Spacerowałam spokojnie po terenach stada.Nikt nie atakował , było spokojnie.Dotarłam do wodospadu.Zobaczyłam tam nowego konia - Marsa.Spokojnie pił wodę.Podeszłam bliżej i również się napiłam.Wtem ogier podniósł się i powiedział :
- Hej , ty pewnie jesteś Lili.Ja nazywam się Mars.
- Tak , nazywam się Lili.Przepraszam , za to co teraz powiem ale nie wyglądasz mi na dorosłego konia ? Ile masz lat ?
- Mam 11 miesięcy.A ty ?
- Ja 10.Może przejdziemy się na polanę ?
- Chętnie.A oprowadziłabyś mnie po stadzie ?
- Jasne - odparłam i ruszyliśmy.
Po drodze rozmawialiśmy dosłownie o wszystkim - o naszej historii , o nas i nawet o pogodzie.W końcu zwiedziliśmy wszystko.Byliśmy na łące.
- Miło mi się z tobą rozmawia - powiedziałam i uśmiechnęłam się miło.
- Mi z tobą też - odparł i odwzajemnił uśmiech.
Potem położyliśmy się na trawie i rozmyślaliśmy - każdy z nas o czymś innym.Nagle ogier podniósł się i powiedział :
< Mars , co powiedziałeś ?? >
niedziela, 17 lutego 2013
Od Balu
Od czasu oddania Melodii tamtemu stadu byłem strasznie nerwowy. Mimo, że wzmocniliśmy warty i byliśmy bardziej ostrożni nie mogłem pozbyć się tego dziwnego lęku. Żeby mieć pewność, że stadu nic nie grozi, urządzałem samotne patrole. Strażnicy, Irina i Sliver nie przeszkadzali mi w tym. Wiedzieli, że jestem na granicy załamania nerwowego. Bardzo martwiłem się o Rose i Melodię. Dzisiaj również poszedłem na obchód. Na skraju lasu zauważyłem cień. To był ogier, którego wcześniej widziałem. Był z tamtego stada. Zaszedłem go od tylu i chciałem zaatakować, ale silne uderzenie w głowę pozbawiło mnie przytomności.
***
Gdy się ocknąłem, wokół mnie było 8 ogierów. Śmiali się z czegoś. Próbowałem się poruszyć, ale miałem związane nogi. Jeden z ogierów podszedł do mnie.
- Gdzie Kracyt ? - jego ton był ostry.
Milczałem. Gdy tylko ogier pochylił się nade mną, rzuciłem się na niego. Pętla na mojej szyi, której wcześniej nie zauważyłem, gwałtownie zacisnęła się, a linka od pętli pociągnęła mnie do ziemi. Gdy moja głowa uderzyła o ziemię pętla poluzowała się na tyle, żebym mógł swobodnie oddychać.
- Pytam po raz ostatni, gdzie Kracyt ? - wrzasnął ogier.
Milczałem. Ogier stworzył bicz, który mnie uderzał. Po każdym uderzeniu powstawała podłużna rana, która bardzo bolała. Kiedy miałem cały bok poraniony, przestał.
- Nic nie mówisz ? Tym gorzej. Przywódca się tobą zajmie. - i znowu poczułem ból w głowie.
Zemdlałem. Znowu.
***
Obudził mnie gwar wokół. Podniosłem głowę i zauważyłem, że nie mam pętli na szyi. Obok mnie przywódca tamtych koni wrzeszczał na nie. Rozejrzałem się. Wokół było pełno brzydkich ogierów. Poruszyłem się. Mój bok piekielnie bolał. Miałem wielką ranę,z której płynęła krew. Mój ruch zwrócił uwagę przywódcy. Podszedł do mnie.
- Gdzie Kracyt ?! - niemal warknął
Milczałem. Gniady ogier kopnął mnie w ranę.
- Pytam : gdzie Kracyt ?!
- Nie dowiesz się tego ode mnie.
Stworzył bicz i zaczął mnie nim uderzać. Milczałem. Bólem mnie nie zmusi. Spojrzał na mnie z lekkim podziwem.
- Może ona cię przekona. - powiedział
Spojrzałem we wskazanym kierunku i zobaczyłem Rose. Spojrzałem z niepokojem na przywódcę. Bicz zawisł teraz nad Rose.
- Dobrze ... Co chcesz wiedzieć ? - przełamał mnie
- Gdzie Kracyt ?
- Nie wiem. Oddałem go pod straż . Nie wiem gdzie go zabrali.
- Kłamiesz !
- Nie. Nic więcej nie wiem.
***
Gdy od nas odeszli, spojrzałem na Rose.
- Chcesz się napić ? - spytałem
- Jak ? - szepnęła
Użyłem mocy i tuż przy jej pysku powstała mała kałuża. Chciwie wypiła całą wodę.
- Muszę stąd uciec.
- Nie da się. - smutno odpowiedziała Rose
Znowu użyłem mocy. Tylko, że tym razem ognia. Moje więzy spłonęły. Próbowałem uwolnić Rose, ale moja moc była za słaba.
- Uciekaj. Melodia mnie uratuje. - rozkazała Rose
Wzniosłem się w powietrze i uciekłem. Byłem zły, że nie mogłem pomóc Rose i że musiałem uciec. Alfy musiałem słychać.
***
Wylądowałem niedaleko naszej łąki. Gdy wynurzyłem się z krzaków strażnicy stanęli w pozycji gotowej do obrony. Kiedy mnie rozpoznali rozluźnili się i zaprowadzili do Iriny i Slivera. Gdy zobaczyli w jakim jestem stanie powiedzieli :
(<Sliver>, dokończ)
***
Gdy się ocknąłem, wokół mnie było 8 ogierów. Śmiali się z czegoś. Próbowałem się poruszyć, ale miałem związane nogi. Jeden z ogierów podszedł do mnie.
- Gdzie Kracyt ? - jego ton był ostry.
Milczałem. Gdy tylko ogier pochylił się nade mną, rzuciłem się na niego. Pętla na mojej szyi, której wcześniej nie zauważyłem, gwałtownie zacisnęła się, a linka od pętli pociągnęła mnie do ziemi. Gdy moja głowa uderzyła o ziemię pętla poluzowała się na tyle, żebym mógł swobodnie oddychać.
- Pytam po raz ostatni, gdzie Kracyt ? - wrzasnął ogier.
Milczałem. Ogier stworzył bicz, który mnie uderzał. Po każdym uderzeniu powstawała podłużna rana, która bardzo bolała. Kiedy miałem cały bok poraniony, przestał.
- Nic nie mówisz ? Tym gorzej. Przywódca się tobą zajmie. - i znowu poczułem ból w głowie.
Zemdlałem. Znowu.
***
Obudził mnie gwar wokół. Podniosłem głowę i zauważyłem, że nie mam pętli na szyi. Obok mnie przywódca tamtych koni wrzeszczał na nie. Rozejrzałem się. Wokół było pełno brzydkich ogierów. Poruszyłem się. Mój bok piekielnie bolał. Miałem wielką ranę,z której płynęła krew. Mój ruch zwrócił uwagę przywódcy. Podszedł do mnie.
- Gdzie Kracyt ?! - niemal warknął
Milczałem. Gniady ogier kopnął mnie w ranę.
- Pytam : gdzie Kracyt ?!
- Nie dowiesz się tego ode mnie.
Stworzył bicz i zaczął mnie nim uderzać. Milczałem. Bólem mnie nie zmusi. Spojrzał na mnie z lekkim podziwem.
- Może ona cię przekona. - powiedział
Spojrzałem we wskazanym kierunku i zobaczyłem Rose. Spojrzałem z niepokojem na przywódcę. Bicz zawisł teraz nad Rose.
- Dobrze ... Co chcesz wiedzieć ? - przełamał mnie
- Gdzie Kracyt ?
- Nie wiem. Oddałem go pod straż . Nie wiem gdzie go zabrali.
- Kłamiesz !
- Nie. Nic więcej nie wiem.
***
Gdy od nas odeszli, spojrzałem na Rose.
- Chcesz się napić ? - spytałem
- Jak ? - szepnęła
Użyłem mocy i tuż przy jej pysku powstała mała kałuża. Chciwie wypiła całą wodę.
- Muszę stąd uciec.
- Nie da się. - smutno odpowiedziała Rose
Znowu użyłem mocy. Tylko, że tym razem ognia. Moje więzy spłonęły. Próbowałem uwolnić Rose, ale moja moc była za słaba.
- Uciekaj. Melodia mnie uratuje. - rozkazała Rose
Wzniosłem się w powietrze i uciekłem. Byłem zły, że nie mogłem pomóc Rose i że musiałem uciec. Alfy musiałem słychać.
***
Wylądowałem niedaleko naszej łąki. Gdy wynurzyłem się z krzaków strażnicy stanęli w pozycji gotowej do obrony. Kiedy mnie rozpoznali rozluźnili się i zaprowadzili do Iriny i Slivera. Gdy zobaczyli w jakim jestem stanie powiedzieli :
(<Sliver>, dokończ)
Od Shanti - CD historii Figa
- Naprawdę nie musisz... - odpowiedziałam.
- Ale chcę ci pomóc. - powiedział pewnie. - I tak nie mam co robić.
- A wojna? Tam powinieneś pomagać. - zamyśliłam się.
- To nie jest najpilniejsze, a poza tym jest dużo walczących koni, jeden więcej nic nie wskóra. - pokręcił głową. - Nie martw się.
Westchnęłam przeciągle. W czasie rozmowy obudziły się źrebaki. Patrzyły na Figa nieufnie.
- Wea, Mefisto - to jest Figo. - wyjaśniłam szybko. - Pomoże mi się wami opiekować.
- Cześć, maluchy. - uśmiechnął się ogier.
- Ale to nie jest nasz tata! - sprzeciwił się Mefisto.
< Figo? >
- Ale chcę ci pomóc. - powiedział pewnie. - I tak nie mam co robić.
- A wojna? Tam powinieneś pomagać. - zamyśliłam się.
- To nie jest najpilniejsze, a poza tym jest dużo walczących koni, jeden więcej nic nie wskóra. - pokręcił głową. - Nie martw się.
Westchnęłam przeciągle. W czasie rozmowy obudziły się źrebaki. Patrzyły na Figa nieufnie.
- Wea, Mefisto - to jest Figo. - wyjaśniłam szybko. - Pomoże mi się wami opiekować.
- Cześć, maluchy. - uśmiechnął się ogier.
- Ale to nie jest nasz tata! - sprzeciwił się Mefisto.
< Figo? >
Od Łaty
Podobno taki ogier imieniem Apollo coś do mnie czuje! Tak się cieszę. Dawno nie zaznałam prawdziwej przyjaźni a miłości tym bardziej. Postanowiłam zapytać Rose czy wie gdzie jest Apollo.
- Hej Rose!- zawołałam.- Wiesz może gdzie jest Apollo?
- Chyba nad wodospadem.- powiedziała miłym tonem Rose.- Nie jestem pewna ale możesz iść zobaczyć.
- Dobra dzięki. Już tam biegnę. Jeszcze raz Ci dziękuję.
- Nie ma za co.- powiedziała zaciekawiona moim zachowaniem Rose.
Nad wodospadem naprawdę zastałam Apolla. Tak się wstydziłam, że nie mogłam do niego podejść.
- Cześć Apollo.- zaczęłam.- Co tam u Ciebie?
<<?Apollo?>>
- Hej Rose!- zawołałam.- Wiesz może gdzie jest Apollo?
- Chyba nad wodospadem.- powiedziała miłym tonem Rose.- Nie jestem pewna ale możesz iść zobaczyć.
- Dobra dzięki. Już tam biegnę. Jeszcze raz Ci dziękuję.
- Nie ma za co.- powiedziała zaciekawiona moim zachowaniem Rose.
Nad wodospadem naprawdę zastałam Apolla. Tak się wstydziłam, że nie mogłam do niego podejść.
- Cześć Apollo.- zaczęłam.- Co tam u Ciebie?
<<?Apollo?>>
Od Anabelle
Spacerowałam nad wodospadem szukając mojego partnera , Snow.Znalazłam go pijącego wodę.
- Cześć.
- Witaj kochanie ! - powiedział i ucieszył się na mój widok.
Chwilę rozmawialiśmy.
- Może pobawimy się w chowanego ?
- Dobrze , ja liczę ! - odparł z uśmiechem.
Schowałam się za krzakiem niedaleko drzewa przy którym stał Snow.
- 1 , 2 , 3 - usłyszałam liczenie mojego partnera.
- Hej Snow ! - usłyszałam głos tej nowej.
- Cześć.
- Możemy pogadać ?
- No bo ja... - mówił.
- To dobre że masz czas - odparła.Nie wychodziłam z kryjówki.Chciałam usłyszeć dokładnie ich rozmowę.
- Dobra , mów ale szybko.
- No więc...Jesteś bardzo miły , odważny i przystojny.
- Do czego zmierzasz ?
- Mam pytanie : Czy chciałbyś być moim partnerem ?
Już miałam wyskoczyć z krzaków ale chciałam usłyszeć odpowiedź.
- To ty nie wiesz ? Ani ! Gdzie jesteś ?! - usłyszałam.
Wyszłam z krzaków.
- Tak ?
- To jest Faith.Faith , poznaj Anabelle.
- Mogę cię prosić na słówko ?
- Jasne + odeszliśmy na odpowiednią odległość.
- Tak ?
- Słyszałam waszą rozmowę.Ona chce być twoją partnerką.Zróbmy jej jakiś kawał.Co ty na to ?
- Wchodzę w to - powiedział a potem dokładnie omówiliśmy strategię.
- To co Snow ? Zgadzasz się ? - spytała kusząco Faith gdy tylko nas zobaczyła.
- Nie.Nie podobasz mi się ! Zrozum. - Snow nie postąpił według planu.Ale cóż , to też było niezłe.
- Ale...jak to ?!
- No tak to.Jesteś dobrą koleżanką , ale nic do ciebie nie czuję.Kocham Anabelle i tak pozostanie.
- Co ?! Tą brzydule ?!
- Jak śmiesz tak do niej mówić ! Wynoś się !
< Snow , CD ? >
- Cześć.
- Witaj kochanie ! - powiedział i ucieszył się na mój widok.
Chwilę rozmawialiśmy.
- Może pobawimy się w chowanego ?
- Dobrze , ja liczę ! - odparł z uśmiechem.
Schowałam się za krzakiem niedaleko drzewa przy którym stał Snow.
- 1 , 2 , 3 - usłyszałam liczenie mojego partnera.
- Hej Snow ! - usłyszałam głos tej nowej.
- Cześć.
- Możemy pogadać ?
- No bo ja... - mówił.
- To dobre że masz czas - odparła.Nie wychodziłam z kryjówki.Chciałam usłyszeć dokładnie ich rozmowę.
- Dobra , mów ale szybko.
- No więc...Jesteś bardzo miły , odważny i przystojny.
- Do czego zmierzasz ?
- Mam pytanie : Czy chciałbyś być moim partnerem ?
Już miałam wyskoczyć z krzaków ale chciałam usłyszeć odpowiedź.
- To ty nie wiesz ? Ani ! Gdzie jesteś ?! - usłyszałam.
Wyszłam z krzaków.
- Tak ?
- To jest Faith.Faith , poznaj Anabelle.
- Mogę cię prosić na słówko ?
- Jasne + odeszliśmy na odpowiednią odległość.
- Tak ?
- Słyszałam waszą rozmowę.Ona chce być twoją partnerką.Zróbmy jej jakiś kawał.Co ty na to ?
- Wchodzę w to - powiedział a potem dokładnie omówiliśmy strategię.
- To co Snow ? Zgadzasz się ? - spytała kusząco Faith gdy tylko nas zobaczyła.
- Nie.Nie podobasz mi się ! Zrozum. - Snow nie postąpił według planu.Ale cóż , to też było niezłe.
- Ale...jak to ?!
- No tak to.Jesteś dobrą koleżanką , ale nic do ciebie nie czuję.Kocham Anabelle i tak pozostanie.
- Co ?! Tą brzydule ?!
- Jak śmiesz tak do niej mówić ! Wynoś się !
< Snow , CD ? >
Od Snow - Cd historii Faith
Freszcie dotarłem z nią na łąkę.
-Ale tu pięknie!Pierwszy raz ktoś mnie zaprowadził w takie miejsce.-Przyznała Feith.
-Naprewdę!Ale...Jesteś taka...Fajna.-Snow chciał dokończyć inaczej.Tak naprawdę to ją...Kochał.Kochał też Anabell.Anabelle jest romantyczna.Za to Faith ma poczucie humoru.
-Naprawdę tak myślisz?-Zapytała Klacz.,
-Myśle nawet więcej...-Powiedziałem , nieprzytomny.
-What?-Zapytała Faith.
-Co?A...nic , nic.Zamysliłem się.-Powiedziałem w obronę.
-AHA!-Krzykneła.Czyli Snow , coś do mnie czuje , ale kocha też inną.Kurcze...Ja go też zaczełam lubić.....
-Co "aha"?-Zapytałem , z przerażeniem.
-Poczekaj!Coś słyszę....-Powiedziałem.Tak , ze mnie jest żartowniś , ale nie żartowałem.
-Yhy...Żartujesz ze mnie.-Podejrzewała klacz.
-Naprawdę!-Powiedziałem.Po tych słowach , odwruciłem się z wyrazem "Foch Foever".
-Faith...NO weź....-Powiedziałem.Ale nikt nie odpowiedział.
-Faith?-Zapytałem z przerażeniem.
Odwruciłem się.Wróg ją zagiera.Przykleił jej taśmę.NIe mogła więc krzyczeć.
-Odłuż ją!-Rozkazałem z groźbą.
-A bo co mi zrobisz?-Zapytał wróg.Był dość młody. Spodziewałem się innego efektu.
-A to!-Zatrzymałem czas.Zrobiłem to pierwszy raz.O rzymuje się!Udało się!Z lodu zrobilem klatkę.Faith....Niestety też w niej była.Hm..Nic z tego.Trzeba to załatwić Po staremu.Wróciłem na swoje miejsce i odczasowałem czasTak , wiem dziwnie to zabrzamiało.
-Chy?No co mi zrobisz?-Zapytał Groźniejszym tonem.Był cły czarny.Oczy też miał czarne.
-Wypowiem pojedynek.Ty i ja.Zero sztuczek.Główną nagrodą będzie ona.
Kopytem wzazałem na Faith.
-Zgoda.Ale jak będziesz kombinował , to zrobię z ciebie saszłyk.
-Zgoda.Można używać magii.-Oznajmiłem.
-Teraz ją odłóż.-Powiedziałem.
Dziwne...Posłusznie ją odłożył.
-Uwaga...Start.-Powiedziałem spokojnie.Szybko wykonałem pierwszy ruch.Postać była w kapturze.Ugryzłem ją w pysk .Krwawił.W tedy on , kopną mnie w lewe kopyto.Idzie z godnie z planem.Zaraz po tym zatrymałem czas.Mogłem to zrobić szybciej , ale lubię się czasem pobawić.Zrobiłem klatkę z lodu.Jeszcze kłódkę.
Po chwili od - trzymałem czas.
-Ał!Gdzie ja...Ty zdrajco! To miało być w pojedynkę!-Powiedział , jednocześnie kaptur mu spad.Jej spad.
-Użyłem magii.Wolno było.-Powiedziałem z uśmieszkiem na twarzy.
<Faith?>
-Ale tu pięknie!Pierwszy raz ktoś mnie zaprowadził w takie miejsce.-Przyznała Feith.
-Naprewdę!Ale...Jesteś taka...Fajna.-Snow chciał dokończyć inaczej.Tak naprawdę to ją...Kochał.Kochał też Anabell.Anabelle jest romantyczna.Za to Faith ma poczucie humoru.
-Naprawdę tak myślisz?-Zapytała Klacz.,
-Myśle nawet więcej...-Powiedziałem , nieprzytomny.
-What?-Zapytała Faith.
-Co?A...nic , nic.Zamysliłem się.-Powiedziałem w obronę.
-AHA!-Krzykneła.Czyli Snow , coś do mnie czuje , ale kocha też inną.Kurcze...Ja go też zaczełam lubić.....
-Co "aha"?-Zapytałem , z przerażeniem.
-Poczekaj!Coś słyszę....-Powiedziałem.Tak , ze mnie jest żartowniś , ale nie żartowałem.
-Yhy...Żartujesz ze mnie.-Podejrzewała klacz.
-Naprawdę!-Powiedziałem.Po tych słowach , odwruciłem się z wyrazem "Foch Foever".
-Faith...NO weź....-Powiedziałem.Ale nikt nie odpowiedział.
-Faith?-Zapytałem z przerażeniem.
Odwruciłem się.Wróg ją zagiera.Przykleił jej taśmę.NIe mogła więc krzyczeć.
-Odłuż ją!-Rozkazałem z groźbą.
-A bo co mi zrobisz?-Zapytał wróg.Był dość młody. Spodziewałem się innego efektu.
-A to!-Zatrzymałem czas.Zrobiłem to pierwszy raz.O rzymuje się!Udało się!Z lodu zrobilem klatkę.Faith....Niestety też w niej była.Hm..Nic z tego.Trzeba to załatwić Po staremu.Wróciłem na swoje miejsce i odczasowałem czasTak , wiem dziwnie to zabrzamiało.
-Chy?No co mi zrobisz?-Zapytał Groźniejszym tonem.Był cły czarny.Oczy też miał czarne.
-Wypowiem pojedynek.Ty i ja.Zero sztuczek.Główną nagrodą będzie ona.
Kopytem wzazałem na Faith.
-Zgoda.Ale jak będziesz kombinował , to zrobię z ciebie saszłyk.
-Zgoda.Można używać magii.-Oznajmiłem.
-Teraz ją odłóż.-Powiedziałem.
Dziwne...Posłusznie ją odłożył.
-Uwaga...Start.-Powiedziałem spokojnie.Szybko wykonałem pierwszy ruch.Postać była w kapturze.Ugryzłem ją w pysk .Krwawił.W tedy on , kopną mnie w lewe kopyto.Idzie z godnie z planem.Zaraz po tym zatrymałem czas.Mogłem to zrobić szybciej , ale lubię się czasem pobawić.Zrobiłem klatkę z lodu.Jeszcze kłódkę.
Po chwili od - trzymałem czas.
-Ał!Gdzie ja...Ty zdrajco! To miało być w pojedynkę!-Powiedział , jednocześnie kaptur mu spad.Jej spad.
-Użyłem magii.Wolno było.-Powiedziałem z uśmieszkiem na twarzy.
<Faith?>
Nowy koń! Mars
Imię : Mars
Płeć : Ogier
Wiek : 11 miesięcy
Cechy : Odważny , zwinny , lubi spinać się na drzewa , trochę nie śmiały , utalentowany , lubi zwierzęta
Stanowisko : Wojownik
Żywioł : rośliny i zwierzęta
Moce : Rozmawia z roślinnością , Potrafi pluć jadem , czyta w myślach
Partner : Szuka , podoba się jemu Lili
Rodzina : Całą zamordowano
Historia : Długo szukała rodziny , aż znalazł Stado Białej Róży
Właściciel : Husky321
Od Figa - CD historii Shanti
-Współczuje-Powiedziałem-Może pomogę Ci na okres wojny z maluchami.
-A możesz?-Zapytała klacz
-No pewnie.-Odpowiedziałem Shanti
-Dzięki Figo-Powiedziała klacz i usmiechnęła sie
-Nie ma za co.-Powiedziałem
Klacz spojrzała na mnie z uśmiechem
***************Następnego dnia***********************
Wstałem i poszedłem według umowy do Shanti.
-Cześć-Powiedziałem szeptem, bo Wea i Mefisto nadal spali.
-Hej-Odpowiedziała klacz
-Według umowy przyszedłem.-Powiedziałem. Klacz odpowiedziała :
-...
(Shanti?)
-A możesz?-Zapytała klacz
-No pewnie.-Odpowiedziałem Shanti
-Dzięki Figo-Powiedziała klacz i usmiechnęła sie
-Nie ma za co.-Powiedziałem
Klacz spojrzała na mnie z uśmiechem
***************Następnego dnia***********************
Wstałem i poszedłem według umowy do Shanti.
-Cześć-Powiedziałem szeptem, bo Wea i Mefisto nadal spali.
-Hej-Odpowiedziała klacz
-Według umowy przyszedłem.-Powiedziałem. Klacz odpowiedziała :
-...
(Shanti?)
sobota, 16 lutego 2013
Przeprosiny
Już od paru dni nie były dodawane żadne posty na blogu. Czemu? Obie założycielki chorują na grypę. Musza leżeć, a nie siedzieć przy komputerze '_' Mimo to obiecują, że wszystkie zaległości zostaną prędzej czy później wstawione. To może jeszcze trochę potrwać. Jeśli zależy wam na jak najszybszym wstawieniu opowiadania, prześlijcie je do użytkownika Raya (bety).
Nie martwcie się!
Nie martwcie się!
- Rose i Silver
środa, 13 lutego 2013
Od Shanti
Jest wojna... Okropne czasy, a ja urodziłam - i to do tego bez partnera. Mooldvar... Jeszcze nie otrząsnęłam się od czasu jego odejścia. Wszystko mnie przygnębiało, tylko nie fakt, że dochowałam się potomstwa. Bałam się o nie bardzo, tylko one mi pozostały.
Nie walczyłam jeszcze z atakującym nas Stadem, ponieważ byłam w ciąży. Nie wiedziłam nawet jakie są postępy w walce. Teraz powinnam zacząć, ale nie mam co zrobić ze źrebakami. Jestem kompletnie bezradna....
- Mamo, a gdzie jest reszta Stada? - zapytała się mnie Wea, kiedy byłam z nią i Mefistem w "schronie".
- Walczą... - odpowiedziałam przygnębiona.
- A dlaczego? - zaciekawił się Mefisto.
- Jest wojna, mały. - trąciłam go nosem. - Ale nie przejmujcie się. Wszystko sie poukłada.
W tym momencie podszedł do nas Figo...
- Cześć Shanti... Co u ciebie? - zapytał nieśmiało.
- Kiepsko. - westchnęłam. - Chyba sam widzisz....
< Figo? =) >
Nie walczyłam jeszcze z atakującym nas Stadem, ponieważ byłam w ciąży. Nie wiedziłam nawet jakie są postępy w walce. Teraz powinnam zacząć, ale nie mam co zrobić ze źrebakami. Jestem kompletnie bezradna....
- Mamo, a gdzie jest reszta Stada? - zapytała się mnie Wea, kiedy byłam z nią i Mefistem w "schronie".
- Walczą... - odpowiedziałam przygnębiona.
- A dlaczego? - zaciekawił się Mefisto.
- Jest wojna, mały. - trąciłam go nosem. - Ale nie przejmujcie się. Wszystko sie poukłada.
W tym momencie podszedł do nas Figo...
- Cześć Shanti... Co u ciebie? - zapytał nieśmiało.
- Kiepsko. - westchnęłam. - Chyba sam widzisz....
< Figo? =) >
niedziela, 10 lutego 2013
Od Faith - CD historii Snow
- Naprawdę nie wiedziałam że koń może być tak przyjacielski. Bo wiesz, nigdy nie miałam z żadnym kontaktu... To znaczy miałam, ale tego nie pamiętam...
- To teraz już wiesz - odparł Snow.
- Tak, wiem.
- Chcesz zobaczyć inne miejsca? Mogę cię oprowadzic jeśli chcesz.
- Dobrze.
Szliśmy długo kierując się na wschód. Niebo było jasne. Gdzieniegdzie błąkały się pojedyncze obłoki. Tak zagubione jak ja. Postanowiłam dowiedzieć się nieco więcej. Zaczęłam czytać w jego myślach.
" Muszę przygotować się na to, co nadchodzi. Na wojnę."
Wojna? Nie mogłam sobie tego uświadomić. Jako wojowniczka muszę walczyć. Postanowiłam być przygotowana na wszystko. To dlatego wszyscy podchodzili do mnie z dystansem. Teraz mam szansę. Szansę na udowodnienie, że będę godnym członkiem Stada Białej Róży.
Dotarliśmy na miejsce. Była to wielka, zielona łąka.
<Snow?>
- To teraz już wiesz - odparł Snow.
- Tak, wiem.
- Chcesz zobaczyć inne miejsca? Mogę cię oprowadzic jeśli chcesz.
- Dobrze.
Szliśmy długo kierując się na wschód. Niebo było jasne. Gdzieniegdzie błąkały się pojedyncze obłoki. Tak zagubione jak ja. Postanowiłam dowiedzieć się nieco więcej. Zaczęłam czytać w jego myślach.
" Muszę przygotować się na to, co nadchodzi. Na wojnę."
Wojna? Nie mogłam sobie tego uświadomić. Jako wojowniczka muszę walczyć. Postanowiłam być przygotowana na wszystko. To dlatego wszyscy podchodzili do mnie z dystansem. Teraz mam szansę. Szansę na udowodnienie, że będę godnym członkiem Stada Białej Róży.
Dotarliśmy na miejsce. Była to wielka, zielona łąka.
<Snow?>
Od Silvera (pisała Rose xD) - CD historii Daredevila - Plan z Melodią
Uśmiechnąłem się. To była pewna chwila przebłysku. Rzadko taką miałem, czasami mówiono o mnie o beznadziejnym śpiochu, który w ogóle nie myśli, a teraz doznałem olśnienia.
- Oni chcą wszystkich klaczy, jak to ogiery... Nie oddamy im ich, owszem, ale...
- Ale? - nie mógł się doczekać Daredevil
Popatrzyłem na niego.
- Oddamy im jedną!
Wystawił gały na wierzch i w ten sposób próbował mi udowodnić, że jestem wariatem.
- Zwariowałeś?!
Zaprzeczyłem głową.
- Która klacz jest u nas wojowniczką.
Zaczął jąkać:
- No... Na przykład Melodia. Melo... Ale i tak co z tego?! Nie wyślemy żadnej klaczy!
Zirytowałem się.
- Ty nadal nie wiesz o co mi chodzi!
Przewrócił oczyma.
- A więc słucham, panie... Heh, panie. Gadaj.
***
I plan został wreszcie zaakceptowany.
Przed spełnieniem go, przytuliliśmy Melodię i życzyliśmy jej szczęścia. Przed wejściem w obcy nam las (nie tą część, gdzie mieszka WD), spojrzała na ziemię, powtórzyła sobie, że da radę.
Przystąpiliśmy do akcji. Razem z Daredevilem złapaliśmy Melodię za grzywę i przyprowadziliśmy do przywódcy. Rzuciliśmy nią. W tej chwili specjalnie, żeby wyjść na słabą, udawała, że z braku siły nie potrafi się podnieść. Była tuż pod nogami przywódcy, który spojrzał na nią beznadziejnie.
- Tylko jedna?
Zastanowiłem się.
- Ale za to najlepsza. Dla ogierów zrobi wszystko. Zresztą, to może być początkowy towar.
Potaknął zainteresowany moimi słowami. Kopnął lekko Melodię, każąc jej wstać i zapytał o jej imię.
- Piękne... - powiedział z podnieceniem i diabolicznym spojrzeniem.
Próbował się do niej przytulić. Przypomniawszy sobie o planie, szeptała do niego:
- To ty jesteś tym przystojnym przywódcą? - zaczęła go okrążać. Jej nogi pracowały wolno i namiętnie. Głowę specjalnie zniżyła, patrzyła na niego kusząco. - Pójdziemy na twoje tereny, a tam powinniśmy odkryć coś nowego...
Patrzyłem na to zniesmaczony. Ten ogier naprawdę w to uwierzył!
Daredevil mruknął do niej i powiedział surowo:
- Weź tą głupią klacz! Do niczego nie jest nam potrzebna. Jest za słaba!
Rzuciwszy to, odbiegliśmy. Tak samo jak oni, z nową zdobyczą. Co teraz czeka Melodię?
***
Marsz do nowego terenu był dla niej wyjątkowo męczący. Przez ten cały czas pozostałe konie próbowały ją poderwać czy polizać. Gdy przywódca nie patrzył, ona jednak odsuwała się, z trudem nie spierając go na kwaśne jabłko.
Nagle usłyszała hałasy.
- Tu jest nasza osada, nasza łąka... - próbował zaimponować jej wielki ogier.
Podniosła głowę. Było tu wiele brzydkich koni, wszystkie płci męskiej. I przy jednym z drzew, na piaskowym terenie... Rose! Siwa klacz alfa!
Stanęła dęba i chciała do niej pobiec. Ale plan...
Wszyscy patrzyli na nią dziwnie. Przeprosiła i została zaprowadzona do miejsca, gdzie stała Rose.
- Znasz ją skarbie, prawda? - mówił duży, przybliżając swój pysk do jej pyska.
- Tak. Nędzna i wścibska alfa... Mam nadzieję, że niedługo zginie - polizała go. Zareagował na to tak, że omal nie zaciągnąła mnie do dalszej części lasu, ale powiedziała:
- A co tak naprawdę zamierzacie z nią zrobić?
Teraz zaczął zaczepiać Rose. A ona stała zdziwiona. Nie miała siły karcić jej wzrokiem, po prostu patrzyła na nią tak... z takim zawiedzeniem.
- Myślę, że jeszcze się do czegoś nada. Klacz to klacz! Wezmą ją później moi chłopcy.
Potaknęła. Po jeszcze kilku chwilach omawiania paru spraw, powiedział:
- Lubię takie klacze, jak ty. Delikatne, ale zarazem i ostre dla ogierów. Myślę, że ci się tu podoba, prawda? Raczej nie uciekniesz, piękna.W przeciwieństwie do tej nędznej szmatki, nie zostaniesz do niczego przywiązana. Będziesz spała na mojej części łąki. Przy mnie.
Z niechęcią (oczywiście, nie dała tego po sobie okazać) zgodziła się dorzucając, że będzie czekała na tą chwilę.
Została sama z alfą!
- Co ci się stało?! - krzyknęła na Melodię. - Jak śmiesz nazywać tak swoją alfę?
Uciszyła ją.
- Cicho! Wysłał mnie tu Silver i Daredevil.
Zdziwiła się.
- Czemu?
Zniżając głos, szepnęła:
- By cię uwolnić... Udaję zakochaną w przywódcy, by przy mnie osłabł. A gdy będziemy sami... Ciach! Pokonam go.
Chciała coś powiedzieć, ale zauważyła idącego przywódcę ze swoimi końmi z tyłu. Rose więc wczuła się w rolę i zawyła z bólu.
- Co się tu dzieje? - od razu przybiegł, patrząc szczególnie na nowo poznaną.
Alfa poruszyła się. Lina naprężyła się.
- Ona mnie męczy!
Zrozumiała.
Podeszła do dużego.
- Przezwała cię od beznadziejnych... Musiałam ją przecież skarcić... Jak ty... - szepnęłam mu do ucha. Słyszała zafascynowanie ogierów z tyłu. No nie, jeszcze oni zaczęli widzieć w niej to, co przywódca.
- Wyruszamy na wyprawę, szukać nieposłusznych koni i pegazów z naszego stada... Czeka ich teraz kara śmierci.
No tak, to ci, co do nas kiedyś przyszli, pomyślała.
- A więc chętnie tam pójdę... - mrugnęła do wszystkich i zaczęła podążać za resztą.
----
1. To opowiadanie za Silvera naprawdę pisała Rose xD
2. Plan chyba jest łatwy. Jak to powiedziała Melodia: "By cię uwolnić... Udaję zakochaną w przywódcy, by przy mnie osłabł. A gdy będziemy sami... Ciach! Pokonam go."
3. Może jutro to zrobi.
Od Snow - CD historii Faith
-Cóż...No , nie masz.Rose na pewno Cię przyjmie.Chodź , oprowadzę Cię.-Powiedziałem do klaczy.Jest , ładna.
-Ale obserwuj , ją.-Powiedziała Irina.
-Ok.Chodź...Faith?-Zapytałem ją.
-Tak , skąd wiesz?-Zapytała.
-Bo , umiem czytać w myślach.Zaprowadzę Cię , nad jezioro.-Oznajmiłem.
-Ja też!Tylko mam problem...Jest wiosna jest gorąco a ja....nie umiem pływać.-Z niechęcią powiedziała klacz.
-To Cię nauczę.Jest to...Bardzo proste.Szybko się nauczysz.-Uśmiechnołem się.
-NO nie wiem...Zależy , od tego , czy mnie przekonasz.-Powiedziała Faith.
-Już Cię przekonałem.Lubię te moc!-Ucieszyłem się.
-W cale nie.Kłamiesz!-Powiedziała.
-To poważne zarzuty!-Powiedziałem ze śmiechem.
-Czyli twierdzisz , że nie?-Zapytała.
-Nie , nie, kłamie , kłamie.Tylko mówię , że to poważne zarzuty.-Powiedziałem śmiechem.Po tych słowach śmialiśmy się oboje.
Nagle Faith powiedziala:
<Faith?_
-Ale obserwuj , ją.-Powiedziała Irina.
-Ok.Chodź...Faith?-Zapytałem ją.
-Tak , skąd wiesz?-Zapytała.
-Bo , umiem czytać w myślach.Zaprowadzę Cię , nad jezioro.-Oznajmiłem.
-Ja też!Tylko mam problem...Jest wiosna jest gorąco a ja....nie umiem pływać.-Z niechęcią powiedziała klacz.
-To Cię nauczę.Jest to...Bardzo proste.Szybko się nauczysz.-Uśmiechnołem się.
-NO nie wiem...Zależy , od tego , czy mnie przekonasz.-Powiedziała Faith.
-Już Cię przekonałem.Lubię te moc!-Ucieszyłem się.
-W cale nie.Kłamiesz!-Powiedziała.
-To poważne zarzuty!-Powiedziałem ze śmiechem.
-Czyli twierdzisz , że nie?-Zapytała.
-Nie , nie, kłamie , kłamie.Tylko mówię , że to poważne zarzuty.-Powiedziałem śmiechem.Po tych słowach śmialiśmy się oboje.
Nagle Faith powiedziala:
<Faith?_
Kornelle urodziła!
Kornelle urodziła 2 piękne źrebaczki! Gratulujemy!
A oto jej pociechy:
Wiek: niecały miesiąc
Cechy: Miła, przyjazna, zakręcona, skoczna, łatwo się zaprzyjaźnia
Stanowisko: za młoda
Żywioł: za młoda
Moce: Uzdrawianie
Partner: za młoda
Rodzina: Mama Kornelle Ojciec Szafir Siostra Ashley
Historia: Urodziła się w stadzie Białej Róży.Na razie jej otoczenie to tylko rodzice i rodzeństwo.Nie poznała jeszcze terenów , ograniczeń.Jak na razie niczego się nie boi i cieszy się życiem.
Właściciel: Maja2081

Imię: Ashley
Płeć: Klacz
Wiek: niecały miesiąc
Cechy: szalona , zakręcona , lubi przygody , piękna , urocza , odważna , śmiała
Stanowisko: za młoda
Żywioł: za młoda
Moce: Bariera ochronna
Partner: za młoda
Rodzina: Mama Kornelle Ojciec Szafir Siostra (tu wpisz imię źrebaka)
Historia: Urodziła się w stadzie Białej Róży.Na razie jej otoczenie to tylko rodzice i rodzeństwo.Nie poznała jeszcze terenów , ograniczeń.Jak na razie niczego się nie boi i cieszy się życiem.
Właściciel: misia.konie
A oto jej pociechy:
Imię: Amber
Płeć: KlaczWiek: niecały miesiąc
Cechy: Miła, przyjazna, zakręcona, skoczna, łatwo się zaprzyjaźnia
Stanowisko: za młoda
Żywioł: za młoda
Moce: Uzdrawianie
Partner: za młoda
Rodzina: Mama Kornelle Ojciec Szafir Siostra Ashley
Historia: Urodziła się w stadzie Białej Róży.Na razie jej otoczenie to tylko rodzice i rodzeństwo.Nie poznała jeszcze terenów , ograniczeń.Jak na razie niczego się nie boi i cieszy się życiem.
Właściciel: Maja2081

Imię: Ashley
Płeć: Klacz
Wiek: niecały miesiąc
Cechy: szalona , zakręcona , lubi przygody , piękna , urocza , odważna , śmiała
Stanowisko: za młoda
Żywioł: za młoda
Moce: Bariera ochronna
Partner: za młoda
Rodzina: Mama Kornelle Ojciec Szafir Siostra (tu wpisz imię źrebaka)
Historia: Urodziła się w stadzie Białej Róży.Na razie jej otoczenie to tylko rodzice i rodzeństwo.Nie poznała jeszcze terenów , ograniczeń.Jak na razie niczego się nie boi i cieszy się życiem.
Właściciel: misia.konie
Shanti urodziła!
Shanti urodziła 2 piękne źrebaki! Gratulujemy!
A oto jej małe pociechy :

Imię: Mefisto
Płeć: Ogier
Wiek: Niecały miesiąc
Cechy: Odważny, posłuszny, ruchliwy, uwielbia skakać, mądry, kochany, z nim nie sa się nudzić
Stanowisko: Za młody
Żywioł: Za młody
Moce: Przewidywanie przeszłości
Partner: Za młody
Rodzina: Mama - Shanti, tata - nie zna (Mooldvar), siostra -
Historia: Urodził się w Stadzie Białej Róży, w zimię. Na początku nie rozumiał gdzie jest i dlaczego jest tutaj tak dużo koni, ale po trochu zaczął się oswajać z otoczeniem i pojmować sytuację.
Właściciel: Jessica19
Imię: Wea
Płeć: Klacz
Wiek: Niecały miesiąc
Cechy: Spokojna, wrażliwa na cudzą krzywdę, wiecznie zamyślona, przyjazna, uśmiechnięta, ciekawska, wstydliwa
Stanowisko: Za młoda
Żywioł: Za młoda
Moce: Czyta w myślach
Partner: Za młoda
Rodzina: Mama - Shanti, tata - nie zna (Mooldvar), brat - Mefisto
Historia: Urodziła się w Stadzie Białej Róży, w zimę. Nigdy nie poznała swojego taty, ale bardzo ją ciekawił. Przywiązała się do swojego brata, Mefista i od początków swojego życia zawsze przy nim była.
Właściciel: Jessica19
A oto jej małe pociechy :

Imię: Mefisto
Płeć: Ogier
Wiek: Niecały miesiąc
Cechy: Odważny, posłuszny, ruchliwy, uwielbia skakać, mądry, kochany, z nim nie sa się nudzić
Stanowisko: Za młody
Żywioł: Za młody
Moce: Przewidywanie przeszłości
Partner: Za młody
Rodzina: Mama - Shanti, tata - nie zna (Mooldvar), siostra -
Historia: Urodził się w Stadzie Białej Róży, w zimię. Na początku nie rozumiał gdzie jest i dlaczego jest tutaj tak dużo koni, ale po trochu zaczął się oswajać z otoczeniem i pojmować sytuację.
Właściciel: Jessica19
Imię: Wea
Płeć: Klacz
Wiek: Niecały miesiąc
Cechy: Spokojna, wrażliwa na cudzą krzywdę, wiecznie zamyślona, przyjazna, uśmiechnięta, ciekawska, wstydliwa
Stanowisko: Za młoda
Żywioł: Za młoda
Moce: Czyta w myślach
Partner: Za młoda
Rodzina: Mama - Shanti, tata - nie zna (Mooldvar), brat - Mefisto
Historia: Urodziła się w Stadzie Białej Róży, w zimę. Nigdy nie poznała swojego taty, ale bardzo ją ciekawił. Przywiązała się do swojego brata, Mefista i od początków swojego życia zawsze przy nim była.
Właściciel: Jessica19
Subskrybuj:
Posty (Atom)


