznę. Jej ślina spłynęła po martwym ciele dziecka i wpadła do krótkiej, mokrej trawy.
- Wiem, JĄ! - krzyknęła.
Działo się to tak szybko.
Nie byłam w stanie obronić cichej, skulonej Delicate...
Nie widziałam dobrze, ale była już w pazurach Wolf.
Jadła ją. Słyszałam, jak przecina jej ścięgna. Nastała cisza.
Padłam na glebę krzycząc, że już wygrała, nie mam siły... Delicate była dla mnie wszystkim.
Krew popłynęła po jej futrze.
- Czuj to, czuj... - przewróciła mnie i zaczęła dusić swoją brudną sierścią. - To jej krew!
Odepchnęłam ją, ale byłam w rozpaczy.
I teraz, gdy księżyc oświetlił zwłoki, nikt na nie ważył się popatrzyć. Oczekiwali najgorszego - jedynie poszarpanego szkieletu młodej alfy.
Padłam na glebę krzycząc, że już wygrała, nie mam siły... Delicate była dla mnie wszystkim.
Krew popłynęła po jej futrze.
- Czuj to, czuj... - przewróciła mnie i zaczęła dusić swoją brudną sierścią. - To jej krew!
Odepchnęłam ją, ale byłam w rozpaczy.
I teraz, gdy księżyc oświetlił zwłoki, nikt na nie ważył się popatrzyć. Oczekiwali najgorszego - jedynie poszarpanego szkieletu młodej alfy.
Lecz i znaleźli się śmiałkowie.
- To nie Delicate... - ktoś powiedział. - To... to White!
Poświęciła się, skoczyła w ostatniej chwili. Ona leżała pod nią, nieprzytomna. Małe draśnięcie jedynie zdobiło jej pyszczek. Nie wiedziałam, czy Wolf Dark się zorientowała, ale kazałam wszystkim milczeć. Nie chciałam jej tego zdradzać, gdyby nie wiedziała. Ulżyło mi. Nie chodzi o to,że była dla mnie kimś nieważnym, lubiłam ją. Po prostu to nie była moja córka. Serce po chwilowym rozłamie znów zaczęło się sklejać.
- Rok ją wychowywałam! Ty... poszło teraz wszystko...
- Do diabła. Mojego diabła - dokończyła. - Dziękuję za miły wieczorek.
I pobiegła, zostawiając dwa trupy: swoje martwe szczenię i klacz z naszego stada.
Poświęciła się, skoczyła w ostatniej chwili. Ona leżała pod nią, nieprzytomna. Małe draśnięcie jedynie zdobiło jej pyszczek. Nie wiedziałam, czy Wolf Dark się zorientowała, ale kazałam wszystkim milczeć. Nie chciałam jej tego zdradzać, gdyby nie wiedziała. Ulżyło mi. Nie chodzi o to,że była dla mnie kimś nieważnym, lubiłam ją. Po prostu to nie była moja córka. Serce po chwilowym rozłamie znów zaczęło się sklejać.
- Rok ją wychowywałam! Ty... poszło teraz wszystko...
- Do diabła. Mojego diabła - dokończyła. - Dziękuję za miły wieczorek.
I pobiegła, zostawiając dwa trupy: swoje martwe szczenię i klacz z naszego stada.
---
1. White naprawdę zginęła.
2. Wolfi urodziła jedną klaczkę i jednego ogiera, ale jako wilczki (odziedziczyły po niej przemiany_
3. Wiecie, że WD to WEGETARIANKA?!
3. Wiecie, że WD to WEGETARIANKA?!
Od Delicate i Szafira
Chodziłem samotnie po łące , nikogo nie znałem.Nagle zauważyłem Delicate - moją miłość.Podeszła do mnie nieśmiało.
- Może cię oprowadzić ? - spytała delikatnie.
- Jak byś mogła... - odparłem nieśmiało.
***
- Najbliżej jest wodospad. - popatrzyłam na las
- No to tam chodźmy - odpowiedział spokojnie i ruszył za mną
***
Obserwowałem jej spokojny chód pełen gracji.Tak się zapatrzyłem , że po chwili wpadłem na drzewo.Usłyszałem tylko śmiech Delicate. Speszyłem się a ona przestała się śmiać.
***
- Jeszcze trochę, i będziemy na miejscu - powiedziałam i popatrzyłam na ogiera - A tak w ogóle jak masz na imię? Ja Delicate
***
- Piękne imię - powiedziałem - ja nazywam się Szafir.
- Też fajne - powiedziała i uśmiechnęła się.
- Jaka ona piękna... - pomyślałem.
***
Zaczęłam znowu iść.
Już było słychać dźwięk wody.
Popatrzyłam na chwilę na ziemię przykrytą białym puchem.
Niestety znów wczoraj padał śnieg...
***
- Znudziła mi się już zima , a tobie ? - zapytałem gdy byliśmy już na miejscu.
- Tak...Zdecydowanie wolę wiosnę - odparła.
- Ja również.Moim zdaniem to najpiękniejsza pora roku.
***
- No...Wszystko wtedy kwitnie, a trawa jest najsmaczniejsza! - napiłam się trochę wody - I mogę wtedy ćwiczyć moje moce
***
- Masz moc natury ?
- Tak.
- Ja też - uśmiechnąłem się do pięknej , młodej klaczy.
***
- Może teraz idziemy...Hmm...- pomyślałam chwilę - Na opuszczone pastwisko?
Ogier pokiwał głową na znak tak.
***
Gdy dotarliśmy na miejsce , od razu wpadła mi w oko piękna kępa kwiatów.
- Poczekaj chwilę - powiedziałem i ruszyłem w ich kierunku.Mocą myśli zrobiłem z nich piękny bukiet.Ruszyłem z nim w kierunku klaczy.Gdy do niej podbiegłem , wręczyłem jej moje arcydzieło.
***
Szafir dał mi piękny bukiet kwiatków.
Nie wiem dlaczego, ale był na prawdę piękny...
- Dziękuje ci
****
- Nie ma za co - powiedziałem.
- Są naprawdę piękne - powiedziała.
- Piękne kwiaty dla pięknej klaczy... - powiedziałem.
No i wypaplałem...
***
Teraz już wiem dlaczego dał mi te kwiatki.
Po prostu mu się podobałam...
**
- Ja...przepraszam ! - krzyknąłem i uciekłem.
Siedziałem na rzeką duchów.Nagle usłyszałem Delicate.Podeszła do mnie i powiedziała :
***
- Nie musiałeś uciekać...Każdy w kimś się czasem zakocha, ale to nie powód by uciekać - powiedziałam i popatrzyłam w wodę
***
***
- Masz racje...Ale teraz już się pewnie nigdy do mnie nie odezwiesz...
- A... - zaczęła ale jej przerwałem.
- Chcę tylko abyś wiedziała że Cię kocham i kochać cię będę bezwarunkowo do końca życia...
Wtedy powiedziała :
***
- Rozumiem cię - odpowiedziałam i usiadłam - Ale na pewno znajdziesz tutaj też wiele innych fajnych klaczy...
Popatrzyłam na niego z uśmiechem
***
Ale ja wcale się nie uśmiechałem tylko wyraźnie posmutniałem.
- Ja kocham tylko ciebie...I żadna klacz na całym świecie tego nie zmieni...Ale skoro nie mam szans... - wstałem i skierowałem się w stronę łąki.
***
Popatrzyłam na swoje odbicie.
Szafir popatrzył się na mnie i stanął.
***
Usiadłem obok klaczy i chwilę patrzyłem w dal.
Klacz popatrzyła na mnie ale ja się nie ruszyłem.
Nagle powiedziała :
***
- Na co tak patrzysz? - popatrzyłam na niego i odsunęłam się trochę dalej
- Na nic...
***
- Przecież widzę...
- Patrzę na wschód słońca...
Położyłem się na trawie.Byłem bardzo smutny...
Nagle Delicate położyła się blisko mnie i powiedziała :
***
- Ta pora dnia jest najpiękniejsza... - powiedziałam i popatrzyłam na wschód słońca
***
- Słuchaj , nie wiem co mam robić...Kocham cię , ale czy dla ciebie to coś znaczy ? - zapytałem z nadzieją.
***
- Prawię cię nie znam...-odpowiedziałam - Nie wiem...
***
- No to się poznajmy ! Choć ! - powiedziałem i wstałem.
- Ale gdz.. - nie zdążyła dokończyć bo w sekundę byliśmy już na miejscu.Zabrałem ją do ogrodu miłosnego i opowiedziałem jej swoją historię.Potem poprosiłem ją o to samo.Zgodziła się.Siedzieliśmy tam cały dzień i poznawaliśmy siebie.Wieczorem wiedzieliśmy o sobie już praktycznie wszystko.Aktualnie bawiliśmy się w berka.Delicate stanęła i powiedziała :
***
- Jesteś bardzo miły, ale...
- Ale?
- Już nic - odpowiedziałam i zaczęłam iść - Ja już idę. Moja mama na pewno się o mnie martwi...
***
- Zostań jeszcze chwilę.
- Po co ?
- Bo chcę wiedzieć o co chodzi z tym ale...
***
- Szafir, jeden dzień to za mało...-odpowiedziałam - A teraz na prawdę muszę iść...
***
- Rozumiem że to za mało...Dajmy sobie tydzień , ok ?
- Dobrze.
- To pa
- Pa.
(po tygodniu rozmawiania , poznawania , zabawy)
- I jak ? - zapytałem.
- Co ?
- Po tygodniu miałaś dać mi odpowiedź...
***
- Jesteś bardzo fajny, ale nie jestem pewna...
Szafir popatrzył na mnie smutno.
- Nie jestem pewna czy w ogóle szukam partnera. - powiedziałam - Możemy być przyjaciółmi...
***
Westchnąłem cicho.
Odwróciłem się i powoli , ze spuszczonym łbem ruszyłem w stronę łąki.
- Zaczekaj... - powiedziała nagle.
***
- Co?
- Gdzie idziesz?
- Nie wiem...
Zaczęłam iść w inną stronę.
***
Ja różnie poszedłem w inną.
Oboje szliśmy ze spuszczonymi łbami.
Okazało się , że szliśmy tą samą ścieżką tylko z dwóch stron.
Ta ścieżka miała kształt serca.
Nagle się zderzyliśmy.
***
- Oj! Przepraszam cię bardzo! - powiedział do mnie Szafir
- To ja przepraszam - odpowiedziałam i odwróciłam się
Poszłam nad rzekę, a za mną pobiegł Szafir
***
- Ja... - zacząłem niepewnie.
- Ja też... - odpowiedziała.
Pocałowałem ją.Ona się nie broniła , tylko odwzajemniła pocałunek...
***
Nie chciałam tego zrobić...
Po prostu nie chciałam go zranić...
- Szafir, nigdy nie będziemy razem..No może za kilka lat, ale nie teraz! - zaczęłam biec.
Szafir chciał mnie dogonić, ale zatrzymałam go.
***
- To się nie uda... - powiedziała i odwróciła się.
Poszedłem do swojej jaskini bez słowa.
Nagle przyszła do mnie Delicate.
***
Nie wiedziałam że to właśni jego jego jaskinia...
Wyszłam i pobiegłam do mamy.
Usiadłam koło niej, a po chwili przyszedł do nas Szafir.
- Witaj Szafir - przywitała się z nim Rose
***
- Ja...przepraszam...nie będę przeszkadzać... - powiedziałem.
Już miałem wyjść ale Rose mnie zatrzymała , mówiąc :
***
- Przecież nie przeszkadzasz - uśmiechnęła się ciepło
***
- Tobie może nie , ale nie jestem pewien czy Delicate chce...
- Chcę - powiedziała - choć na chwilę.
***
- Wiem że zrobiłeś byś dla mnie wszystko, ale mi...podoba się ktoś inny...
- Co? - opuścił głowę
- On chyba nie należy do stada...Nazywa się Gold.
**
- Ja...Ja go zabiję !
- Nie mów tak...Ja po prostu...No...Ja muszę do niego iść... - powiedziała i odbiegła.
***
(tydzień później)
***
Znalazłem zapłakaną Delicate siedzącą przy wodospadzie.Podszedłem do niej , przytuliłem ją i powiedziałem :
- Co się stało ?
- Gold nie żyje... - powiedziała z płaczem.
- To straszne... - odpowiedziałem szczerze.
***
Odeszłam od niego i zaczęłam iść.
Szafir chciał mnie zatrzymać i znów przytulić, ale zaczęłam wierzgać.
- Daj mi spokój! - Nie wiedziałam że to kiedyś powiem, ale na prawdę mam już dość tych ciągłych przytulasek....Nawet jeśli się oddale, to znów jest koło mnie
Pobiegłam do Rose.
(Rose?)
Od Tepiga - Tajemniczy zwój
Któregoś dnia, gdy wracałem z pastwiska uświadomiłem sobie, że inne konie, a ja jestem cały zdenerwowany. Poszedłem nad wodę. Szum uspakaja inne konie, a ja jestem cały zdenerwowany, położyłem się obok dużej jaskini skubiąc podmokłą trawę. Źrebaki wesoło bawiąc się piły wodę ze źródła. Ja wysłuchiwałem się w szum wody i trzask łamiącym się pod ciężarem śniegu drzew. Byłem bardzo wesoły, ale humor mi znikną gdy zobaczyłem kłócące się konie. Oczywiście to Shake i Lerel, myślałem że dali sobie spokój z ciągłymi kłótniami. Podeszłam do nich. Jeden z koni trzymał w pysku zwój. Nagle w otoczeniu pojawiła się Shanti.
- Chłopaki się znów kłócą? - spytała
- Jak zwykle.... Ciekawe co to za papierek.
- Może list?
Konie zapewne walczyły o ten zwój. Chciałem się podkraść, ale nie jestem seryjnym złodziejem.
Raz nie zaszkodzi coś ukraść- pomyślałem.
Zakradłem się " pod " ogierów, a w tym czasie zwój wypadł Lerelovi z pyska, szybko wystawiłem szyję i wziąłem papier. Znów pokłusowałem do Shanti. Przeczytałem tylko kawałek listu:
01.04.2013r.
Droga Rose i Kochany Silverze
Jesteście dużym stadem, my również, nasz stado
również. Liczymy ponad 90 koni. Od kilku
miesięcy obserwujemy was i liczymy na was......
- Tepig nie czytaj tego! To do alf! Zostaw!
- Oj już dobrze tylko przeczytałem od kogo:
- Spragnione bitry. Stado Straconej Nadziei....
- Matko! Tylko nie to! Trzeba to zanieść do Rose i Silvera! Póki nie jest jeszcze za późno....
Pobiegliśmy w stronę alf, szybko przekazaliśmy im przerażający list.
Alfa przeczytała:
( Rose lub Silver? Co to będzie!? )
- Chłopaki się znów kłócą? - spytała
- Jak zwykle.... Ciekawe co to za papierek.
- Może list?
Konie zapewne walczyły o ten zwój. Chciałem się podkraść, ale nie jestem seryjnym złodziejem.
Raz nie zaszkodzi coś ukraść- pomyślałem.
Zakradłem się " pod " ogierów, a w tym czasie zwój wypadł Lerelovi z pyska, szybko wystawiłem szyję i wziąłem papier. Znów pokłusowałem do Shanti. Przeczytałem tylko kawałek listu:
01.04.2013r.
Droga Rose i Kochany Silverze
Jesteście dużym stadem, my również, nasz stado
również. Liczymy ponad 90 koni. Od kilku
miesięcy obserwujemy was i liczymy na was......
- Tepig nie czytaj tego! To do alf! Zostaw!
- Oj już dobrze tylko przeczytałem od kogo:
- Spragnione bitry. Stado Straconej Nadziei....
- Matko! Tylko nie to! Trzeba to zanieść do Rose i Silvera! Póki nie jest jeszcze za późno....
Pobiegliśmy w stronę alf, szybko przekazaliśmy im przerażający list.
Alfa przeczytała:
( Rose lub Silver? Co to będzie!? )
wtorek, 2 kwietnia 2013
Od Rudego - CD historii Rubina
-Choć- zwróciłem się do ogiera.
Czika gdzieś pobiegła. My spacerowaliśmy po terenach stada. Rubinowi się chyba podobało.
-Od dawna tu jesteś?-spytał
-Nie, niedawno dołączyłem- powiedziałem
Po jakimś czasie dotarliśmy do opuszczonego pastwiska.
-Co to za miejsca?- spytał Rubin
-To opuszczone pastwisko- powiedziałem- sam niedawno się o nim dowiedziałem więc nie powiem zbyt dużo.
Kiedy mniej więcej opowiedziałem Rubinowi o ty miejscu, na pastwisku zobaczyliśmy jakieś konie.
<Rubin>
Czika gdzieś pobiegła. My spacerowaliśmy po terenach stada. Rubinowi się chyba podobało.
-Od dawna tu jesteś?-spytał
-Nie, niedawno dołączyłem- powiedziałem
Po jakimś czasie dotarliśmy do opuszczonego pastwiska.
-Co to za miejsca?- spytał Rubin
-To opuszczone pastwisko- powiedziałem- sam niedawno się o nim dowiedziałem więc nie powiem zbyt dużo.
Kiedy mniej więcej opowiedziałem Rubinowi o ty miejscu, na pastwisku zobaczyliśmy jakieś konie.
<Rubin>
Od Rudego - CD historii Rubina
-Choć- zwróciłem się do ogiera.
Czika gdzieś pobiegła. My spacerowaliśmy po terenach stada. Rubinowi się chyba podobało.
-Od dawna tu jesteś?-spytał
-Nie, niedawno dołączyłem- powiedziałem
Po jakimś czasie dotarliśmy do opuszczonego pastwiska.
-Co to za miejsca?- spytał Rubin
-To opuszczone pastwisko- powiedziałem- sam niedawno się o nim dowiedziałem więc nie powiem zbyt dużo.
Kiedy mniej więcej opowiedziałem Rubinowi o ty miejscu, na pastwisku zobaczyliśmy jakieś konie.
<Rubin>
Czika gdzieś pobiegła. My spacerowaliśmy po terenach stada. Rubinowi się chyba podobało.
-Od dawna tu jesteś?-spytał
-Nie, niedawno dołączyłem- powiedziałem
Po jakimś czasie dotarliśmy do opuszczonego pastwiska.
-Co to za miejsca?- spytał Rubin
-To opuszczone pastwisko- powiedziałem- sam niedawno się o nim dowiedziałem więc nie powiem zbyt dużo.
Kiedy mniej więcej opowiedziałem Rubinowi o ty miejscu, na pastwisku zobaczyliśmy jakieś konie.
<Rubin>
Od Tepiga - Jak się tu znalazłem ?
Pewnie się zastanawiacie skąd tu przybyłem . Ah to było tak :
Pewnego dnia będąc na spacerze zobaczyęłm białą klacz . Z ciekawości podszedłem do niej , ponieważ przypominała mi klacz z stada :
- Hej Perła co tu robisz ?! - klepnąłem klacz po łbie .
- Kim jesteś ?
Myślałam że to jest Perła , zapadłem się pod ziemię .
- Przepraszam ! Myślałem że to Perła z naszego stada . . . .
- Nic się nie stało , ale mam na imię Rose a ty ?
- Jestem Tepig i właśnie wyrzucono mnie ze stada .
- A dołączysz do nas ?
- Z chęcią !
Podszedłem do klaczy , ona zaprowadziła mnie do swego stada .
- Bardzo tu ładnie !
i tak zostałem .....
Subskrybuj:
Posty (Atom)
